PRZEPRASZAM
To w sumie chyba dobre słowo na powitanie w tym momencie.
Naprawdę Was przepraszam, bo wiem, że zwyczajnie zawaliłam sprawę. Przepraszam.
Ogółem wycieczka była super, Dzień Dziecka też (dostałam książkę "Kraina Jutra" i byłam w kinie na "Krainie Jutra"). Egzaminy poszły mi dobrze, nawet bardzo dobrze :) Będę miała chyba ok. 140 punktów do liceum, a w piątek (z czego w czwartek wyjeżdżam na obóz harcerski, pozdrawiam) dowiem się, czy się dostałam. :) 12-14.06 był turniej taneczny w Jardzie - zajęłam trzecie miejsce z duetem i trzecie z miniformacją. :) Teraz u przyjaciółki jestem, więc pozdro. :)
Już byli trzecioklasiści: jak przeżyliście zakończenie roku? Ja nie najlepiej. U nas zakończenie roku było w czwartek (wtedy prawie nikt nie płakał), a w piątek odebraliśmy świadectwa i wtedy było ostateczne pożegnanie. No i większość się wtedy popłakała. Ja też zresztą. Ogółem cały dzień chciało mi się płakać, a ponura chodziłam już od czwartku. Miałam wspaniałą klasę, wspaniałych nauczycieli i wspaniałą szkołę.
Było też zakończenie roku szałowego i harcerskiego. Dla trenerów daliśmy koszulki z napisem "Najlepszy trener" i "Najlepsza trenerka" i po wielkiej czekoladzie oreo. :) Ogółem genialnie było. :)
Mam pasek na świadectwie, hehe :D A Wy? ;)
OBIECUJĘ, że postaram się nadrobić Wasze blogi. Jutro wyjeżdżam na dwa tygodnie, więc może być ciężko, ale. Taka kara :)
A więc: miłego dnia i miłych wakacji kochani! :D ;* <3
środa, 1 lipca 2015
poniedziałek, 25 maja 2015
Help
Jutro wyjeżdżam na wycieczkę.
Podajcie w komentarzach swoje blogi i WSZYSTKIE blogi jakie znacie, oki?
Już wyjaśniam. Usunęły mi się wszystkie zakładki (długa historia). I nie mam żaaaaaadnych blogów ani niczego innego. xDDDD (tak, wiem. Brawo ja. To był desperacki ruch)
Podajcie w komentarzach swoje blogi i WSZYSTKIE blogi jakie znacie, oki?
Już wyjaśniam. Usunęły mi się wszystkie zakładki (długa historia). I nie mam żaaaaaadnych blogów ani niczego innego. xDDDD (tak, wiem. Brawo ja. To był desperacki ruch)
poniedziałek, 18 maja 2015
Moje 16. urodzinki ^^
Witam witam kochani. <3
Kocham ludzi. <3
Tyle osób składało mi życzenia, że ojeju <3
Kocham moją trenerkę <3
A trener to lamus xD <3
Dokładnie o 15:15 skończyłam dziś16 lat. ^^ *.*
Byłam w weekend na zawodach. :D V miejsce na 7 <3 Kocham moją grupę! <33333333333 (jak na nas to taki wynik jest GENIALNY)
Brutus <3 Słodziak, nie? ^^
Kocham ludzi. <3
Tyle osób składało mi życzenia, że ojeju <3
Kocham moją trenerkę <3
A trener to lamus xD <3
Dokładnie o 15:15 skończyłam dziś16 lat. ^^ *.*
Byłam w weekend na zawodach. :D V miejsce na 7 <3 Kocham moją grupę! <33333333333 (jak na nas to taki wynik jest GENIALNY)
Brutus <3 Słodziak, nie? ^^
P.S. Tylko nie myślcie, że zapomniałam o Semirze... O kimś takim nie da się zapomnieć.
P.P.S.Q. Byłam w Krakowie na spotkaniu z Johnem Flanaganem!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ;DDDDDDDDDDDDDDDDDDDD <33333333333333333 Kocham go!!!!!!! *O* ^^ <3
sobota, 18 kwietnia 2015
Semir
Niedługo testy. To chyba wszystko wyjaśnia.
Czemu tak przywiązujemy się do zwierząt? Do psów? Pozwolę sobie zacytować znajomą z grupy na facebooku:
Czemu tak przywiązujemy się do zwierząt? Do psów? Pozwolę sobie zacytować znajomą z grupy na facebooku:
"Czemu my się tak do tych psów przywiązujemy? Za co je tak kochamy? Przecież to TYLKO pies...
Pies kocha bezwarunkowo, bez względu na to, ile masz lat i jak wyglądasz, nie powie Ci, że przytyłaś, czy że nie do twarzy Ci w tej fryzurze. Pies zawsze na Ciebie czeka, zawsze tęskni i zawsze cieszy się, gdy wracasz do domu (czy po pięciu dniach czy po pięciu minutach). Pies jest dozgonnie wierny, nigdy Cię nie zdradzi i zawsze będzie Cię kochał... Nie zrozumie tego ten, kto nie miał psa..."
Psy są najlepszymi przyjaciółmi człowieka. I, tak jak inna znajoma napisała, "tylko psiarz psiarza zrozumie". Dla niektórych musi to być niepojęte jak można tak cierpieć po stracie PSA. Bo przecież to TYLKO pies. TYLKO zwierzę. Ale psy czasem są tysiąc razy lepsze od człowieka. Psy są takie niewinne, takie beztroskie, a czasem tak cierpią. Czasem to nasza wina, czasem nie. Czemu pies, młody pies, który miał zaledwie 6,5 lat i połowę życia przed sobą, pies, który zachowywał się jak szczeniak, był taki beztroski, taki niewinny, musiał tak cierpieć? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć, ale wiem, że Bóg miał w tym jakiś cel. Niektórzy ludzie nie zrozumieją więzi z psem, nie zrozumieją tego przywiązania, tej miłości. Po prostu skład trudno im to sobie wyobrazić. Niektórzy mogliby stwierdzić: To po co w takim razie mieć psa? A właśnie warto. Chociażby dla samej tej miłości. Każda miłość łączy się z cierpieniem, chociażby najmniejszym. Często jest tak, że przyjemność łączy się z cierpieniem. Ale czasem warto zaryzykować. Czasem warto trochę pocierpieć dla niezliczonych wspaniałych i niezapomnianych chwil.
Pozwolę sobie zacytować moją mamę (też Cię kocham ;*):
"Na każdym kroku go brak. (...) już nigdy nie otworzy sobie drzwi do domu, nie pójdzie na spacer, nie będzie tuptał po panelach, nie będzie czytał nam w myślach, już nigdy nie zobaczę jego radosnych podskoków na wieść o kości lub spacerze. Teraz za Tęczowym Mostem na pewno rozmawia z Punią i jej opowiada, co u nas słychać i wymieniają się komentarzami na nasz temat"
Tak właśnie jest. Siedzisz sobie, rozglądasz się gdzie jest pies i przypominasz sobie, że już go nie ma. Wchodzisz wieczorem do kuchni, chcesz zapalić światło i odruchowo myślisz, że pies pewnie jest w klatce, bo w salonie go nie ma. Wieczorem idziesz spać i chcesz zamknąć psa do klatki. Wracasz do domu - nikt cię nie wita merdając ogonem. Wracasz z koni - nikt cię nie obwąhuje. Siedzisz w domu i widzisz brak posłania w salonie, pustą klatkę, brak misek. Nie widzisz kłaków na podłodze. Czujesz pustkę panującą w domu i chcesz jak najszybciej stamtąd uciec (a na dworze zimno, wieje, a ty chora). Gdy jesteś w szkole bądź na zajęciach dodatkowych, boisz się wracać do domu, do tej pustki. Wolisz pozarażać całą szkołę niż siedzieć cały dzień sama w domu, gdy jesteś chora. Tak teraz jest. Tak teraz wygląda moje życie.
Muszę wam wyznać, że 13 kwietnia i 14 kwietnia 2015r. to były jedne z najgorszych dni mojego życia. Pół dnia przesiedziałam z psem w lecznicy. To było męczące, najbardziej psychicznie. Chciałam z powrotem mojego kochanego, szczęśliwego i beztroskiego Semirka, chciałam, by to się już skończyło. Na szczęście przez prawie cały czas był ze mną dziadek.
