Hejo.
Jestem chora i się nudzę. Znacie jakieś dobre filmy? Polecajcie w komentarzach, błagam. Nie chce mi się ostatnio czytać. ;_; Jak już wezmę książkę to czytam ją z przyjemnością, ale ostatnio nie chce mi się brać. ;_; Polecam filmy "Zambezia" i "Jutro kiedy zaczęła wojna". Zambezia mimo, że animowana ma świetną fabułę. :) Myślałam, że będzie większą bajką dla małych dzieci, jednak polecam ją dla ludzi w każdym wieku. A Jutro to ekranizacja książki o tym samym tytule. Też świetny, ale dla małych dzieci nie polecam wcale. :) Kto oglądał "Atlas chmur", "Hotel Transylwania" lub "Małpy w kosmosie"? Ja oglądałam wszystkie te filmy i są świetne. :D Gorąco polecam. ;) Błagam, polecajcie jakieś fajne filmy.
To papa. ;*
czwartek, 11 kwietnia 2013
Filmy
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
5 miejsce
Hej.
Tak mnie ostatnio natchnęło.
Co byście zrobili gdybyście na jakichś zawodach zajęli słabe miejsce? (zwłaszcza jeśli wcześniej zajmowaliście wysokie) Jaka byłaby Wasza reakcja? Rozpłakalibyście się? Zdenerwowali? Czy może wcale nie przejęli?
Ja sądzę, że takie upadki są potrzebne. Płacz może i wyniku nie zmieni, ale zrobi się wtedy lżej. :D Raz się jest nisko a raz wysoko. Czasami trzeba przejść się dołem, żeby później znów się wspiąć wysoko. Należy iść dalej i żyć tym co jest tu i teraz. Nie należy jednak całkowicie zapominać o upadkach, trzeba pamiętać, że czasem jednak jest się w dole mimo, że zazwyczaj się góruje.
Mamy nauczkę.
Na zajęciach się trochę nie staraliśmy. W Białych Błotach jeszcze pierwsze miejsce było, ale wtedy to nam się upiekło. (i tak się zdziwiłam, że druga grupa ma drugie)
5 miejsce na Mistrzostwach Polski. Na 16 zespołów. Do finału przeszliśmy, Cherriesy również. (druga grupa z tej samej szkoły) Zatańczyliśmy najmocniej i najlepiej jak mogliśmy wszyscy dali z siebie wszystko. To i tak dobry wynik, trenerka powiedziała nam, że poziom był strasznie wysoki, widziała tylko dwa słabe zespoły, reszta tańczyła na tym samym poziomie. Cherriesy 3. My 5. Gratulacje Cherriesom jadą na Mistrzostwa Świata do Kopenhagi do Danii. A my zamiast do Danii jedziemy do Amsterdamu do Holandii na Mistrzostwa Europy. :D
Kto uważa, że Amsterdam ładniejszy od Kopenhagi łapka w górę. :D Pisać w komentarzach tylko szczerze, nie obrażę się przecież. :D
Nasza reakcja: płacz.
Ale i tak 5. miejsce git, trener Cherriesów nam powiedział, że zmieniłby wynik i nas dał na 2. :D My reprezentujemy swój własny styl jako grupa. Jesteśmy jedyną taką grupą w Szale (nasza szkoła tańca). :D
Dwa pierwsze miejsca UDS z Lublina.
No to papa na razie. ;***
P.S. Nie to, że akurat my powinniśmy być na drugim miejscu, ale moim zdaniem drugi UDS na drugie miejsce nie zasługiwał. Pierwszy na pierwsze tak, drugi nie. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale to moje zdanie i nie tylko. ;)
Tak mnie ostatnio natchnęło.
Co byście zrobili gdybyście na jakichś zawodach zajęli słabe miejsce? (zwłaszcza jeśli wcześniej zajmowaliście wysokie) Jaka byłaby Wasza reakcja? Rozpłakalibyście się? Zdenerwowali? Czy może wcale nie przejęli?
Ja sądzę, że takie upadki są potrzebne. Płacz może i wyniku nie zmieni, ale zrobi się wtedy lżej. :D Raz się jest nisko a raz wysoko. Czasami trzeba przejść się dołem, żeby później znów się wspiąć wysoko. Należy iść dalej i żyć tym co jest tu i teraz. Nie należy jednak całkowicie zapominać o upadkach, trzeba pamiętać, że czasem jednak jest się w dole mimo, że zazwyczaj się góruje.
Mamy nauczkę.
Na zajęciach się trochę nie staraliśmy. W Białych Błotach jeszcze pierwsze miejsce było, ale wtedy to nam się upiekło. (i tak się zdziwiłam, że druga grupa ma drugie)
5 miejsce na Mistrzostwach Polski. Na 16 zespołów. Do finału przeszliśmy, Cherriesy również. (druga grupa z tej samej szkoły) Zatańczyliśmy najmocniej i najlepiej jak mogliśmy wszyscy dali z siebie wszystko. To i tak dobry wynik, trenerka powiedziała nam, że poziom był strasznie wysoki, widziała tylko dwa słabe zespoły, reszta tańczyła na tym samym poziomie. Cherriesy 3. My 5. Gratulacje Cherriesom jadą na Mistrzostwa Świata do Kopenhagi do Danii. A my zamiast do Danii jedziemy do Amsterdamu do Holandii na Mistrzostwa Europy. :D
Kto uważa, że Amsterdam ładniejszy od Kopenhagi łapka w górę. :D Pisać w komentarzach tylko szczerze, nie obrażę się przecież. :D
Nasza reakcja: płacz.
