piątek, 8 kwietnia 2016

Diana 1

Witajcie kochani! <333 ;*
Oto moje nowe opowiadanie i jestem z niego w miarę dumna. :D Znaczy się... pierwsza część dopiero xD Właściwie to planuję to jako powieść xD No, już xD Zapraszam do czytania, a z tym głupim balem jestem coraz dalej. ^^
Diana
Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy uczniowie zaczęli powoli zbierać się do klas. Diana, Marek, Julia i Agata śmiejąc się, weszli na lekcję matematyki. Usiedli w swoich ławkach, Diana jak zwykle z Agatą. Wyjęły książki i próbując nie roześmiać się na całą klasę, cicho rozmawiały. Po jakichś pięciu minutach przyszła nauczycielka i wszystkie rozmowy umilkły. Pani Syltar stanęła przed biurkiem i omiotła klasę wzrokiem.
- Otwórzcie zeszyty na pracy domowej – po tych słowach zaczęła iść między ławkami, a uczniowie szybko otwierali zeszyty.
- No no, ładnie Diano, ładnie. Z tego co widzę wszystko dobrze – pochwaliła dziewczynę.
- Dziękuję pani profesor – Diana uśmiechnęła się w odpowiedzi.
Po skończonym obchodzie pani Syltar powiedziała:
- Diano, proszę, zapisz odpowiedzi na tablicy.
Dziewczyna podeszła do tablicy i skrupulatnie zapisała wszystkie zadania po kolei. Jej długie falowane brązowe włosy opadały jej za ramiona i sięgały do pasa. Diana była wysoką dziewczyną o niebieskich oczach. Uczyła się wyjątkowo dobrze i chociaż była w klasie humanistycznej, z przedmiotami ścisłymi również nieźle sobie radziła. Gdy skończyła pisać, uśmiechnęła się do nauczycielki i poszła do ławki. Siadając, wyszczerzyła się do Agaty. Ta odpowiedziała tym samym. Dziewczyny przyjaźniły się od gimnazjum, a że poszły do tej samej klasy w liceum, ich przyjaźń na tym nie ucierpiała.
Pani przyjrzała się tablicy.
- Bardzo dobrze – rozpromieniła się. – Diana plus. A teraz otwórzcie podręczniki na stronie 216.
Potem uczniowie po kolei szli do tablicy i rozwiązywali zadania. Gdy Martyna szła między ławkami, stało się coś dziwnego. Diana nagle złapała się za głowę i zaczęła krzyczeć. Wszyscy spojrzeli na nią przerażeni.
- D-Diana. Diana! – krzyknęła biała jak ściana Agata. Złapała przyjaciółkę za ramiona. – Diana! Co się dzieje?
Jednak dziewczyna cały czas krzyczała i nie odrywała rąk od głowy. Po chwili do klasy weszli trzej mężczyźni w garniturach. Gdy ujrzeli krzyczącą Dianę od razu skierowali się w jej stronę. Dwaj wzięli ją za ramiona i podnieśli z krzesła.
- A-Ale co panowie robią? Zostawcie ją! – krzyknęła spanikowana Agata. Trzeci mężczyzna popatrzył na nią, podczas gdy jego towarzysze wyprowadzali z klasy Dianę.
- Proszę zachować spokój i pozostać na miejscach – po czym on również wyszedł. Wszyscy patrzyli za nimi przerażeni. Julia, Marek i Agata spojrzeli po sobie z paniką w oczach. Co to miało znaczyć? Co z Dianą? Co się stało z ich przyjaciółką?!