Semir miał padaczkę. Od dawna ją miał. Ostatnio wyszło, że ma uszkodzony pień mózgu i po prostu nie dało się już powstrzymać ataków, nic nie pomagało. On się zbyt męczył. W nocy, po pierwszej, znajoma zawiozła mamę i psa do lecznicy całodobowej i po prostu... trzeba było go uśpić. Zbyt się męczył. To nie miało sensu. Teraz już się nie męczy. Teraz już jest mu lepiej.
Moim zdaniem przysłowie "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie" jest jak najbardziej prawdziwe. Tyle osób nas wspierało, tyle osób się modliło. Tyle osób nadal nas wspiera. Dwie znajome zaoferowały się, że w środku nocy zawiozą mamę i psa do lecznicy, jedna była gotowa cały dom postawić na nogi w tym celu. Dziękuję wszystkim. <3 Tylko tyle jestem w stanie powiedzieć, bo nic nie wyrazi tego jak przeogromnie jestem wdzięczna.
P.S. Ja wiem, że najlepszym lekarstwem na stratę przyjaciela jest nowy przyjaciel, ale jest dużo przeszkód przeciw temu, niestetyż.
czwartek, 12 marca 2015
Pani Wena
Witam po długiej nieobecności spowodowanej brakiem czasu, spowodowanego z kolei zbliżającymi się egzaminami! Witam tylko dlatego, iż się rozchorowałam i siedzę w domu zamiast cierpieć w szkolnej ławce. Przeziębienie się opłaca. (czasem) Jak pewnie zauważyliście ponadrabiałam również Wasze blogi. Jeśli u kogoś pominęłam choćby jeden post - pisać. (Olu u Ciebie dzisiaj powinnam skończyć ten ostatni) Opowiadanie pod wpływem chwili, zainspirowane jednym zdaniem, które napisałam do Oli, gdy wysyłałam pracę na jej konkurs, który polecam, a jest on tutaj. Prace można nadsyłać do 15 marca, nie do 28 lutego. ;)
Opowiadanie miało ilustrować nasze relacje z tytułową Panią Weną. Nasze, czyli pisarzy. Zapraszam do czytania. (i komentowania)
Pani Wena
Monika siedziała nad opowiadaniem z polskiego chyba ze dwie
godziny, a i tak nic oprócz pierwszego zdania „Dawno, dawno temu w krainie
zwanej Awangardą żył sobie pewien król” nie przychodziło jej do głowy.
Westchnęła głęboko i ukryła twarz w dłoniach.
- Litości – jęknęła. – Czemu przychodzi mi do głowy tylko
myśl o krwiożerczym smoku, pożerającym króla już w drugim zdaniu?
- To może właśnie o tym powinnaś napisać? – rozległ się za
nią głęboki, kobiecy głos, który z pewnością nie należał do jej matki ani
siostry. Obróciła się i ujrzała wysoką kobietę w długiej, ciemnofioletowej,
lekko błyszczącej sukni z ciemnobrązowymi włosami, sięgającymi jej do pasa,
wiankiem na głowie i różdżką, jaką mają małe dziewczynki do stroju królewny. Monika otworzyła szeroko oczy na jej widok.
- K-Kim jesteś? – spytała zdziwiona i z lekka oszołomiona.
- Jestem Wena – odpowiedziała kobieta od niechcenia, jakby
to było oczywiste. – Ale dla ciebie Pani Wena.
- Pani Wena – powtórzyła machinalnie Monika.
- No tak. A myślałaś, że kim? Wiosną?
Monice przemknęło przez myśl, że z tą różdżką i wiankiem na
głowie rzeczywiście wygląda trochę jak Wiosna, ale nie powiedziała tego głośno.
- Co tu robisz? – spytała zamiast tego.
- A czy przypadkiem mnie nie potrzebujesz? Jestem zawsze tam,
gdzie pisarze – oznajmiła wyniośle. Monika stwierdziła, że nie zabrzmiało to
zbyt majestatycznie, zwłaszcza, że w tym momencie Pani Wenie trochę zjechał
wianek i musiała go poprawić.
- A właściwie to… czemu mi nie pomagasz, skoro już tu
jesteś?! – wybuchła Monika.
- Ależ przecież pomagam. Myślisz, że skąd wziął się
krwiożerczy smok? – odparła niewzruszona Pani Wena, obracając różdżkę między
palcami.
Monikę zatkało na chwilę.
- Ale przecież to bez sensu – mruknęła.
- A masz jakiś inny pomysł?
Monika westchnęła i odwróciła się z powrotem do komputera.
- Niby racja…
Zaczęła pisać. W końcu miała już parę zdań: „Dawno, dawno temu
w krainie zwanej Awangardą żył sobie pewien król. Niestety, król ten dwa dni
temu został pożarty przez krwiożerczego smoka, który przyleciał z Północy.
Północ była krajem smoków. Zielonych i czerwonych. Czerwone były krwiożercze, a
zielone roślinożerne. Jak można było się domyślić, smok królobójca był czerwony.
Wszyscy się go bali.”
Pani Wena zajrzała Monice przez ramię.
- Nie, nie kochana, to ostatnie zdanie jest bez sensu.
- Czemu? – spytała zdziwiona dziewczynka.
- Dlaczego motłoch miałby się bać smoka, który zjadł znienawidzonego
przez nich króla?
- A skąd wiesz, że był znienawidzony przez lud?
- Przecież ja to wymyślam.
Ten argument ostatecznie przekonał Monikę i zmieniła zdanie:
„Wszyscy się go bali.” na „Wszyscy się radowali faktem pożarcia króla-tyrana.”
- No, tak zdecydowanie lepiej – wyraziła swą aprobatę Pani
Wena.
Monika napisała kolejnych kilka zdań, gdy w pewnym momencie
Pani Wena krzyknęła dziewczynce do ucha: „Nie!”. Monika drgnęła i popatrzyła na
nią z wyrzutem.
- Co?
Pani Wena miała skwaszoną minę.
- Czerwone smoki miałyby być krwiożercze? Przecież one są
takie słodkie.
Monika musiała przyznać jej rację. Zmieniła kolejny
fragment: „Czerwone były krwiożercze, a zielone roślinożerne. Jak można było
się domyślić, smok królobójca był czerwony.” na „Zielone były krwiożercze, a czerwone
roślinożerne. Jak można było się domyślić, smok królobójca był zielony.” Tak,
tak zdecydowanie było lepiej.
Napisała kolejnych kilka zdań, a w tym czasie Pani Wena
usadowiła się wygodnie na kanapie. Nagle wszelkie pomysły po prostu uciekły z głowy
Moniki. Dziewczyna siedziała chwilę oniemiała, po czym obróciła się do Pani
Weny i spiorunowała ją wzrokiem.
- Czemu to zrobiłaś?
Pani Wena tylko wzruszyła ramionami z naburmuszoną miną, jak
kobieta, która obraża się na mężczyznę i chce, żeby sam zgadł o co chodzi.
- Słuchaj kobieto, muszę to opowiadanie napisać na jutro, a
jest już siedemnasta, więc może byś mi pomogła! – zdenerwowała się Monika.
Pani Wena ponownie tylko wzruszyła ramionami i obróciła
głowę do ściany. Monika spojrzała z powrotem na komputer, jednak wiedziała, że
bez pomocy Pani Weny nic nie napisze. Westchnęła więc ciężko, podeszła do
naburmuszonej kobiety na kanapie i zaczęła ją przekonywać do pomocy, używając
jak najmilszych słówek. Zajęło jej to dobrą godzinę, aż w końcu podłechtane ego
Pani Weny stwierdziło, że znów może pomóc. Usiadły więc obie do komputera i
zaczęły kontynuować opowiadanie pod tytułem „Opowieści z Awangardy”. Monika musiała przyznać, że polubiła tę rozkapryszoną,
wykurzająca, mająca dziwne pomysły Panią Wenę. Pomyślała, że chyba chciałaby
się z nią zaprzyjaźnić.
***
Brwi pani z polskiego wędrowały coraz wyżej i wyżej, w miarę
jak czytała opowiadanie Moniki. W końcu spojrzała na dziewczynkę.