Ale i tak 5. miejsce git, trener Cherriesów nam powiedział, że zmieniłby wynik i nas dał na 2. :D My reprezentujemy swój własny styl jako grupa. Jesteśmy jedyną taką grupą w Szale (nasza szkoła tańca). :D
Dwa pierwsze miejsca UDS z Lublina.
No to papa na razie. ;***
P.S. Nie to, że akurat my powinniśmy być na drugim miejscu, ale moim zdaniem drugi UDS na drugie miejsce nie zasługiwał. Pierwszy na pierwsze tak, drugi nie. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale to moje zdanie i nie tylko. ;)
wtorek, 2 kwietnia 2013
Elf 9
Będąc już na zewnątrz Ozzy powiedział:
- T-To co robimy?
- N-N-Nie wiem. Jednak wiem jedno. Musimy coś zrobić! - wypowiedziałem to z naciskiem na pierwsze słowo w ostatnim zdaniu.
- Tak, tak, to pewne.
- Chodź - mówiąc to wykonałem przywołujący gest ręką.
Ruszyłem. Blondyn posłusznie poszedł za mną. Szliśmy tak, aż w końcu natrafiliśmy na znajome miejsce. Znaleźliśmy się na dziedzińcu, na którym "poskromiłem" bliźniaków.
- Co chcesz tutaj zrobić? - zapytał Ozzy.
- Szczerze? Nie wiem - odpowiedziałem. - Ale tutaj jest dużo osób, więc mniejsze szanse, że ktoś nas podsłucha.
W oczach mojego przyjaciela pojawił się błysk zrozumienia.
- Posłuchaj. Ty znasz to miejsce o wiele lepiej niż ja. ja dopiero wczoraj tu przyjechałem - powiedziałem stłumionym głosem.
- Ale i tak całkiem nieźle się tu orientujesz - zażartował Ozzy.
- Przynajmniej lepiej niż ty. Jeszcze niedawno nie wiedziałeś gdzie jesteśmy - odparowałem.
- Hahaha, a ty to może tak? - spytał kąśliwie blondyn. Zaraz jednak spoważniał. - To co proponujesz?
- Proponuję, żebyś mi powiedział gdzie oni mieszkają - odpowiedziałem.
- W zamku.
- No co ty nie powiesz? A ja myślałem, że na wiosce w starym, rozwalającym się, drewnianym domku.
Ozzy zrozumiał.
- Prawie na samej górze, piętro niżej niż król.
- Czyli ich ojciec - mruknąłem zamyślony.
Blondyn przytaknął.
- Specjalnie tak zrobiono. Zresztą ich siostra też mieszka gdzieś tam. Tylko nie wiem, gdzie dokładnie...
- Dobra, to nam na razie nie potrzebne. Wiemy, że gdzieś tam i tyle wystarczy. Jeśli uda nam się powstrzymać opryszków już przy komnacie Ligolisa i Haldira to wtedy nie musimy wiedzieć gdzie mieszka ich siostra.
- Tak, tylko co jeśli nam się nie uda? - zapytał Ozzy z niepokojem.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
- No to wtedy mamy problem.
Wieczorem spotkaliśmy się przed drzwiami bazy, bo do niej akurat umiałem trafić. Gdybyśmy spotkali się o tej porze na wielkim placu to by to było dosyć podejrzane.
Na szczęście Ozzy przyniósł to o co go prosiłem, czyli ciemne peleryny, mapę zamku i jakąś broń. Ja takich rzeczy nie miałem, bo, nie sądzę, żeby gościom dawali do pokoju noże albo jakiegokolwiek innego rodzaju narzędzia do walki. Za to
mój przyjaciel przyniósł dwie saksy i jeden mały nożyk do rzucania. Ozzy podał mi jedną z peleryn i nóż.
- Nic innego nie udało mi się zdobyć. Wiesz, dziwne by było gdybym poprosił rodziców lub brata o jakąś broń - powiedział półgłosem.
- Racja, ale to też wystarczy. Daj mapę - zażądałem.
Ozzy spełnił polecenie i podał mi mały zwój. Kiedy go rozwinąłem ujrzałem narysowane piętra i rozmieszczenie pomieszczeń. Każde było podpisane. W jednej z wież zobaczyłem duży pokój i napis "Król". Zamyśliłem się.
- Jeśli mamy ich powstrzymać to musimy już iść. Zaraz noc - mój przyjaciel wyrwał mnie ze stanu, w którym się znajdowałem.
- Tak, tak - odrzekłem rozkojarzony. - Idziemy, idziemy, już.
- Skoro już to może się rusz? - zapytał blondyn spokojnie. Jednak zaraz zachichotał. - Hihi, zrymowało się.
Ja także się zaśmiałem.
- Faktycznie.
- To co, możemy już iść?
- Okej.
Ozzy kiwnął głową.
Ruszyliśmy w stronę dziedzińca. Przemykaliśmy cicho i zatrzymaliśmy na końcu uliczki. Tam założyliśmy peleryny i dyskretnie się rozejrzeliśmy. Na szczęście w zasięgu wzroku nikogo nie było. "Dziwne - pomyślałem. - I trochę podejrzane." Jednak się nie odezwałem. Odniosłem zresztą wrażenie, że Ozzy pomyślał o tym samym.