***
Na przerwie panował jeden temat: kim byli mężczyźni w garniturach, dlaczego tyle osób krzyczało oraz dlaczego i gdzie ci mężczyźni te osoby zabrali. Okazało się bowiem, że w kilku innych klasach również wydarzyła się taka sytuacja. Julia, Marek i Agata stanęli razem i dyskutowali na ten temat.
- Boję się o Dianę - szepnęła Julia. - Że ci faceci mogli jej coś zrobić.
- Pytanie jest także jakim cudem tyle osób krzyczało w tym samym momencie - rzekł Marek.
Agata pokręciła głową.
- To wyglądało tak, jakby Dianę tak okropnie rozbolała głowa, że zaczęła krzyczeć.
- Możliwe, że tak było. Ale wtedy...
Przerwał im dzwonek. Przyjaciele spojrzeli po sobie i jednocześnie powiedzieli:
- Dokończymy później.
***
Po paru lekcjach całą szkołę zebrano na sali gimnastycznej. Słychać było gwar podenerwowanych rozmów, które wypełniały całe pomieszczenie. Na szybko sklecionym podeście stanął mężczyzna w garniturze z mikrofonem w dłoni i przemówił:
- Drodzy uczniowie – zrobił przerwę, by wszyscy ucichli. – Wiem, że zastanawia was, co się dziś wydarzyło – rozległy się pomruki poparcia – Otóż dzisiaj w waszej szkole odbyła się tajna akcja we współpracy z tajną policją, która miała na celu całkowite wyeliminowanie wampirów. Osoby zabrane przez nas nimi były i nie, nie było możliwości pomyłki, ponieważ użyliśmy do tego specjalnego urządzenia, które pozwoliło nam je zidentyfikować. Osoby te zostały oskarżone o bycie wampirami i natychmiastowo stracone – w tym momencie rozległy się okrzyki niedowierzania i oburzenia. – Przepraszamy za najście i życzymy miłego dnia.
Mężczyzna zszedł z podestu, oddał mikrofon dyrektorowi i już zaraz po nim i jego ludziach nie było nawet śladu.
Agata patrzyła po ludziach wokół. Na wszystkich twarzach malowało się zdumienie, strach, niedowierzanie... oraz udręka. Wiele osób płakało, niektórzy z emocji nie dali rady ustać na nogach.
Jej myśli płynęły powoli. Rozejrzała się. Diana. Diana. Wampir. Stracona. Nie żyje. Agata powoli uświadamiała sobie sens słów mężczyzny. Wskutek nagłego impulsu zgięła się wpół i upadła na podłogę. Łzy intensywnym strumieniem popłynęły po jej policzkach, a jej ciałem wstrząsnął szloch. To niemożliwe. To niemożliwe. Diana wampirem? To nie było możliwe w żadnym procencie. Przecież wampiry nie istnieją! Czy ten facet nie może tego pojąć?! Chyba naoglądał się za dużo filmów i seriali. To wymysł! Zwykła bujda! Czy zabili Dianę tylko dlatego, że chcieli się zabawić w łowców wampirów? To nie fair! To była jej przyjaciółka! Jej przyjaciółka! I na sto procent była tylko zwykłym człowiekiem. Agata bezwładnie upadła na podłogę. Jej przyjaciółka nie mogła być wampirem.