- Zdaje się mówiłaś wczoraj, że to będzie opowiadanie o miłym
władcy spokojnej krainy, którą zaatakuje smok, lecz zostanie szybko pokonany
przez króla, którego poddani zaczną kochać jeszcze bardziej? Tymczasem czytam
tu, o królu-tyranie, który został pożarty już w drugim zdaniu, a główną
postacią jest tu smok terroryzujący krainę i zostający na koniec królem. Możesz
mi to wyjaśnić?
Monika wzruszyła ramionami i z niewinną minką odpowiedziała:
- Pani Wena ma czasem dziwne pomysły.
piątek, 20 lutego 2015
Elf 17
Witam witam!
Bez zbędnych ceregieli chcę was zaprosić do lektury.
No dobra. Parę (bądź paręnaście) ceregieli będzie. Wybaczcie, że nie piszę i nie odwiedzam Waszych blogów, ale mam nadzieję, że zrozumiecie. Zwłaszcza trzecioklasiści. Egzamin za dwa miesiące, zajęcia dodatkowe plus dochodzą teraz fakultety. Jednym słowem: masakra.
A teraz parę słów do kochanych siedmiu osóbek, które się tu pojawią (w tekście też):
TO CO ZARAZ PRZECZYTACIE JEST TO FIKCJA LITERACKA, A WIĘC MOGŁAM POZMIENIAĆ PEWNE FAKTY ORAZ NAGIĄĆ JE DLA WŁASNYCH POTRZEB. PROSZĘ WIĘC SIĘ NIE BUNTOWAĆ, JEŚLI COŚ WAM SIĘ BĘDZIE NIE ZGADZAĆ BĄDŹ NIE PODOBAĆ. NAJWYŻEJ ZWRÓCIĆ MI NA TO DELIKATNIE UWAGĘ. ROLE OSÓB, KTÓRE NIE ZOSTAŁY ROZWINIĘTE W TEJ CZĘŚCI BĘDĄ ROZWINIĘTE W NASTĘPNYCH. PISZĘ TAK JAK CZUJĘ I STWIERDZIŁAM, ŻE NIE MA CO NA SIŁĘ ROZWIJAĆ ROLI. JESZCZE SIĘ POJAWICIE I TO NIE RAZ.
Dziękuję za uwagę. :)
(te osoby wiedzą na stówę, że to o nie chodzi)
btw. Mam nadzieję, że nie zrobiłam nic dziwnego z imionami.
Jestem w połowie zadowolona z tej części. 1) Pierwsza scena mogła wyglądać lepiej. 2) Trochę dziwnie się czyta, gdy od razu po scenie, swego rodzaju "głębszej", jest scena humorystyczna. Reszta mi się w miarę podoba (chyba). Pomijając to, że przy scenie z siódemką (matko, jak to brzmi. Kojarzy mi się z Przepowiednią Siedmiorga, buhahahahaha!) czasem aż zapominałam, iż główny bohater jest chłopakiem. Ehhh, za dużo dziewczyn w tej scenie. (nie zabijajcie mnie siódemko ---> Chociaż oczywiście właśnie to jest jej urok. (nawias niezamknięty przez strzałkę [mam nadzieję, że się połapiecie. Tam gdzie strzałka powinien być koniec nawiasu]) (czy tylko ja uważam, że ten tekst [powyższy i teraźniejszy] cierpi na nadmiar zawiasów? Ups)
W każdym bądź razie (tydzień języka polskiego zrobił swoje). Zapraszam do lektury kochani! <3 ;*
______________________________________________________________________________________________________________
Idąc korytarzem, zobaczyłem braci, więc zawołałem ich
i podbiegłem.
- Witaj, Leo – powiedzieli jednocześnie. Aż się
uśmiechnąłem.
- Witam. Gdzie idziecie?
Haldir wzruszył ramionami.
- Na zewnątrz.
- Mogę z wami?
- Jasne.
Razem wyszliśmy z zamku i w tym samym momencie Ligolis
zawołał:
- Mintisilia!
Przez chwilę zastanawiałem się o co mu chodzi, lecz po
chwili już wiedziałem. W naszą stronę szła wysoka elfka z blond włosami w
błękitnej sukni. Zatrzymała się przy nas.
- Witaj Ligolisie, witaj Haldirze – miała głęboki, acz
delikatny głos. Jej wzrok powędrował ku mnie. – A to kto?
- To jest Leo – przedstawił mnie Ligolis, a ja się
uśmiechnąłem.
Kobieta wyciągnęła ku mnie dłoń, którą uścisnąłem.
- Jestem Mintisilia.
- Leo.
Z miejsca ją polubiłem. Wydawała się taka… przyjazna.
- Wasz nowy znajomy? – spytała braci.
Ligolis zaśmiał się.
- Dokładnie.
Następnie cała trójka wdała się w rozmowę, a ja
przyglądałem się Ligolisowi. Wydawał się jakiś inny, jakby odmieniony… Nie, to
na pewno nie miało związku z jego niedawną kłótnią z ojcem. To było coś innego.
Może związanego z Mintisilią… Czy…? Tak! To chyba było to.
Nawet nie zorientowałem się, kiedy skończyli rozmawiać
i Mintisilia pożegnała się z nami, a następnie odwróciła się i odeszła. Haldir
rozglądał się, natomiast ja przyglądałem się uważnie jego bratu, który patrzył
za oddalającą się elfką. Jego wzrok… Teraz byłem już pewien.
- Ty ją kochasz – powiedziałem cicho.
Bracia gwałtownie odwrócili się w moją stronę. Ligolis
patrzył na mnie ze strachem, a Haldir ze zdziwieniem. Następnie przeniósł wzrok
na brata, który stał cały zesztywniały.
- Jak…? – głosu Ligolisa prawie nie było słychać.
- Widziałem. Widziałem jak na nią patrzysz Ligolisie.
Ja widziałem…
Przez chwilę się nie odzywaliśmy.
- Ligolis… – zaczął Haldir.
Jednak Ligolis natychmiast ruszył w stronę zamku i już
zaraz zniknął w jego wnętrzu. Haldir i ja spojrzeliśmy po sobie zdziwieni.
- Haldirze… - zacząłem.
Starszy książę zachęcił mnie gestem do dalszego
mówienia.
- Kim właściwie jest dla was Mintisilia?
Haldir wzruszył ramionami.
- Znajomą… Lub najwyraźniej kimś więcej.
Przez chwilę milczeliśmy.
- Pójdę za nim – powiedział Haldir.
Kiwnąłem głową, a starszy z braci się oddalił. Przez
długi czas patrzyłem w ślad za nim. Następnie westchnąłem. Czy ja zawsze muszę
wszystko psuć?
***
Szliśmy z Ozzym głównym placem, beztrosko sobie
rozmawiając i lawirując pomiędzy przechodniami, aż w końcu jakiś mocno umięśniony…
ktoś bezceremonialnie zastąpił nam drogę. Próbowaliśmy go ominąć, jednak
„tyran” złapał Ozzy’ego za ramię.
- Ej, ty, mały – odezwał się basowym głosem. – Co ty
sobie wyobrażasz?
- Że ja? – Ozzy nie zrozumiał. Ja zresztą też nie.
- Nie, że ja – warknął… ten ktoś.
- A, to możliwe – przyznał niewinnie Ozzy, jednak
zaraz się skrzywił, gdyż „tyran” mocniej ścisnął jego ramię.
- Nie żartuj sobie ze mnie, mały.
- Tyle że ja nie żartuję. Po prostu nie wiem, o co
chodzi.
- A powinieneś. To ty zabrałeś mi wczoraj nożyczki ze
stołu, prawda?
Ozzy i ja spojrzeliśmy na niego jak na wariata.
- Nożyczki? – powtórzyliśmy unisono.
„Tyran” skierował wzrok na mnie.
- A Ty mu pomogłeś! – ryknął.
Ozzy zdołał wreszcie wyrwać się z uścisku… ktosia i
razem pobiegliśmy przed siebie. „Tyran” ruszył za nami, jednak mieliśmy o tyle
przewagę, że byliśmy niżsi i łatwiej było nam omijać przechodniów. Było
południe, więc na placu był aktualnie największy ruch. Kluczyliśmy pomiędzy
różnymi stworzeniami, aż w końcu ponownie wpadliśmy na kogoś przy wejściu do
uliczki. Zachwialiśmy się, a gdy podnieśliśmy wzrok, ujrzeliśmy…
zdezorientowanego Haldira.