Nie zważając na to wkroczyliśmy na dziedziniec i znowu zaczęliśmy przemykać od jednej kryjówki do drugiej. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na chwilę aby zobaczyć czy to przypadkiem nie jest żadna pułapka. Nie doczekawszy się niczego ruszyliśmy dalej.
Rozsądnie wślizgnęliśmy się do stajni. Stwierdziliśmy, że głupio by było od razu iść do zamku skoro nie widzieliśmy czy bandyci już tam są czy nie. Wchodząc od razu rozpoznałem konie Ligolisa i Haldira oraz tego, na którym tu z nimi przyjechałem. Patrzyły na nas z zaciekawieniem. Pomyślałem, że jeśli Ozzy i ja zawiedziemy to ich właścicielom grozi śmierć. Wyobraziłem sobie ich ciała (plus króla, który nie wiedziałem jak wygląda) leżące na zimnej posadzce, całe we krwi. Natychmiast jednak otrząsnąłem się z tych ponurych myśli. "Uda nam się - pomyślałem. - Musi się udać."
Podeszliśmy do uchylonych drzwi stajni i zaczęliśmy nasłuchiwać. Serce mi biło jak szalone, a oddech miałem przyśpieszony. Jednym słowem się stresowałem, Ozzy zresztą też.
Czekaliśmy tak przez parę minut aż w końcu coś zaczęło się dziać. Do zamku zbliżały się cztery ubrane na czarno postaci. Ozzy i ja schowaliśmy się jeszcze bardziej za drzwiami stajni. Widzieliśmy jak te osoby weszły do środka. Odczekaliśmy trochę i podążyliśmy ich śladem. Wślizgnęliśmy się do zamku i schowaliśmy za pierwszą napotkaną ścianą.
Nasłuchiwaliśmy, jednak kiedy nic nie usłyszeliśmy ostrożnie wyjrzałem z ukrycia. Zobaczyłem cztery postaci znikające na schodach. Dałem znaki Ozzy'emu i cicho ruszyliśmy za nimi. Idąc słyszeliśmy oddalone kroki strażników. Szedłem z przodu. Na schodach trochę zwolniliśmy i zatrzymaliśmy przed zakrętem, a ja ostrożnie zza niego wyjrzałem. Zobaczyłem cztery osoby na ostatnich stopniach, przyciśnięte do ściany. Szybko się schowałem. Nagle Ozzy szepnął mi do ucha:
- Strażnicy się zbliżają!
Przeraziłem się. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia. Na końcu schodów nadal stały cztery postaci, a strażnicy zaraz się spotkają, spojrzą w górę i nas zobaczą. "W co ja nas wpakowałem? - pomyślałem." Usłyszałem na górze oddalające się kroki. Z początku myślałem, że to czterej intruzi, jednak okazało się, że nie ruszyli się z miejsca. Uświadomiłem sobie, że to byli strażnicy na piętrze. Pomyślałem, że to jest nasza szansa.
- Na moją komendę idziemy cicho na górę - szepnąłem Ozzy'emu.
Kiwnął głową.
Odczekałem jeszcze chwilę aż strażnicy na górze się rozejdą, wskutek czego cztery postaci ruszyły dalej, i dałem przyjacielowi znak ręką. Oboje przeszliśmy wyżej, tak, że strażnicy na dole nie mogli nas już zobaczyć. Ale opryszkowie tak. Ozzy i ja przycisnęliśmy się mocno do ściany i wstrzymaliśmy oddech. Na szczęście nic się nie wydarzyło, więc albo się nie obejrzeli albo nie zauważyli nas dzięki czarnym pelerynom. Kiedy wszelkie kroki ucichły ruszyliśmy cicho na górę. Gdy znaleźliśmy się u szczytu schodów rozejrzeliśmy się. Paradoksalnie, ku naszemu przerażeniu nikogo nie zauważyliśmy. Nikogo, czyli również opryszków. Bezszelestnie wyciągnąłem mapę z kieszeni i ją rozłożyłem. Ozzy zajrzał mi przez ramię. Szybko odnaleźliśmy nasze położenie i poszukaliśmy wzrokiem napisu "Król". Już po chwili go zobaczyliśmy. Popatrzyłem na odległość między nim, a naszym położeniem, a następnie znalazłem pokój Ligolisa i Haldira. Znajdował się nieco poniżej wieży z komnatą ich ojca. Postanowiłem, że najpierw spróbujemy dostać się tam.
Schowałem z powrotem mapę i dałem znak Ozzy'emu, że ruszamy dalej.
Wybaczcie, że tak krótko i że nie mam zbytnio czasu na bloga. :C Przepraszam.
Pamiętacie jak macie oceniać? ;*
- T-To co robimy?
- N-N-Nie wiem. Jednak wiem jedno. Musimy coś zrobić! - wypowiedziałem to z naciskiem na pierwsze słowo w ostatnim zdaniu.
- Tak, tak, to pewne.
- Chodź - mówiąc to wykonałem przywołujący gest ręką.
Ruszyłem. Blondyn posłusznie poszedł za mną. Szliśmy tak, aż w końcu natrafiliśmy na znajome miejsce. Znaleźliśmy się na dziedzińcu, na którym "poskromiłem" bliźniaków.