poniedziałek, 29 lutego 2016

1. miejsce!

1!!! 1!!!!! Pierwszeeeeeee!

Na Mistrzostwach Polski!

Mistrzowie Pooooolskiiiii!!!!

Razem z najlepszą grupą pod słońcem o nazwie "Szał" zajęliśmy wczoraj 1. miejsce na Mistrzostwach Polski w tańcu federacji WADF w Inowrocławiu. :D
O luju, jak się cieszę. <3333

Btw dziś 29 lutego! :D
Wykorzystałam dobrze ten dzień - przespałam większość. xD Tak to jest jak się wraca po 2....

Ah, oraz serdecznie zapraszam na facebookową stronę mojego Elfa! :D (tak, założyłam xD)
O tutaj. ^^ Byłabym wdzięczna za lajki i aktywność, jeśli ktoś ma konto. ^^ ;*

Oraz serdecznie zachęcam tutejszych pisarzy do dołączenia do facebookowej grupy Pisarze-amatorzy. ^^ Gorąco zachęcam! :D

A teraz do napisania i idę pisać Elfa! :D *.*
Papa i kocham Was! ;*

A! Jeszcze jedno!
Wchodzić i czytać! :D
Jedna z najlepszych powieści ever, poważnie. <3
Tak wiem, że już aż 16 rozdziałów, ale... wierzę w Was, dacie radę! ^^ xD Warto! Ogromnie warto!
Dodam, że pisze to moja przyjaciółka. <3
Naprawdę polecam, bo jest to wspaniała historia, genialnie napisana. :D
To dla mnie bardzo ważne, więc liczę na Was. <3

A teraz już uciekam. :D
Papa! ;* <3 *.*

poniedziałek, 22 lutego 2016

Dzień Myśli Braterskiej

Dziękuję wszystkim za gratulacje! ^^ Jesteście najlepsi <3

Wszystkiego NAJlepszego z okazji Dnia Myśli Braterskiej! Dużo wytrwałości na harcerskim szlaku, rozwoju, samych sukcesów, wspaniałych ludzi, niesamowitych wspomnień i duuużo dużo więcej. :D
A nie harcerzom również! :D Nie czujcie się gorzej. :D ;*

Uwaga uwaga "zbrodnia to niesłychana"... wyobrażacie sobie, że "Elfa" nie było tu od roku i dwóch dni? Aż płakać mi się chce ;""C Gupia szkoła! (i gupi bal, ale ciii) Pracuje nad tym, więc mam nadzieję, że już niedługo się pojawi. ;') Dam Wam streszczenie przed następną częścią ;'D Wybaczcie mi kochani, proszę ;c

Oglądał tu ktoś Death Note? Bo nie wiem czy warto o tym pisać posta ;') Bo mnie takie jakby rozkminy naszły xD

W weekend mam turniej taneczny. Trzymajcie kciuki kochani, przydadzą się baaardzo bardzo bardzo! :D *.* ;* <3
Btw mieszka ktoś w Inowrocławiu? xD

Muszę lecieć uczyć się i dorabiać lekcje... -.-
Kocham Was! I do napisania! *.* ;* <3

niedziela, 31 stycznia 2016

Sukcesy Jess

Witam witam!

Kto ma ferie? Jess ma ferie! :D (jeszcze tylko tydzień, ale ciii)

Uwaga uwaga!

Kto był na zimowisku harcerskim? Kto był na najlepszym, najpiękniejszym i najcudowniejszym zimowisku w swoim życiu? Jess była! ^^

Kto złożył Przyrzeczenie podczas pełni księżyca? Jess złożyła! (prawie się popłakałam jak to pisałam)

Kto będzie w zastępie wędrowniczym działającym przy szczepie? Kto tym samym będzie w kadrze pomocniczej? Jess będzie!

(A tak cofając się w przeszłość)
Kto zdał Kurs Zastępowych z wyróżnieniem? Jess zdała!

Jeju, ile sukcesów ;')

Tak, mam Krzyż <3 Mam, mam, mam, mam, mam <3 Ja mam <3 W końcu <3 Tak, prawie zamarzłam <3 Ale mam <3 Mam, mam, mam <3

Dobra, już mi przeszło ;') (tak naprawdę nie, ale ciii)

A więc, zważywszy, że Jess ma ferie, to Jess będzie opisywać najcudowniejsze zimowisko w swoim życiu i wstawi Wam w następnym poście. Dobrze? Tak? To miło <3

Kocham Was <3

czwartek, 31 grudnia 2015

Szczęśliwego Nowego Roku!