- Co wy tu robicie? – zapytał.
Nie odpowiedzieliśmy, tylko szybko „schowaliśmy” się
za nim. W następnej chwili przed starszym synem króla wyrósł „tyran” z
wściekłym wyrazem twarzy, który nieco złagodniał, gdy zobaczył Haldira.
- O, witaj książę – skłonił lekko głowę.
Brat Ligolisa założył ręce na piersi.
- O co chodzi?
- Och, nic takiego – odparł niewinnie tamten. Zerknął
na nas. – Czy… znasz ich?
- I owszem. A co?
- Ukradli mi nożyczki.
Prostota tego stwierdzenia z połączeniem wyrazu twarzy
„tyrana” sprawiła, że Ozzy i ja musieliśmy się nieźle namęczyć, by nie parsknąć
śmiechem. Haldir za to został ponownie zdezorientowany.
- No-Nożyczki?
- Tak, nożyczki.
- A-ha. I co się stało z tymi nożyczkami?
- Zostały mi zabrane.
- Przez kogo?
- Przez nich – „tyran” wskazał nas palcem.
- Wiecie coś o tym? – szepnął Haldir, zerkając na nas.
Pokręciliśmy głowami.
- Musiałeś się pomylić, to nie byli oni – zwrócił się
łagodnie do rozmówcy.
- Ależ ja to wiem – upierał się tamten.
- Musiałeś się pomylić – odparł dobitnie książę. –
Znam ich. To nie oni.
„Tyran” zawahał się.
- No… skoro tak mówisz… dobrze. Niech będzie – skłonił
lekko głowę, spiorunował nas wzrokiem, po czym odszedł.
Haldir odwrócił się do nas.
- Wiecie może o co chodziło?
- Ani trochę – odrzekliśmy unisono.
Książę pokręcił głową.
- Co za typy chodzą po tym mieście – westchnął. –
Wybaczcie. Mam jeszcze parę spraw na głowie – to mówiąc, chciał się oddalić, jednak
powstrzymałem go.
- Czekaj! – Haldir zerknął na mnie z uniesioną brwią.
– Wiesz może, gdzie jest Ligolis?
- W lesie. Wróci po południu – po tych słowach
odszedł.
Ozzy spojrzał na mnie.
- Może lepiej wrócimy do bazy?
Zaśmiałem się.
- Chyba tak będzie bezpieczniej.
***
Około godziny szesnastej staliśmy z Ozzym na głównym
placu, gdy podszedł do nas Haldir.
- Hej wam.
- Witaj Haldirze – odpowiedziałem. – Co tu robisz?
Starszy książę wzruszył ramionami.
- Właściwie to nie wiem zbytnio. Skończyłem wszystko co
miałem zrobić, więc teraz włóczę się bez celu.
Ozzy powiedział coś do niego, jednak ja nie słuchałem,
gdyż moją uwagę przykuł pewien punkt przy bramie. Zmrużyłem oczy. Odległość
była dosyć duża, jednak Ligolis wyjaśnił mi już, że elfy mają sokoli wzrok.
- Ee, Haldir? – spytałem niepewnie.
- Tak, Leo?
- Kiedy Ligolis powinien wrócić?
Haldir spojrzał na słońce.
- Mniej więcej teraz, a co?
- Ee. A czy powinien wrócić cały zakrwawiony? –
wskazałem na słaniającą się postać przy bramie, a pozostała dwójka podążyła tam
wzrokiem.
- Ligolis! – krzyknął Haldir, po czym rzucił się pędem
w stronę brata. Ozzy i ja ruszyliśmy w ślad za nim.
Haldir uklęknął przy Ligolisie, a w jego oczach
pojawiły się łzy.
- Ligolis – wyszeptał. – Otwórz oczy. Proszę.
Ligolis, ciężko oddychając, uniósł powieki i zmęczonym
wzrokiem powiódł po nas. Gdy zobaczył Ozzy’ego w jego oczach pojawił się błysk
strachu. Następnie je zamknął, a jego ciałem co jakiś czas wstrząsały dreszcze.
- Ozzy – powiedział cicho Haldir. – Idź po kogoś.
Mój przyjaciel kiwnął głową i szybko pobiegł w stronę
zamku. Aktualnie na placu nikogo nie było, a my znajdowaliśmy się w takim
miejscu, że prawie nas nie było widać.
Przez parę pełnych napięcia minut Haldir szeptał coś do brata, a ja nerwowo
wypatrywałem Ozzy’ego. Po jakimś czasie ujrzałem go w towarzystwie króla i
Liliami, biegnących w tę stronę.
- Idą – powiedziałem.
Haldir uniósł głowę i beznamiętnym wzrokiem spojrzał w
tamtą stronę.
Gdy byli już blisko odsunąłem się trochę, by zrobić im
miejsce. Król uklęknął obok syna, położył dłoń na jego czole i zamknął oczy. Po
chwili je otworzył, wziął Ligolisa na ręce i bez słowa odszedł z nim w stronę
zamku, a za nim podążyła reszta jego rodziny. Zostaliśmy z Ozzy’m sami.
Spojrzeliśmy po sobie. Oboje byliśmy podenerwowani i wiedziałem, że Ozzy’ego,
tak samo jak mnie, męczyło to, dlaczego Ligolis się przestraszył, gdy go
ujrzał.
- Ozzy… - odezwałem się niepewnie. – Chodźmy do bazy.
Blondyn kiwnął głową i skierowaliśmy się w stronę
naszego „schronienia”.
Gdy weszliśmy okazało się, iż wszyscy tam są. Ross,
Mark, Clark, Allan, Oliver, Brandon, a także Rose, Emily i Sandra siedzieli na
podłodze i rozmawiali, jednak gdy weszliśmy wszystkie spojrzenia zwróciły się
na nas.
- Hejka – powiedziałem i uśmiechnąłem się słabo.
- Witaj Leo. Witaj Ozzy. Co tu robicie? – przywitał
nas Ross.
- A, nic takiego – odrzekł zdawkowo mój przyjaciel.
Był blady z czego wnioskowałem, że pozostali nie dali się przekonać. Usiedliśmy
na podłodze.
- O czym rozmawialiście? – spytałem ze słabym
uśmiechem.
Rose wzruszyła ramionami.
- Właściwe o niczym takim. O wszystkim i o niczym. A
wy gdzie byliście?
„Żesz – pomyślałem. – Też się uczepili.”
- Na placu – odrzekłem.
- A co tam robiliście? – Rose nie dawała za wygraną.
- Spacerowaliśmy…
- O tej porze?
- A co? To zła pora na spacery po pustym placu?
- Może i nie…Ale…
- Ale co?
- Wyglądacie jakoś tak dziwnie.
Zachichotałem.
- Ależ ja zawsze tak wyglądam Rose.
Cała paczka wybuchła śmiechem, a Rose uśmiechnęła się
słabo.
Na nasze szczęście w tym momencie Ross kontynuował
poprzedni temat. Nie wiedziałem o czym był, bo przez cały czas myślałem o
Ligolisie. Od wczoraj z nim nie rozmawiałem, więc nie wiedziałem nawet, czy
jest na mnie zły za to co powiedziałem, czy nie i to także nie dawało mi
spokoju. Ozzy chyba miał tak samo. Wymieniliśmy spojrzenia. Tak, niedługo
pójdziemy sprawdzić co z nim.
***
Zapukałem do pokoju braci. Po dłuższej chwili otworzył
nam Haldir. Miał zmęczony wyraz twarzy, podkrążone oczy i ogółem wyglądał
mizernie, jakby nie spał pięć dni z rzędu.
- Co z nim? – zapytałem.
- Wejdźcie – Haldir odsunął się, by zrobić nam
przejście. Gdy byliśmy w środku, powiedział:
- Król nie chce, by wiele osób o tym wiedziało, więc
nie mówcie nikomu, dobrze? A co do Ligolisa to wyzdrowieje.
- Jak? – spytałem.
- Leo, nasz ojciec ma moc uzdrawiania. Trochę go to
będzie kosztowało, ale go wyleczy.
- A-ha.