- Co chcesz tutaj zrobić? - zapytał Ozzy.
- Szczerze? Nie wiem - odpowiedziałem. - Ale tutaj jest dużo osób, więc mniejsze szanse, że ktoś nas podsłucha.
W oczach mojego przyjaciela pojawił się błysk zrozumienia.
- Posłuchaj. Ty znasz to miejsce o wiele lepiej niż ja. ja dopiero wczoraj tu przyjechałem - powiedziałem stłumionym głosem.
- Ale i tak całkiem nieźle się tu orientujesz - zażartował Ozzy.
- Przynajmniej lepiej niż ty. Jeszcze niedawno nie wiedziałeś gdzie jesteśmy - odparowałem.
- Hahaha, a ty to może tak? - spytał kąśliwie blondyn. Zaraz jednak spoważniał. - To co proponujesz?
- Proponuję, żebyś mi powiedział gdzie oni mieszkają - odpowiedziałem.
- W zamku.
- No co ty nie powiesz? A ja myślałem, że na wiosce w starym, rozwalającym się, drewnianym domku.
Ozzy zrozumiał.
- Prawie na samej górze, piętro niżej niż król.
- Czyli ich ojciec - mruknąłem zamyślony.
Blondyn przytaknął.
- Specjalnie tak zrobiono. Zresztą ich siostra też mieszka gdzieś tam. Tylko nie wiem, gdzie dokładnie...
- Dobra, to nam na razie nie potrzebne. Wiemy, że gdzieś tam i tyle wystarczy. Jeśli uda nam się powstrzymać opryszków już przy komnacie Ligolisa i Haldira to wtedy nie musimy wiedzieć gdzie mieszka ich siostra.
- Tak, tylko co jeśli nam się nie uda? - zapytał Ozzy z niepokojem.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
- No to wtedy mamy problem.
Wieczorem spotkaliśmy się przed drzwiami bazy, bo do niej akurat umiałem trafić. Gdybyśmy spotkali się o tej porze na wielkim placu to by to było dosyć podejrzane.
Na szczęście Ozzy przyniósł to o co go prosiłem, czyli ciemne peleryny, mapę zamku i jakąś broń. Ja takich rzeczy nie miałem, bo, nie sądzę, żeby gościom dawali do pokoju noże albo jakiegokolwiek innego rodzaju narzędzia do walki. Za to
mój przyjaciel przyniósł dwie saksy i jeden mały nożyk do rzucania. Ozzy podał mi jedną z peleryn i nóż.
- Nic innego nie udało mi się zdobyć. Wiesz, dziwne by było gdybym poprosił rodziców lub brata o jakąś broń - powiedział półgłosem.
- Racja, ale to też wystarczy. Daj mapę - zażądałem.
Ozzy spełnił polecenie i podał mi mały zwój. Kiedy go rozwinąłem ujrzałem narysowane piętra i rozmieszczenie pomieszczeń. Każde było podpisane. W jednej z wież zobaczyłem duży pokój i napis "Król". Zamyśliłem się.
- Jeśli mamy ich powstrzymać to musimy już iść. Zaraz noc - mój przyjaciel wyrwał mnie ze stanu, w którym się znajdowałem.
- Tak, tak - odrzekłem rozkojarzony. - Idziemy, idziemy, już.
- Skoro już to może się rusz? - zapytał blondyn spokojnie. Jednak zaraz zachichotał. - Hihi, zrymowało się.
Ja także się zaśmiałem.
- Faktycznie.
- To co, możemy już iść?
- Okej.
Ozzy kiwnął głową.
Ruszyliśmy w stronę dziedzińca. Przemykaliśmy cicho i zatrzymaliśmy na końcu uliczki. Tam założyliśmy peleryny i dyskretnie się rozejrzeliśmy. Na szczęście w zasięgu wzroku nikogo nie było. "Dziwne - pomyślałem. - I trochę podejrzane." Jednak się nie odezwałem. Odniosłem zresztą wrażenie, że Ozzy pomyślał o tym samym.
Nie zważając na to wkroczyliśmy na dziedziniec i znowu zaczęliśmy przemykać od jednej kryjówki do drugiej. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na chwilę aby zobaczyć czy to przypadkiem nie jest żadna pułapka. Nie doczekawszy się niczego ruszyliśmy dalej.
Rozsądnie wślizgnęliśmy się do stajni. Stwierdziliśmy, że głupio by było od razu iść do zamku skoro nie widzieliśmy czy bandyci już tam są czy nie. Wchodząc od razu rozpoznałem konie Ligolisa i Haldira oraz tego, na którym tu z nimi przyjechałem. Patrzyły na nas z zaciekawieniem. Pomyślałem, że jeśli Ozzy i ja zawiedziemy to ich właścicielom grozi śmierć. Wyobraziłem sobie ich ciała (plus króla, który nie wiedziałem jak wygląda) leżące na zimnej posadzce, całe we krwi. Natychmiast jednak otrząsnąłem się z tych ponurych myśli. "Uda nam się - pomyślałem. - Musi się udać."
Podeszliśmy do uchylonych drzwi stajni i zaczęliśmy nasłuchiwać. Serce mi biło jak szalone, a oddech miałem przyśpieszony. Jednym słowem się stresowałem, Ozzy zresztą też.