Wszystkiego NAJlepszego w Nowym Roku! Dużo szczęścia, radości, miłości, duuuuuużo dużo czasu dla siebie, mnóstwo przeczytanych książek, obejrzanych filmów, napisanych dzieł (ogółem stworzonych dzieł) i wszystkiego co najlepsze! <3
Albo najlepiej: zażyczcie sobie sami i niech Wam się to spełni. ;****
Kocham Was, jesteście NAJlepsi! <33333


wtorek, 29 grudnia 2015

Chyba o Star Wars

Witam kochani! Co tam u Was? Jak święta minęły? Co dostaliście? Ja suuuuper rzeczy, o których opowiem w innym poście. :D Mimo że święta już minęły chciałabym Wam życzyć wszystkiego dobrego. :D Noworoczne życzenia jeszcze przed nami. ;)
Skoro już tu pisze (z telefonu, dlatego takie krótkie) to zapytam się Was (chociaż to pewnie jest na Waszych blogach): ilu mamy tu fanów Star Warsów? ^^ Ja ogółem i tak lubiłam, a teraz odkąd zaczęliśmy sobie powtarzać wszystkie części (na razie skończyliśmy na trzeciej) stałam się fanką <3 I mam nowych menżów (tak, ten błąd to specjalnie) <333 Qui Gon Jinn <3 Obi-Wan Kenobi <3 Yoda <3 Kocham ich <333
A, i stwierdziłam że Anakina nie lubię. Wkurza mnie. xD Lubię go tylko w 1. części (jako dziecko xD). Ma przebłyski fajności, zwłaszcza kiedy okazuje szacunek mistrzowi <333







Moja tapeta też jest piękna, przyznajcie: xD

A teraz trzymajcie się, bo lecę oglądać czwartą część! May the Force be with you! <333 ;***

 Co też można znaleźć w Internecie xDDD
Aż mnie ciarki przechodzą, to jest super i pasuje do melodii i to jest takie prawdziwe. <333

sobota, 31 października 2015

Początek przyjaźni

Tak, wiem, pewnie już Was nudzi czytanie w każdym moim poście przeprosin. I taa, u mnie niedługo to najwyraźniej miesiąc później... Ehhh... Naprawdę muszę się poprawić... I niedługo to zrobię. Serio. :D A tymczasem najmocniej przepraszam i zostawiam Was z tekstem, który napisałam już w sumie dosyć dawno, ale zapomniałam go tu wstawić. Galactik Football fanfic. ;)

- Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – w pomieszczeniu rozległ się szorstki głos, w którym dało się jednak wyczuć pobłażliwą nutę.
Uniósł głowę.
- W-wybacz panie. Zamyśliłem się – ostatnio często mu się to zdarzało. Zbyt często.
- Mówiłem ci to już setki razy i powtarzam po raz kolejny: żadnego „panie”. Jestem Magnus. Tak? Tak. Tutaj nie ma żadnego „panie”. Wszyscy mówimy sobie po imieniu. Jasne?
- Tak jest pa… to znaczy… tak jest.
Magnus przyjrzał się swojemu nowemu podwładnemu. Był rozkojarzony. Nawet bardzo. Ale nie można mu się dziwić – nie po tym co przeszedł. Magnus spojrzał mu głęboko w oczy. Tamten oczywiście już po chwili spuścił wzrok i lekko się zaczerwienił, ale Magnusa to nie zdziwiło. Przyzwyczaił się już do takich reakcji. Przecież był ważną osobistością.
- Nieważne zresztą. Możesz już iść – powiedział po chwili namysłu. Wiedział, że jego nowy podwładny i tak nie będzie go słuchał.
Tamten uniósł zdziwiony głowę.
- Naprawdę? – zapytał głupio.
- Tak. Naprawdę – Magnus kiwnął głową. Po chwili machnął ręką w stronę drzwi. – Idź już.
Jego nowy podwładny posłusznie wstał i wyszedł bez jednego słowa pożegnania.
***
Leżał na łóżku, przeznaczonym dla niego, z rękami pod głową i tępo wpatrywał się w posłanie powyżej. Przed oczami wciąż widział obrazy, o których chciałby jak najszybciej zapomnieć, wyrzucić na zawsze z pamięci. Zacisnął powieki, lecz to nie pomogło. Nie, jednak nie. Jednego obrazu nie chciałby zapomnieć nigdy. Delphina. Ona przez wiele lat była całym jego życiem. A teraz ją stracił. Stracił przez własną głupotę. I to nie stracił tak, że odeszła do innego. Nie, on ją stracił na zawsze. Niepowracalnie. Ona umarła. Te słowa cały czas przenikały przez jego umysł, nie mogąc się nigdzie zagnieździć. Jeszcze to całkiem do niego nie dotarło. Przecież nie mógł tak po prostu jej stracić! A jednak. A jednak ją stracił. Stracił.
Jego melancholijne rozmyślania przerwał alarm. Na początku nie wiedział o co chodzi. Gdy jednak zobaczył, że wszyscy pospiesznie wybiegają z pomieszczenia, podniósł się i podążył za nimi. Wybiegli ze statku i w grupie stali przed nim. Wokół słychać było rozmowy. Nie wiedział co się dzieje, rozglądał się, ale widok przesłaniali mu pozostali.
- Co się dzieje? – zapytał w pewnym momencie.
- Nie mam pojęcia – odpowiedział jakiś mężczyzna obok. Miał krótkie czarne włosy i błękitne oczy. Był na oko jego rówieśnikiem.
- Ktoś chyba widział roboty niedaleko – wyjaśnił ktoś z przodu. – Ale nie wiem czy to prawda skoro bezczynnie tu stoimy.
- Możliwe – przyznał błękitnooki mężczyzna. – Zresztą chyba już wracamy.
Miał rację. Wszyscy powoli zawracali i smętnie wlekli się z powrotem do statku, zawiedzeni brakiem akcji. On i błękitnooki mężczyzna również zawrócili i poczęli zmierzać w kierunku swoich pomieszczeń.
- No to to by było na tyle, jeśli chodzi o jakieś emocje dzisiejszego dnia – parsknął mężczyzna. On spojrzał na niego z ukosa. Mu to się właściwie podobało. Dopiero poniewczasie zorientował się, że wypowiedział te słowa na głos.
- Doprawdy? – zdziwił się z lekka rozbawiony błękitnooki. Jego rozmówca spuścił wzrok. – Zresztą nieważne – mężczyzna wyciągnął dłoń, którą drugi chwycił:
- Corso.
- I’son.