Przez chwilę nic nie mówiliśmy, tylko trwaliśmy w
niezręcznym milczeniu. W końcu odezwał się Haldir:
- Król wyprawia za jakiś czas przyjęcie. Wpadniecie?
- Ja nie – odpowiedział od razu Ozzy. – Rodzicie mi
nie pozwolą – skrzywił się.
- A ty, Leo? – zwrócił się do mnie Haldir.
Spojrzałem na
Ozzy’ego, który wzrokiem zachęcał mnie do powiedzenia „tak”.
- No… okej.
***
Chodziłem z Rose po uliczkach, a ona opowiadała mi o
tym mieście. W pewnym momencie ujrzeliśmy grupkę dziewczyn na małym placu,
które stały razem i śmiały się wesoło.
- Kim one są? – spytałem Rose.
Spojrzała w tę samą stronę.
- A, one? To też jest w sumie paczka. Znam je trochę.
Ta po lewej to Maddie. To ich
tak jakby liderka. Wszystkie jej słuchają i darzą respektem, jednak nie boją
się jej. Jest przecież ich przyjaciółką. Ta obok niej to Heian. Podnosi morale
pozostałych. Wszystkich darzy sympatią i po prostu nie da się jej nie lubić.
Roztacza wokół pozytywną aurę. Ta obok to Harmony. Służy dobrą radą. Jest
najbardziej rozważna, jednak to wcale nie znaczy, że nie umie się bawić. Ta po
jej prawej to Suzuki. Jest najbardziej waleczna. Nie brak jej odwagi, jednak
czasem jest też aż zbyt ambitna i pozostałe muszą ją stopować. Ma mocny
charakter. Ta obok niej to Isabelle. Jest trochę zamknięta w sobie i
najbardziej nieśmiała, jednak jest dobrą obserwatorką i czasem to właśnie ona
uświadamia całą resztę. Oczywiście przy reszcie jest nieco bardziej otwarta. Ta
obok to Rebellious. Ma trochę porywczy charakter, lecz czasem to właśnie ona
doprowadza wszystkich do płaczu ze śmiechu. Umie także pocieszyć i często to
ona poprawia reszcie humor. Ta po jej prawej to Cleo. Jest ciekawą postacią.
Łączy w sobie cechy paru z nich. Także czasem służy dobrą radą, poprawia humor
oraz sprowadza resztę na ziemię. Jest kimś także bardzo ważnym dla ich paczki.
Ogółem wszystkie są nawet spoko. Są sympatyczne.
- A skąd je znasz?
Rose wzruszyła ramionami.
- Czasem się spotykamy, gdzieś przelotnie
na ulicy na przykład.
Nie zauważyłem nawet kiedy dziewczyny się
rozeszły, a Maddie podeszła do nas.
- Hej Rose – uśmiechnęła się, po czym
przeniosła wzrok na mnie. – A to kto?
- Hej Maddie – odpowiedziała Rose. – To
jest Leo, mój nowy znajomy. Nie jest stąd.
- A więc witaj w Whitemount, Leo –
dziewczyna podała mi rękę, którą uścisnąłem. Następnie odwróciła się do Rose. –
Macie ochotę się czegoś napić?
Zastanawiałem się skąd to pytanie, jednak
Rose szybko mi wyjaśniła.
- Jej rodzice mają oberżę w tym mieście.
Maddie przytaknęła.
- Dosyć fajną, rzekłabym. Spokojnie. O tej
porze nie ma tam żadnych maniaków. – to mówiąc odwróciła się i zaczęła iść
przed siebie, a my podążyliśmy za nią. Skręcaliśmy chyba z tysiąc razy zanim w
końcu doszliśmy do oberży o wdzięcznej nazwie „Wesoły Byk”. Na jej widok
uniosłem brew. Budynek był dosyć duży, niepomalowany i wydawał się dość stary.
Wykonany został z drewna, łącznie z dachem, gdzieniegdzie już zniszczonego,
miał parę okien z dosyć brudnymi szybami a drzwi wejściowe były podwójne i
lekko uchylone. Weszliśmy przez nie do obszernego pomieszczenia, gdzie
większość miejsca zajmowały stoły ze starego drewna, obok których stały krzesła
z tegoż samego tworzywa. Gdzieniegdzie wisiały jakieś obrazy, a na końcu sali
po lewej stronie płonął delikatny ogień w dużym kominku. W środku było mało
ludzi, którzy siedzieli przy stołach i cicho ze sobą rozmawiali. Podeszliśmy do
lady rozciągającej się na połowę długości budynku przy tylnej ścianie. Trochę
dalej na półkach stały szklanki, kufle, talerze i tym podobne. Widać też było
drzwi, pewnie prowadzące na zaplecze.
Przy ladzie stała młoda kobieta, która
aktualnie wycierała ścierką wielki kufel. Gdy podeszliśmy, podniosła na nas
wzrok swoich brązowych oczu i odgarnęła lekko falowane, kruczoczarne włosy,
sięgające jej za ramiona.
- Witaj Maddie. Widzę, że przyprowadziłaś
znajomych. Z kim mam przyjemność?
- Rose i Leo – przedstawiła nas Rose. Ja
tylko kiwnąłem głową na potwierdzenie jej słów.
- Witam w oberży „Wesoły Byk”. Ja jestem
Eleanor, matka Maddie. Napijecie się czegoś?
- Z chęcią – odpowiedziała za nas oboje
Rose.
- Twój kolega jakoś mało rozmowny –
zauważyła kobieta, odkładając kufel i ścierkę. – To czego się napijecie? Woda?
Mleko? Sok? Specjalny napój dla nieletnich?
- Specjalny napój dla nieletnich? –
spytałem. To mnie zaintrygowało.
Eleanor spojrzała na mnie.
- To nasz taki jakby specjał. Według
naszej własnej receptury. Zrobiony z połączenia soku z jabłka, marchwi i mleka.
To nie brzmiało dobrze. Skrzywiłem się.
Rose także miała nietęgą minę. Maddie tylko się zaśmiała.
- Och, nie martwcie się. Jest pyszne.
Rose i ja wymieniliśmy spojrzenia.
- No dobrze – powiedzieliśmy jednocześnie.
Gdy dostaliśmy swoje kubki, usiedliśmy
przy najbliższym stoliku. Napój smakował dziwnie. Nie miał określonego smaku,
lecz był wyśmienity. Gdy skończyliśmy, nie bardzo wiedziałem co teraz robić,
jednak problem rozwiązał się sam. W pewnym momencie drzwi otworzyły się i do
oberży weszła wysoka dziewczyna z ciemnobrązowymi włosami opadającymi na
ramiona. Podeszła do nas i uśmiechnęła się.
- Witam. Widzieliście tutaj może taką
wysoko-niską ładnooką dziewczynę, córkę oberżystki?
Zanim zdążyliśmy cokolwiek powiedzieć od
strony lady dało się słyszeć chrząknięcie. Okazało się, iż stała tam Maddie i z
figlarnym błyskiem w oku patrzyła na nowoprzybyłą.
- Witaj, Suz. Gwoli ścisłości. Nie jestem wysoko-niska.
Brązowowłosa zmierzyła ją całą
spojrzeniem.
- Tylko niska? Nie oceniaj siebie aż tak
surowo, Mad.
Maddie teatralnie westchnęła i wyszła zza
lady.
- To jest Suzuki – zwróciła się do nas.
Następnie odwróciła się do przyjaciółki. – To jest Leo, a Rose już znasz.
- I owszem – przytaknęła Suzuki, po czym
wyciągnęła do mnie rękę, którą uścisnąłem. Wnikliwie mi się przyglądała, co
wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie.
- Niech zgadnę – rzekła po chwili. – Jesteś
elfem i jesteś tu nowy.
Uniosłem brew.
- Skąd wiesz?
- Zgadywałam. Jak tu trafiłeś?
- Przyjechałem z Ligolisem i Haldirem.
- Uu, znasz księciów. Grubo.
Uniosłem brew jeszcze wyżej, jednak ona to
zignorowała i poszła zamówić napój. Po chwili drzwi ponownie się otworzyły. Tym
razem weszły przez nie dwie osoby. Poznałem, iż są to Isabelle i Rebellious.
- Rebi! Is! – powitała je wesoło Maddie. –
Jesteście!