Czekaliśmy tak przez parę minut aż w końcu coś zaczęło się dziać. Do zamku zbliżały się cztery ubrane na czarno postaci. Ozzy i ja schowaliśmy się jeszcze bardziej za drzwiami stajni. Widzieliśmy jak te osoby weszły do środka. Odczekaliśmy trochę i podążyliśmy ich śladem. Wślizgnęliśmy się do zamku i schowaliśmy za pierwszą napotkaną ścianą.
Nasłuchiwaliśmy, jednak kiedy nic nie usłyszeliśmy ostrożnie wyjrzałem z ukrycia. Zobaczyłem cztery postaci znikające na schodach. Dałem znaki Ozzy'emu i cicho ruszyliśmy za nimi. Idąc słyszeliśmy oddalone kroki strażników. Szedłem z przodu. Na schodach trochę zwolniliśmy i zatrzymaliśmy przed zakrętem, a ja ostrożnie zza niego wyjrzałem. Zobaczyłem cztery osoby na ostatnich stopniach, przyciśnięte do ściany. Szybko się schowałem. Nagle Ozzy szepnął mi do ucha:
- Strażnicy się zbliżają!
Przeraziłem się. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia. Na końcu schodów nadal stały cztery postaci, a strażnicy zaraz się spotkają, spojrzą w górę i nas zobaczą. "W co ja nas wpakowałem? - pomyślałem." Usłyszałem na górze oddalające się kroki. Z początku myślałem, że to czterej intruzi, jednak okazało się, że nie ruszyli się z miejsca. Uświadomiłem sobie, że to byli strażnicy na piętrze. Pomyślałem, że to jest nasza szansa.
- Na moją komendę idziemy cicho na górę - szepnąłem Ozzy'emu.
Kiwnął głową.
Odczekałem jeszcze chwilę aż strażnicy na górze się rozejdą, wskutek czego cztery postaci ruszyły dalej, i dałem przyjacielowi znak ręką. Oboje przeszliśmy wyżej, tak, że strażnicy na dole nie mogli nas już zobaczyć. Ale opryszkowie tak. Ozzy i ja przycisnęliśmy się mocno do ściany i wstrzymaliśmy oddech. Na szczęście nic się nie wydarzyło, więc albo się nie obejrzeli albo nie zauważyli nas dzięki czarnym pelerynom. Kiedy wszelkie kroki ucichły ruszyliśmy cicho na górę. Gdy znaleźliśmy się u szczytu schodów rozejrzeliśmy się. Paradoksalnie, ku naszemu przerażeniu nikogo nie zauważyliśmy. Nikogo, czyli również opryszków. Bezszelestnie wyciągnąłem mapę z kieszeni i ją rozłożyłem. Ozzy zajrzał mi przez ramię. Szybko odnaleźliśmy nasze położenie i poszukaliśmy wzrokiem napisu "Król". Już po chwili go zobaczyliśmy. Popatrzyłem na odległość między nim, a naszym położeniem, a następnie znalazłem pokój Ligolisa i Haldira. Znajdował się nieco poniżej wieży z komnatą ich ojca. Postanowiłem, że najpierw spróbujemy dostać się tam.
Schowałem z powrotem mapę i dałem znak Ozzy'emu, że ruszamy dalej.
Wybaczcie, że tak krótko i że nie mam zbytnio czasu na bloga. :C Przepraszam.
Pamiętacie jak macie oceniać? ;*
środa, 20 marca 2013
Danbo
Zaczynam się siebie bać, w ciągu 2 dni miałam już trzy zachcianki. XD Pierwsza to założenie nowego bloga: manytalies.blogspot.com (będę na niego wstawiać swoje opowiadania itd. :D), druga to, że chciałam sobie zrobić kąpiel z solą do kąpieli (ale niestety byla tylko sól do kąpieli nóg, więc tej zachcianki nie spełniłam :C), a trzecia to, że chce mi się wstawić jakieś zdjęcia na bloga. XD (Danbo ;]) Mam nadzieję, że będziecie wchodzić i na mojego drugiego bloga. ;D Jeśli będzie 5 komentarzy pod pierwszym postem, wstawię jakieś opowiadanie. ;D Proszę to dla mnie ważne. ;*
No, a teraz czas na Danbo. ;D
I jak się podobają? ;D Mi bardzo. *.* To do napisania i dobranoc! ;***
P.S. Zapraszam również na bloga swiatsylwi.blogspot.com To także ważne. ;D To jest blog mojej koleżanki, dopiero co założony. ;D Pozdrawiam gorąco. ;***
No, a teraz czas na Danbo. ;D
I jak się podobają? ;D Mi bardzo. *.* To do napisania i dobranoc! ;***
P.S. Zapraszam również na bloga swiatsylwi.blogspot.com To także ważne. ;D To jest blog mojej koleżanki, dopiero co założony. ;D Pozdrawiam gorąco. ;***
poniedziałek, 18 marca 2013
O wielu rzeczach, czyli zapomniany post
Hejka.
Odpowiedzi na pytania:
- Asiu, ja tańczę hip hop. ;)))
- Fobos, bardzo mi przykro, ale niestety jeszcze nie wiem kiedy wstawię Elfa. Postaram się ferie świąteczne. ;)))
A teraz drugie tematy od Fobosa i Hope. (Trochę dziwne, nie? Powinnam o nich już napisać już bardzo dawno temu)
Od Fobosa:
Ulubiona dyscyplina sportowa.