***
Tej nocy jak zwykle dręczyły go koszmary. Rzucał się na swoim miejscu, ale jakoś udało mu się nie krzyczeć. Już raz krzyczał w nocy, czym zarobił sobie nieprzychylne i z lekka pogardliwe spojrzenia współlokatorów. Obudził się jak zwykle w środku nocy, cały zlany potem. Przez chwilę leżał, ciężko dysząc. Niewiele to pomogło, więc wstał i cicho wyszedł z pomieszczenia. Krążył po korytarzach, nie mogąc znaleźć wyjścia. Gdy w końcu znalazł się na zewnątrz, głęboko odetchnął. Podszedł parę kroków do przodu i napawał się chłodem nocy. Wspominając wydarzenia, które przyczyniły się do jego pobytu tutaj, zaczął się trząść. Nie z zimna, lecz z rozpaczy. Zamykając oczy, widział wybuchy, pościg, Delphinę. Oczy mu zaszły łzami na jej wspomnienie. Widział strach, cierpienie na jej twarzy. Widział jak bardzo się boi. I nie mógł nic zrobić. Nic. Nic, a nic by jej pomóc. Nic, by ulżyć jej niedoli. Nic.
Potrząsnął głową. „Otrząśnij się!” – krzyknął na siebie w myślach. Po chwili jednak rozmyślania powróciły. I pojawiła się kolejna znajoma (niestety) twarz. Bleylock. I’son zacisnął szczęki i pięści. Ten głupi generał jeszcze tego pożałuje. Pożałuje, że mu odebrał ukochaną. Pożałuje! Ale jak? I’son spuścił głowę. Po chwili go olśniło. Przecież jest piratem! Tak! To jest to! Jest piratem! I’son dumnie uniósł głowę. Tak. Jest piratem. I jeszcze kiedyś zemści się na Bleylocku.
***
Gdy mu powiedziano, że ma stawić się u Magnusa na chwilę go zmroziło. Myślał czy zrobił coś czym mógłby go rozzłościć, ale nic nie znalazł. Chociaż w sumie Magnus zapewne mógłby coś znaleźć. Na miękkich nogach zapukał do drzwi jego „gabinetu”, a gdy usłyszał szorstkie „proszę”, ostrożnie uchylił drzwi.
- To ja – oznajmił, nie bardzo wiedząc co innego mógłby powiedzieć.
Magnus spojrzał na niego z ukosa.
- Ach, to ty. Wejdź, proszę.
I’son powoli wszedł głębiej do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. W połowie pomieszczenia przystanął, nie bardzo wiedząc co robić.
- Usiądź – poprosił Magnus, nadal stojąc do niego plecami.
I’son posłusznie usiadł na fotelu, stojącym przed biurkiem. Magnus jednak nadal stał.
- Jak pewnie zauważyłeś, już zmieniliśmy ci wygląd – zaczął przywódca.
I’son wzdrygnął się. Rzeczywiście zdążył już zauważyć. Gdy pierwszy raz zobaczył nowego siebie, o mało co nie krzyknął. Niby podobny, ale mimo wszystko… inny.
- Dlaczego to zrobiliście? – spytał.
Magnus przyjrzał mu się.
- Wiemy, że masz wrogów I’son. Tak łatwiej będzie ci pozostać niezauważonym przez nich. Ale to jeszcze nie wszystko. Jesteś dosyć podobny do starego siebie. Jeśli twoi wrogowie usłyszą, że ktoś zwraca się do ciebie ‘I’son’ od razu skojarzą fakty.
- Co proponujesz z tym zrobić?
- Trzeba zmienić ci imię.
- Ż-Że co? – pisnął I’son, ciut za głośno.
Magnus uniósł brwi.
- A co?
- N-No bo ja… jestem tak jakby… przywiązany do swojego imienia – dokończył niezręcznie były naukowiec.
- A wolisz rozstać się z imieniem czy z życiem?
I’son zamilkł. Musiał przyznać, że argumenty jego przełożonego mają sens. Mimo wszystko to było dla niego za wiele. Jego życie za szybko diametralnie się zmieniło, nie był na to przygotowany.
Trwała chwila milczenia, którą przerwał młody pirat:
- To co proponujesz?
- Myślę, że nadawałby się ‘Sonny’.
***
Sonny przesuwał worki w głównej sali. Nie wiedział zbytnio co się w nich znajdowało, lecz nauczył się już, iż czasem lepiej nie dociekać. Odłożył kolejny worek i otarł pot z czoła. Te worki były ciężkie i było ich dużo, a on pracował już od około godziny. Rozejrzał się po sali. Wokół uwijali się piraci, każdy zajmował się wyznaczonym sobie zadaniem i nie miał czasu na odpoczynek.
- I’son!
Sonny wzdrygnął się na dźwięk swojego dawnego imienia i nerwowo rozejrzał. W końcu ujrzał Corso, idącego w jego stronę. Natychmiast podbiegł do niego i uciszył.
- Proszę, nie nazywaj mnie tak – powiedział nerwowym szeptem.
- Dlaczego? – zdziwił się błękitnooki.