Dziewczyny kiwnęły głowami i lekko się uśmiechnęły.
- Witajcie. Co tam? - zagadnęła nas Rebellious.
- Dobrze – odpowiedziała Rose z uśmiechem. Dziewczyny przywitały
się z nami, a ja czułem, że sytuacja zaczyna mnie przerastać. Nie zdążyłem
jednak długo na to ponarzekać, gdyż wtedy drzwi otworzyły się po raz kolejny i
po raz kolejny weszła przez nie dziewczyna z ich paczki. Tym razem była to
Harmony. Miała długie ciemnobrązowe włosy do połowy pleców. Podeszła do nas i
tak jak reszta, najpierw się przywitała. Tuż po niej weszła Cleo. Jej blond
włosy opadały jej na ramiona. Ona także przywitała się najpierw z nami. Odetchnąłem głęboko. Miałem ochotę uciec. Rose
i tak je zna. Może by się nie obraziła. W niemalże całej oberży roznosił się
śmiech sześciu dziewcząt, a Eleanor zza lady patrzyła na to z lekkim uśmiechem.
Westchnąłem. Przeliczyłem je wzrokiem, a potem sięgnąłem do pamięci. Ogółem było
ich siedem. Tutaj było sześć. A więc jednej brakowało. Zerknąłem na Rose.
Wciągnęła się w rozmowę z dziewczynami, więc miałem szansę niepostrzeżenie się
wymknąć. Cicho wstałem i podszedłem do drzwi, których skrzypienie zagłuszył
śmiech. Wyszedłem i odetchnąłem świeżym powietrzem. Podszedłem trochę do przodu
i rozejrzałem się. Nigdzie je nie było widać, więc ruszyłem dalej. Sam nie wiedziałem,
czemu to robię. Chyba po prostu chciałem znaleźć wymówkę, by móc stamtąd pójść.
Nagle o mało co nie wpadłem na poszukiwaną przeze mnie dziewczynę.
- Witaj – powiedziała z promiennym uśmiechem. Mimowolnie go
odwzajemniłem. – Co tu robisz?
- A, właściwie to… nic takiego. A Ty? Nie powinnaś być z koleżankami?
- Właśnie do nich idę.
-A, no… tak.
- A właściwie to skąd mnie znasz? – moja rozmówczyni przechyliła
głowę na bok.
Wzruszyłem ramionami.
- Widziałem cię niedawno. Jestem znajomym Rose.
- Ach, no tak. Ja też cię widziałam. A tak w ogóle, mam na imię Heian
– to mówiąc podała mi rękę, którą uścisnąłem.
- Leo.
- Co tu właściwie robisz, Leo? W Whitemount? – spytała, puszczając
moją dłoń.
Ponownie wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem właściwie. Jak się najwyraźniej domyśliłaś, nie jestem
stąd.
Opowiedziałem jej jak się tu znalazłem. Nie wiedziałem czemu
dokładnie to robię, ale Heian słuchała uważnie, nie przerywając. Roztaczała
wokół siebie niezwykła aurę. Rose miała rację: nie da się jej nie lubić. Gdy
skończyłem, pokiwała głową z uśmiechem.
- Ciekawa historia, nie powiem. Nie martw się, będzie dobrze.
Na mojej twarzy wykwitł uśmiech podziękowania.
- Wybacz, ale chyba muszę już do nich iść, bo mnie utłuką – zaśmiała
się. – Idziesz ze mną?
Zawahałem się.
- Nie, lepiej nie. Nie czuję się tam zbyt komfortowo. Podziękuj
wszystkim za gościnę i przeproś Rose, dobrze? Powiedz, że… po prostu musiałem
iść.
- Dobrze – uśmiechnęła się i pożegnała ze mną, po czym żwawym
krokiem odeszła w stronę oberży. Było w niej, wbrew pozorom, dużo siły.
Ruszyłem w stronę zamku. Za trzy dni ma się odbyć bankiet. Haldir
powiedział, że Ligolis do tego czasu wyzdrowieje. Postanowiłem się z nim
zobaczyć. I przy okazji go przeprosić.
***
Haldira nie było w pokoju, ale ja i tak wiedziałem, gdzie mam
pójść. Ligolis był w specjalnym pomieszczeniu jego ojca do leczenia. Poszedłem
tam i lekko uchyliłem drzwi. Ujrzałem bladego Ligolisa, przykrytego kocem, leżącego
na specjalnym stole z zamkniętymi oczami. Cicho wszedłem i zamknąłem za sobą
drzwi. Zrobiłem parę kroków w stronę przyjaciela.
- Witaj, Leo – powiedział Ligolis.
Wciągnąłem gwałtownie powietrze z przestrachem. Młodszy książę za
to otworzył oczy i zwrócił głowę w moją stronę z figlarnym uśmiechem.
- O mało co zawału przez ciebie nie dostałem! – oskarżyłem go.
Ligolis zaśmiał się.
- Wybacz – rzekł z przekąsem.
Uśmiechnąłem się zawadiacko i podszedłem do przyjaciela.
- Jak się czujesz? – spytałem, marszcząc brwi ze zmartwieniem.
- Będzie dobrze, Leo. Już mi lepiej.
- A co się tak właściwie stało? Co cię zaatakowało w tym lesie?
Ligolis zawahał się, a w jego oczach pojawił się błysk niepokoju.
- Nie mogę ci powiedzieć, Leo – wyszeptał, uciekając wzrokiem w
bok. – Po prostu nie mogę.
- Ale czemu? Jestem twoim przyjacielem i martwię się o ciebie. Chcę
wiedzieć!
- Leo – Ligolis spojrzał na mnie. - Tu nie chodzi tylko o mnie.
Zrozum. To nie jest pojedyncza wpadka, może być takich więcej.
W tym momencie drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Haldir. Na
mój widok przystanął ze zdziwienia, a po chwili na jego twarzy pojawił się
wyraz niepokoju.
- Leo. Co ty tu robisz?
- Chciałem odwiedzić Ligolisa – powiedziałem cicho. Starszy książę
przyjrzał mi się uważnie.
- Nie powinieneś go męczyć. Powinien odpoczywać.
- Wiem, przepraszam – spuściłem wzrok.
- Czy to już wszystko?
- Właściwie to… - zawahałem się. Haldir zachęcił mnie, bym mówił
dalej. – Mam jeszcze do niego jedną sprawę.
Haldir zerknął na brata.
- Zostaw nas samych, dobrze? – poprosił łagodnie Ligolis.
Starszy książę kiwnął głową i wyszedł.
- Tak, Leo? – spytał Ligolis.
Spojrzałem na niego. Nie wiedziałem jak zacząć.
- Posłuchaj… Pamiętasz może tę sytuację sprzed kilku dni?
Właściwie to było przedwczoraj. – Ligolis zmarszczył brwi. – Wtedy kiedy… no…
ta dziewczyna była i… no wiesz – zakończyłem niezręcznie, spuszczając wzrok.
- A, Mintisilia. Tak, pamiętam tę sytuację. I co z nią?
- Chciałbym cię przeprosić – w końcu odważyłem się na niego
spojrzeć. Na jego twarzy pojawił wyraz niezrozumienia, połączonego ze zdziwieniem,
jednak po chwili jego wzrok złagodniał.
- Leo, nie masz mnie za co przepraszać. Po prostu tak… -
westchnął. – A, zresztą nie ważne. Zapomnijmy o tym.
Zmarszczyłem brwi.
- Mi trochę ciężko zapomnieć.
- Leo, nie mówię, że masz zapomnieć o fakcie. Bo to prawie niemożliwe. Mówię, żebyś zapomniał o
incydencie.
Moja twarz trochę się rozjaśniła.
- Czyli nie jesteś na mnie zły?
Ligolis zaśmiał się.
- A niby czemu miałbym? Oczywiście, że nie.
- Dziękuję. To ja już pójdę. Zdrowiej!
Opuszczałem ten pokój w nadzwyczaj dobrym humorze.
środa, 4 lutego 2015
Ostatnie tematy od Hope i Fobosa, blog do zajrzenia + tag książkowy "Nadchodzi zima", czyli naprawdę bardzo zapomniany post
Hejka hej!