Hmmm, sama nie wiem. Jeśli do dyscyplin sportowych można zaliczyć taniec, to oczywiście taniec. ;))) Ale jeśli nie, to siatkówka. ;))) Wcześniej lubiłam siatkówkę, ale w podstawówce na trzy lata to chyba może ok. 5 razy tylko mieliśmy jakieś zajęcia związane z nią. Podczas jednych trafiłam piłką w lampę. XD Dobrze, że była osłonka. XD No, ale w gimnazjum to całkiem inna sprawa. Teraz prawie ciągle gramy w siatkówkę i muszę się pochwalić, że jestem coraz lepsza. :D (Nie do tematu dzisiaj tańczyliśmy poloneza, na szczęście same dziewczyny) No, to chyba tyle, bo nic więcej pewnie nie wymyślę. ;)))
Od Hope:
O "trendach".
Więc. Szczerze to nie wiem zbytnio co napisać. Zacznę od tego, że "trendy" to np. udawanie fajnego. A więc tak, moim zdaniem to jest kompletnie bez sensu, bo wtedy zatracamy własną osobowość, czyli inaczej tracimy własnego siebie. Chyba nikt nie chciałby stracić samego siebie, prawda? A to właśnie robią takie osoby. Udając kogoś innego, w tym przypadku osobę fajną, "wyrzucają" swoją tożsamość ze swojego życia. Tracą to co mieli od samego początku, żeby zmienić się w kogoś kim nie są tylko po to, żeby np. się komuś przypodobać. Takie znajomości i tak nie trwają długo, a potem trudno jest "przywrócić" dawną osobowość. Zamieniają coś własnego, niezwykłego, jedynego na inną rzecz, co dla mnie jest bez sensu. Jeśli kogoś tym uraziłam to przepraszam, ale takie jest moje zdanie. ;)))
Wybaczcie, że tak dziwnie napisałam. ;) No, ale ważne, że w końcu o tym napisałam. :D Niedługo postaram się napisać o trzecich tematach. ;D
W piątek wyjechałam na rekolekcje harcerskie (w sobotę jeszcze wróciłam na trochę, żeby obejrzeć spektakl szałowy pt. "Bliskość". Świeeeeetny był. *.* Tam tylko tańczyli. ;D Pieniądze z biletów zostaną przeznaczone na rehabilitację małego Szymonka z zespołem Downa) i wróciłam wczoraj. Było cudownie!!!!!!!!!!! Jak zawsze oczywiście. ;DDD
I jeszcze sądzę, że komentarze znacznie osłabły. Pod ostatnim postem (opowiadaniem) poprosiłam, żebyście komentowali tak jakbyście były krytykami literackimi napisałam, że to dla mnie bardzo ważne, a pod tekstem pojawiły się tylko trzy komentarze. (I za serdecznie dziękuję :D ;*) Może mieliście jakiś szczególny powód, jeśli tak to przepraszam jeśli kogoś uraziłam, jednak zrobiło mi się przykro. :C
Pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję, że mi tę sprawę wyjaśnicie. ;***
Jess ;D
Odpowiedzi na pytania:
- Asiu, ja tańczę hip hop. ;)))
- Fobos, bardzo mi przykro, ale niestety jeszcze nie wiem kiedy wstawię Elfa. Postaram się ferie świąteczne. ;)))
A teraz drugie tematy od Fobosa i Hope. (Trochę dziwne, nie? Powinnam o nich już napisać już bardzo dawno temu)
Od Fobosa:
Ulubiona dyscyplina sportowa.
Hmmm, sama nie wiem. Jeśli do dyscyplin sportowych można zaliczyć taniec, to oczywiście taniec. ;))) Ale jeśli nie, to siatkówka. ;))) Wcześniej lubiłam siatkówkę, ale w podstawówce na trzy lata to chyba może ok. 5 razy tylko mieliśmy jakieś zajęcia związane z nią. Podczas jednych trafiłam piłką w lampę. XD Dobrze, że była osłonka. XD No, ale w gimnazjum to całkiem inna sprawa. Teraz prawie ciągle gramy w siatkówkę i muszę się pochwalić, że jestem coraz lepsza. :D (Nie do tematu dzisiaj tańczyliśmy poloneza, na szczęście same dziewczyny) No, to chyba tyle, bo nic więcej pewnie nie wymyślę. ;)))
Od Hope:
O "trendach".