- Bo to już nie jest moje imię. Teraz jestem Sonny. Sonny Blackbones – Sonny teatralnym gestem wyciągnął dłoń, którą nadal z lekka zszokowany Corso, uścisnął.
- Corso – odpowiedział machinalnie.
Sonny cofnął dłoń.
- A więc. Co chciałeś?
Młody pirat otrząsnął się i na powrót uśmiech wykwitł na jego twarzy.
- Chciałem cię zapytać czy poszedłbyś z nami za godzinę na zwiad.
- Ja?
Corso z zapałem pokiwał głową.
- Tak. Ty. Jest nas czwórka, ale nie zaszkodzi, jeśli będzie piątka.
Sonny wahał się chwilę.
- Noo. Dobra.
***
Sonny szybko uporał się z resztą worków i jak najszybciej pobiegł się przygotować. Szczerze powiedziawszy niezbyt wiedział, co powinien zabrać. Wziął więc tylko broń i wybiegł przed statek. Reszta już tam była.
Corso pierwszy go zauważył.
- O, witaj Sonny – powiedział z szerokim uśmiechem na ustach. – Poznaj resztę.
Wysoki blondyn wyciągnął ku niemu rękę.
- Dave.
Sonny uścisnął jego dłoń. Następnie pozostała dwójka postąpiła tak samo, przedstawiając się przy okazji.
- Jake.
- Tom.
- No dobra, to idziemy – zarządził Corso.
Po tych słowach cała piątka ruszyła w stronę lasu. Szli cicho, nie rozmawiając. Jakieś pół godziny od wyruszenia Dave zatrzymał wszystkich. Pozostała czwórka spojrzała na niego z niezrozumieniem. On jednak tylko dał im znak, by byli cicho i pokręcił głową. Podszedł lekko do przodu przez otaczający ich gąszcz i w następnej chwili… oberwał w głowę. Jego ciało upadło bezwładnie na ziemię, a kompani krzyknęli z przestrachem. Nie mieli dużo czasu na zastanowienia, bo zostali zaatakowani i brutalnie rozdzieleni. Sonny wpadł w panikę, bo tak naprawdę nie umiał walczyć. Machnął na oślep ręką i chyba z powodzeniem, bo poczuł, że w coś uderzył, a w następnej chwili usłyszał jęk bólu. Wyswobodził się z uścisku, a gdy ujrzał swego wroga, zaserwował mu prawego sierpowego prosto w twarz. Tamten zatoczył się w tył, a Sonny postanowił wykorzystać dezorientację przeciwnika i podciął mu nogi. Młody pirat wyciągnął pistolet i wycelował w brzuch swojego wroga. Nie był jednak w stanie strzelić, więc z zaskakującą dla siebie szybkością, wziął kawałek drewna leżący obok siebie i pozbawił nim przeciwnika przytomności. Następnie rozejrzał się, a adrenalina wciąż krążyła w jego żyłach. Oddech miał przyspieszony, tak samo jak tętno. Niedaleko od siebie usłyszał jakieś odgłosy, więc natychmiast tam pobiegł. Gdy wybiegł, zobaczył przerażający widok. Na ziemi, parę metrów od niego, leżał Corso z krwawiącą głową, a nad nim stał przeciwnik z wycelowaną w pirata bronią. Sonny zesztywniał. Na jego czole pojawiły się kropelki potu. Widział, że przeciwnik zaraz wystrzeli. Widział, że Corso nie ma jak się bronić. Drżącą ręką uniósł broń. Nie. Nie jest w stanie strzelić. Nie może… Delphina. „Nie byłeś w stanie obronić jej, to obroń jego, idioto” – pomyślał. Po czym nacisnął spust.
Następnie wszystko się potoczyło dosyć szybko. Przeciwnik zawył z bólu i wypuścił broń z ręki. Corso szybko zorientował się o swojej szansie i natychmiast powalił przeciwnika. Po chwili, jakby znikąd, pojawili się Dave, Jake oraz Tom i pomogli pokonać ostatniego z napastników. Po chwili cała trójka poszła szukać jego wspólników, a Sonny na sztywnych nogach podszedł do Corso. Ten spojrzał na niego i z lekka się uśmiechnął. Przy krwawiącej nadal głowie trzymał kawałek materiału.
- Dziękuję – powiedział.
Sonny potrząsnął głową.
- Nie ma za co – rzekł ochrypłym głosem.
Corso zmrużył oczy i pokręcił głową.
- Och, no jasne. Tylko przed chwilą uratowałeś mi życie. To przecież nic takiego. To chyba niezły początek przyjaźni, nie sądzisz? – dokończył po chwili przerwy.
Na twarzy Sonny’ego powoli wykwitł uśmiech.
- Chyba tak.