Hahaha. Niee no, powala mnie to co właśnie zamierzam zrobić, czyli... napisać o ostatnich, czyli trzecich, tematach, od Hope i Fobosa! *parska śmiechem* (emmmm... kiedy powinnam była to zrobić? Chyba w 2012, nie?)
Fobosie chyba tylko Ty to kojarzysz. :D (jeśli kojarzysz xD)
Emmm. No, a więc tak. Temat od Hope:
O przemocy
Emmm... (coś dużo tego 'emmm' ostatnio) Nie lubię przemocy. *błyskotliwość aktywowana*Przemoc jest be. Przemoc jest czymś co nie powinno mieć miejsca. Ludzie używają przemocy w różnych celach: żeby coś osiągnąć, udowodnić, albo nawet dla czystej przyjemności. Moim zdaniem są tak jakby dwa rodzaje przemocy (tylko nie wiem jak je nazwać): kontrolowana i niekontrolowana (?). Chodzi mi o to, że jest przemoc, przez którą ktoś może naprawdę poważnie ucierpieć (np. pobicie w szkole) i taka, która jest wręcz... popierana (?) (np. sporty walki, takie jak karate, boks). Czasem ktoś, kto chce się popisać, np. przed rówieśnikami; pokazać, że jest lepszy, silniejszy, odważny, zwyczajnie bije kogoś, by to udowodnić. I to jest fe. I to nie powinno oczywiście mieć miejsca. PRZEMOC NIE JEST FAJNA! Tak naprawdę jest oznaką głupoty i czasem bezsilności, bezradności. Jeśli ktoś nie umie wygrać intelektualnie woli wygrywać fizycznie.
Temat od Fobosa:
(:o)
Recenzja jakiegoś filmu
No toś mnie tu zagięła w tym momencie... To miał być post na szybko. xD No, ale cóż. ;) Już zresztą wiem jaki film opiszę: "Pingwiny z Madagaskaru"! Dzisiaj akurat na nich byłam. ^^ Ten film, jak się oczywiście można domyślić, opowiadania o naszych biało-czarnych przyjaciołach z filmów "Madagaskar" oraz z serialu pt. "Pingwiny z Madagaskaru". Wbrew pozorom jeśli chodzi o treść jest to chyba bardziej film dla starszych widzów, chociaż dzieciom jak to zostanie w głowie to też sobie kiedyś może uświadomią. :) Opowiada tak naprawdę o sile przyjaźni i o tym, że nawet jeśli inni w Ciebie wątpią, to nie znaczy, że nic nie potrafisz. Fabuła: nasze kochane pingwiny włamują się do banku (czy czegoś tam xD), by świętować urodziny Szeregowego. Zostają jednak porwani przezDaniela Dave'a, złą ośmiornicę, pragnącą zemścić się na pingwinach. One jednak oczywiście uciekają, a nawet trafiają na elitarną jednostkę o wdzięcznej (musiałam) nazwie 'Wiatr Północy'. Dwie elity rywalizują ze sobą, by przeszkodzić Dabiemu Dave'owi w jego niecnych planach. Nie brakuje oczywiście humorystycznych akcentów, a nasz polski tłumacz jest genialny. <3 W oryginale na pewno nie było "Taki mamy klimat", gdy pingwiny ciurkiem sobie idą na Antarktydzie i nagle obok nich stacza się, na pewną śmierć, jajo. Oraz Skipper na pewno nie mówił słów: "Pocztmistrz z Tczewa". [ciekawe ile biedny Grzegorz Pawlak musiał ćwiczyć tę kwestię] (w uproszczeniu z mamą wymyśliłyśmy: listonosz znad Wisły ^^ xD) I skrót NW z pewnością nie oznaczał "nie wiem". (obstawiam "North Wind) (a propo tłumacza to popisał się też w serialu [o ile to był ten sam, ale raczej tak], gdy w odcinku z czerwonymi jagodami/malinami, gdy Kowalski objaśniał, że przejrzałe (?) wywołują agresję, dał tekst dla Skippera: "O, zupełnie jak w Balladynie" [i się wyjaśniło czemu zabiła Alinę]) Wracając do filmu: naprawdę genialny i wyszło nam z mamą, że chyba więcej się dorośli śmiali niż dzieci. xD Ten film naprawdę ma głębię i jest pouczający. :) Kocham go. <3
Uffff. *ociera pot z czoła* Przebrnęłam. ;) (Fobos mi wysłała maila z tematami 25.12.2012r., hihi ^^ xD)
Emmm, a o czym to ja teraz.... a tak. Tag książkowy. ;)
Chociaż nie, najpierw jeszcze prośba: wspomożecie moją dopiero co zaczynającą przygodę z blogosferą koleżankę? Książkolandia <--- oto jej blog. ;) Proszę o wsparcie dla niej. :) ;) ;D :D
Okej. Teraz tag książkowy "Nadchodzi zima". ;) Zostałam do niego w pewnym sensie nominowana przez Olę, czyli Kolorowe Stworzonko.
1. ŚNIEG - kiedy spada na ziemię świat od razu robi się piękniejszy, ale gdy sypie zbyt długo, zaczyna być dla nas uciążliwy i denerwujący. Książka, o której zmieniłam/em zdanie podczas czytania to...
"Niemcy". Była to moja lektura szkolna, pisałam o niej zresztą trochę w którymś z poprzednich postów. Na początku miałam do niej nastawienie w stylu: "No dobra, lektura to przeczytam, zresztą krótka, ale i tak nie lubię tej tematyki". [akcja: koniec września 1943 roku] jednak potem mnie oczarowała. (ale nie, i tak nadal nie lubię tej tematyki wojen światowych itp.) Bohaterowie: każdy inny, każdy ma konkretny charakter <wiwat opracowanie w szkole!>, w rodzinie Sonnenbruchów jest 5 osób - pięć postaw Niemców wobec ideologii faszystowskiej.
2. BAŁWAN - przyznajcie, że lepienie go całą rodziną jest bardzo zabawne. Książką, którą mogłabym przeczytać całą z rodziną jest...
"Opowieści z Narnii". A przynajmniej tak mi się wydaje. (xD) Kiedy byłam mała mama czytała mojemu bratu i mnie przygody Narnijczyków, więc myślę, że tata też by chętnie posłuchał. :D (a może nawet słuchał...?)
3. ŚWIĘTY MIKOŁAJ - jak wszyscy dobrze wiemy przynosi niesamowite prezenty. Książka, którą chciałabym dostać to...
"Spirit Animals: Więzy Krwi" oraz książki Ricka Riordana. :) Nie wiem, czy "Więzy Krwi" już wyszło, ale w vg je widziałam, więc powinny już być bądź niedługo być. ;) A Ricka Riordana ogółem chcę przeczytać. :D (a teraz do wszystkich, którzy przeczytali "Znak Ateny": *UWAGA SPOILER* Czy Was też zastanowiło, czemu oni tam stali? Z punktu widzenia pisarza, no to ja rozumiem, że tak miało być, ale z logicznego punktu widzenia to było beznadziejne. Przecież wiedzieli, że podłoga się wali, prawda? I wiedzieli, że Annabeth jest wyczerpana, więc dlaczegóż to najpierw ją "zaatakowali" pytaniami zamiast zabrać na pokład? Ja w ogóle myślałam, że oni weszli na pokład, ale nie - musieli wszyscy zejść na WALĄCĄ SIĘ podłogę. Pozdrawiam.)
4. ŚNIEŻKA - uderzenie nią boli i nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Książka, która wywołała we mnie silne emocje to...
"Młody Samuraj: Droga Smoka". Myślę, że się zalicza. Nie będę się nad nią rozwodzić, gdyż jest to trzecia część serii Chrisa Bradforda pt. "Młody Samuraj". Ogółem chodzi o to, że ta część jest końcem pewnego rozdziału w całej tej serii i jest tam bitwa, a w bitwie zazwyczaj są ofiary.
5. JAZDA NA SANKACH - kochają ją wszystkie dzieci. Książka, którą uwielbiałam będąc dzieckiem to...
Wspomniane już wcześniej "Opowieści z Narnii" oraz chyba "Harry Potter". Jak byliśmy mali (brat i ja) mama czytała nam te dwie serie. Więc myślę, że się zaliczają. :) ;)
6. HERBATA - rozgrzewa nas, kiedy przychodzimy do domu przemarznięci po szaleństwach na śniegu. Książka, która ma dla mnie wartość sentymentalną to...