Więc. Szczerze to nie wiem zbytnio co napisać. Zacznę od tego, że "trendy" to np. udawanie fajnego. A więc tak, moim zdaniem to jest kompletnie bez sensu, bo wtedy zatracamy własną osobowość, czyli inaczej tracimy własnego siebie. Chyba nikt nie chciałby stracić samego siebie, prawda? A to właśnie robią takie osoby. Udając kogoś innego, w tym przypadku osobę fajną, "wyrzucają" swoją tożsamość ze swojego życia. Tracą to co mieli od samego początku, żeby zmienić się w kogoś kim nie są tylko po to, żeby np. się komuś przypodobać. Takie znajomości i tak nie trwają długo, a potem trudno jest "przywrócić" dawną osobowość. Zamieniają coś własnego, niezwykłego, jedynego na inną rzecz, co dla mnie jest bez sensu. Jeśli kogoś tym uraziłam to przepraszam, ale takie jest moje zdanie. ;)))
Wybaczcie, że tak dziwnie napisałam. ;) No, ale ważne, że w końcu o tym napisałam. :D Niedługo postaram się napisać o trzecich tematach. ;D
W piątek wyjechałam na rekolekcje harcerskie (w sobotę jeszcze wróciłam na trochę, żeby obejrzeć spektakl szałowy pt. "Bliskość". Świeeeeetny był. *.* Tam tylko tańczyli. ;D Pieniądze z biletów zostaną przeznaczone na rehabilitację małego Szymonka z zespołem Downa) i wróciłam wczoraj. Było cudownie!!!!!!!!!!! Jak zawsze oczywiście. ;DDD
I jeszcze sądzę, że komentarze znacznie osłabły. Pod ostatnim postem (opowiadaniem) poprosiłam, żebyście komentowali tak jakbyście były krytykami literackimi napisałam, że to dla mnie bardzo ważne, a pod tekstem pojawiły się tylko trzy komentarze. (I za serdecznie dziękuję :D ;*) Może mieliście jakiś szczególny powód, jeśli tak to przepraszam jeśli kogoś uraziłam, jednak zrobiło mi się przykro. :C
Pozdrawiam Was serdecznie i mam nadzieję, że mi tę sprawę wyjaśnicie. ;***
Jess ;D
poniedziałek, 11 marca 2013
Opowiadanie ;)
Był szary, mokry dzień. Ludzie chodzili z parasolami w rękach na
wypadek gdyby zaczęło padać, co było bardzo prawdopodobne. Wszyscy byli w
ponurych nastrojach, bo zbliżał się maj, a niebo ciągle nie chciało się
rozpogodzić. Nad miastem dzień w dzień wisiały ciemne, ciężkie chmury
zwiastujące zbliżającą się kolejną ulewę. Pogodynki mówiły zawsze to
samo: deszcz.
Ulicą szła kobieta ubrana w czarny płaszcz z kapturem na głowie, spod którego wystawały rude włosy. Nie wyróżniała się zbytnio jednak jej myśli były całkowicie inne. Myślała nad tym jakby tu zapobiec dalszym opadom, co było dość dziwne zważywszy na to, że ludzie nie mieli wpływu na pogodę. Jednak nie ona. Ta kobieta, imieniem Łucja, miała duży, bardzo duży wpływ na zjawiska pogodowe.
Doszła do kawiarni "Pod słońcem" i pchnęła drzwi. Dzwonek zawieszony nad nimi wydał dźwięk zwiastujący przybycie nowego gościa. Łucja podeszła do lady.
- Hej, Łucja! Nie spodziewaliśmy się ciebie! - przywitał ją rudy mężczyzna o skośnych, błękitnych oczach.
- Wiem. - westchnęła kobieta. - Ale mam kryzys.
- Czy znowu chodzi o pogodę?
Zapytana przytaknęła.
- Zaczynam myśleć, że się nigdy nie zmieni.
W tym momencie z zaplecza wyszedł kolejny mężczyzna. Miał na sobie biały fartuch, w który właśnie wycierał mokre ręce.
- Łucja! - wykrzyknął na widok nowo przybyłej. - Co cię do nas sprowadza?
- Witaj Patryk. Znowu myślę o pogodzie.
- Daj spokój. Nie powinnaś się tym ciągle zadręczać. - Patryk zbliżył się do lady. Sądząc po wyglądzie obu mężczyzn byli oni bliźniakami - oboje mieli skośne, błękitne oczy rude włosy i łudząco podobne twarze. - Chodź z nami na zaplecze, obgadamy to.
Łucja przeszła za ladę i podążyła za bliźniakami na zaplecze. Było to małe pomieszczenie z różnymi rupieciami porozrzucanymi dokoła i z przejściem do kuchni. Mężczyźni usiedli na podniszczonej kanapie, a kobiecie wskazali wysłużony fotel.
- Wybacz bałagan. - powiedział przepraszającym tonem Patryk.
Łucja uśmiechnęła się.
- Przyzwyczaiłam się. - Jednak zaraz spoważniała. - Dobrze, a teraz porozmawiajmy o pogodzie. Damian, próbowaliście coś zrobić? - zwróciła się do mężczyzny, którego jako pierwszego ujrzała za ladą.
Zapytany przytaknął.
- Tak, ale nic to nie dało. Sądzimy, że musimy połączyć nasze moce.
Łucja w zamyśleniu pokiwała głową.
- Kiedy? - zapytała.
- Zaraz - odpowiedzieli zgodnie bracia.
Kobieta nie ukrywała zdziwienia.
- Zaraz? A wasza kawiarnia? Co jeśli przyjdzie jakiś klient?
Damian uśmiechnął się chytrze.
- Mamy na to sposób.
Łucja jednak nie wydawała się przekonana.
- Ale przecież sami mówiliście, żebym się tym nie przejmowała. A to znaczy, że to by mogło zaczekać.
Tym razem odpowiedział jej Patryk.
- Bo masz się nie przejmować. Ale to wcale nie znaczy, że nie możemy tego zrobić już teraz.
Kobieta pokręciła z rezygnacją głową.
- Nigdy was nie zrozumiem. - powiedziała wstając. Bliźniacy podążyli jej śladem.