Myślę, że "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" oraz "Zaczarowana Zagroda". Pierwsza książka: pod koniec roku w trzeciej klasie (podstawówki) nasza wychowawczyni czytała nam właśnie tę książkę. Wiadome było, że nie zdąży jej skończyć przed końcem roku, więc sama ją skończyłam. :) Druga książka: lektura... drugiej klasy? Trzeciej? Nie pamiętam. xD W każdym razie o pingwinach uciekających z zagrody na Antarktydzie. Chyba najlepsza lektura klas 1-3. <3 (pewnie nie pamiętałabym o niej, gdybym nie zobaczyła jej dzisiaj w Empiku xD)
Okej, koniec. A teraz nominuję Fobosa, Tris, Bukwę, Tutti oraz wszystkich, którzy chcą. :D
Do napisania kochani! Pozdrawiam ciepło!
P.S. A! Miałam napisać jak było na zimowisku. xD W następnym poście. ;* (a było suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper <3)
P.P.S. Wybaczcie wszelkie literówki itp. ;)
P.P.P.S. I jak nowy wygląd bloga? ^^ Mam nadzieję, że się podoba. ;D ;3
Hahaha. Niee no, powala mnie to co właśnie zamierzam zrobić, czyli... napisać o ostatnich, czyli trzecich, tematach, od Hope i Fobosa! *parska śmiechem* (emmmm... kiedy powinnam była to zrobić? Chyba w 2012, nie?)
Fobosie chyba tylko Ty to kojarzysz. :D (jeśli kojarzysz xD)
Emmm. No, a więc tak. Temat od Hope:
O przemocy
Emmm... (coś dużo tego 'emmm' ostatnio) Nie lubię przemocy. *błyskotliwość aktywowana*
Temat od Fobosa:
(:o)
Recenzja jakiegoś filmu
No toś mnie tu zagięła w tym momencie... To miał być post na szybko. xD No, ale cóż. ;) Już zresztą wiem jaki film opiszę: "Pingwiny z Madagaskaru"! Dzisiaj akurat na nich byłam. ^^ Ten film, jak się oczywiście można domyślić, opowiadania o naszych biało-czarnych przyjaciołach z filmów "Madagaskar" oraz z serialu pt. "Pingwiny z Madagaskaru". Wbrew pozorom jeśli chodzi o treść jest to chyba bardziej film dla starszych widzów, chociaż dzieciom jak to zostanie w głowie to też sobie kiedyś może uświadomią. :) Opowiada tak naprawdę o sile przyjaźni i o tym, że nawet jeśli inni w Ciebie wątpią, to nie znaczy, że nic nie potrafisz. Fabuła: nasze kochane pingwiny włamują się do banku (czy czegoś tam xD), by świętować urodziny Szeregowego. Zostają jednak porwani przez
Uffff. *ociera pot z czoła* Przebrnęłam. ;) (Fobos mi wysłała maila z tematami 25.12.2012r., hihi ^^ xD)
Emmm, a o czym to ja teraz.... a tak. Tag książkowy. ;)
Chociaż nie, najpierw jeszcze prośba: wspomożecie moją dopiero co zaczynającą przygodę z blogosferą koleżankę? Książkolandia <--- oto jej blog. ;) Proszę o wsparcie dla niej. :) ;) ;D :D
Okej. Teraz tag książkowy "Nadchodzi zima". ;) Zostałam do niego w pewnym sensie nominowana przez Olę, czyli Kolorowe Stworzonko.
1. ŚNIEG - kiedy spada na ziemię świat od razu robi się piękniejszy, ale gdy sypie zbyt długo, zaczyna być dla nas uciążliwy i denerwujący. Książka, o której zmieniłam/em zdanie podczas czytania to...
"Niemcy". Była to moja lektura szkolna, pisałam o niej zresztą trochę w którymś z poprzednich postów. Na początku miałam do niej nastawienie w stylu: "No dobra, lektura to przeczytam, zresztą krótka, ale i tak nie lubię tej tematyki". [akcja: koniec września 1943 roku] jednak potem mnie oczarowała. (ale nie, i tak nadal nie lubię tej tematyki wojen światowych itp.) Bohaterowie: każdy inny, każdy ma konkretny charakter <wiwat opracowanie w szkole!>, w rodzinie Sonnenbruchów jest 5 osób - pięć postaw Niemców wobec ideologii faszystowskiej.
2. BAŁWAN - przyznajcie, że lepienie go całą rodziną jest bardzo zabawne. Książką, którą mogłabym przeczytać całą z rodziną jest...
"Opowieści z Narnii". A przynajmniej tak mi się wydaje. (xD) Kiedy byłam mała mama czytała mojemu bratu i mnie przygody Narnijczyków, więc myślę, że tata też by chętnie posłuchał. :D (a może nawet słuchał...?)
3. ŚWIĘTY MIKOŁAJ - jak wszyscy dobrze wiemy przynosi niesamowite prezenty. Książka, którą chciałabym dostać to...
"Spirit Animals: Więzy Krwi" oraz książki Ricka Riordana. :) Nie wiem, czy "Więzy Krwi" już wyszło, ale w vg je widziałam, więc powinny już być bądź niedługo być. ;) A Ricka Riordana ogółem chcę przeczytać. :D (a teraz do wszystkich, którzy przeczytali "Znak Ateny": *UWAGA SPOILER* Czy Was też zastanowiło, czemu oni tam stali? Z punktu widzenia pisarza, no to ja rozumiem, że tak miało być, ale z logicznego punktu widzenia to było beznadziejne. Przecież wiedzieli, że podłoga się wali, prawda? I wiedzieli, że Annabeth jest wyczerpana, więc dlaczegóż to najpierw ją "zaatakowali" pytaniami zamiast zabrać na pokład? Ja w ogóle myślałam, że oni weszli na pokład, ale nie - musieli wszyscy zejść na WALĄCĄ SIĘ podłogę. Pozdrawiam.)
4. ŚNIEŻKA - uderzenie nią boli i nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy. Książka, która wywołała we mnie silne emocje to...
"Młody Samuraj: Droga Smoka". Myślę, że się zalicza. Nie będę się nad nią rozwodzić, gdyż jest to trzecia część serii Chrisa Bradforda pt. "Młody Samuraj". Ogółem chodzi o to, że ta część jest końcem pewnego rozdziału w całej tej serii i jest tam bitwa, a w bitwie zazwyczaj są ofiary.
5. JAZDA NA SANKACH - kochają ją wszystkie dzieci. Książka, którą uwielbiałam będąc dzieckiem to...
Wspomniane już wcześniej "Opowieści z Narnii" oraz chyba "Harry Potter". Jak byliśmy mali (brat i ja) mama czytała nam te dwie serie. Więc myślę, że się zaliczają. :) ;)
6. HERBATA - rozgrzewa nas, kiedy przychodzimy do domu przemarznięci po szaleństwach na śniegu. Książka, która ma dla mnie wartość sentymentalną to...
Myślę, że "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" oraz "Zaczarowana Zagroda". Pierwsza książka: pod koniec roku w trzeciej klasie (podstawówki) nasza wychowawczyni czytała nam właśnie tę książkę. Wiadome było, że nie zdąży jej skończyć przed końcem roku, więc sama ją skończyłam. :) Druga książka: lektura... drugiej klasy? Trzeciej? Nie pamiętam. xD W każdym razie o pingwinach uciekających z zagrody na Antarktydzie. Chyba najlepsza lektura klas 1-3. <3 (pewnie nie pamiętałabym o niej, gdybym nie zobaczyła jej dzisiaj w Empiku xD)
Okej, koniec. A teraz nominuję Fobosa, Tris, Bukwę, Tutti oraz wszystkich, którzy chcą. :D
Do napisania kochani! Pozdrawiam ciepło!
P.S. A! Miałam napisać jak było na zimowisku. xD W następnym poście. ;* (a było suuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuper <3)
P.P.S. Wybaczcie wszelkie literówki itp. ;)
P.P.P.S. I jak nowy wygląd bloga? ^^ Mam nadzieję, że się podoba. ;D ;3
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