- Spokojnie siostra. My ciebie też nigdy nie zrozumiemy. - Damian klepnął ją przyjaźnie po ramieniu. Potem bracia wzięli swoje czarne płaszcze z wieszaka stojącego w kącie (Patryk najpierw zdjął swój fartuch) i cała trójka opuściła pomieszczenie. Jednak nie wyszli tam skąd przyszli tylko znaleźli się w kuchni. Tam bliźniacy zamknęli oczy i przyłożyli ręce do skroni w pełnym skupieniu. Już po chwili obok nich pojawili się dokładnie tacy sami mężczyźni - ich krople astralne. Rozkazali im,żeby ich zastępowali i podeszli do drzwi wychodzących na podwórko za kawiarnią. Obejrzeli się na Łucję.
- Idziesz siostra? - zapytał Damian.
Kobieta westchnęła i do nich dołączyła. Przecież i tak nie miała wyboru skoro chciała poprawić pogodę.
Jej bracia pchnęli drzwi i całą trójkę owionęło chłodne, deszczowe powietrze. Wyszli na zewnątrz i wzięli głęboki oddech. Następnie skręcili w prawo, podeszli do bramki i przekroczyli ją. Znaleźli się na ulicy, na której mieściła się kawiarnia. Bliźniacy nałożyli czarne kaptury na głowę, żeby nikt ich nie rozpoznał.
Łucja spojrzała na niebo. Nadal tylko ciemne chmury. Czuła, że niedługo naprawdę się rozpada.
Cała trójka ruszyła w kierunku łąki oddalonej o kilometr od miejsca, w którym się aktualnie znajdowali. Podczas drogi nie zamienili ani słowa, każdy był pogrążony we własnych myślach. Kiedy doszli na łąkę szli dalej, aż do miejsca gdzie nikt nie mógł ich zauważyć, gdyż byli bardzo oddaleni od cywilizacji. Rozejrzeli się jeszcze, a następnie stanęli w kole trzymając się za ręce.
- Pamiętacie zaklęcie? - zapytał na wszelki wypadek Damian.
- Tak - odpowiedziało chórem jego rodzeństwo.
- A więc zaczynajmy - szepnął ich przedmówca.
Cała trójka zamknęła swoje skośne oczy. Wokół każdego pojawiła się delikatna księżycowa poświata. Wszystkie ptaki będące w pobliżu wzniosły okrzyk i poderwały się do lotu. Zaczęły krążyć w kółko nad rodzeństwem jakby powodowane jakąś niewidzialną siłą.
A trzy osoby stojące pośrodku rozległej łąki zaczęły szeptać zaklęcie.
Najpierw cicho, potem coraz głośniej aż w końcu zaczęli krzyczeć. Ptaki jakby im pomagały, bo odgłosy przez nie wydawane również się wzmogły.
W środku koła stworzonego przez rodzeństwo pojawiła się duża świetlista kula trochę przypominająca słońce. Chwilę jeszcze powtarzali zaklęcie, a potem unieśli ręce, złączone w uścisku, do góry wysyłając kulę do nieba. Błysnęło oślepiające światło i w jednej chwili wszystko ucichło. Ptaki rozleciały się bezgłośnie w swoje strony.
Rodzeństwo puściło swoje ręce.
- Dobra siostra, a teraz sama to dokończ - powiedział Patryk i oboje z bratem zniknęli.
Łucja rozejrzała się wkoło. Wcale nie zdziwiła się zachowaniem braci. Nagle jej wzrok przykuł piękny, biały kwiat. Podeszła do niego i ukucnęła. Wpatrzona, wzięła go delikatnie między palce i wyrwała. Następnie odwróciła się i spojrzała w niebo. Chmury stały się jaśniejsze, ale jeszcze się nie rozstąpiły.
- Czas to dokończyć. - szepnęła.
Następnie dmuchnęła delikatnie na kwiatek trzymany w ręce tak, że ten poleciał do góry pozostawiając za sobą srebrzysty pył. Wznosił się tak coraz wyżej i wyżej aż w końcu zniknął jej z oczu. Nagle srebrzysty pył zaczął opadać na wszystko dokoła, a Łucja wzniosła ręce ku górze i zamknęła oczy.
- Columbius simus - wyszeptała.
Z jej dłoni wystrzelił złoty promień, który poleciał do chmur. Kiedy ich dosięgnął zaczęły się rozstępować odsłaniając błękitne niebo. Kobieta popatrzyła w górę i uśmiechnęła się.
Następnie odwróciła się i odeszła czując na sobie zdziwione spojrzenia zwierząt.
Proszę, oceniajcie to tak, jakbyście były krytykami literackimi. To dla mnie bardzo ważne. Proszę. ;*
Ulicą szła kobieta ubrana w czarny płaszcz z kapturem na głowie, spod którego wystawały rude włosy. Nie wyróżniała się zbytnio jednak jej myśli były całkowicie inne. Myślała nad tym jakby tu zapobiec dalszym opadom, co było dość dziwne zważywszy na to, że ludzie nie mieli wpływu na pogodę. Jednak nie ona. Ta kobieta, imieniem Łucja, miała duży, bardzo duży wpływ na zjawiska pogodowe.
Doszła do kawiarni "Pod słońcem" i pchnęła drzwi. Dzwonek zawieszony nad nimi wydał dźwięk zwiastujący przybycie nowego gościa. Łucja podeszła do lady.
- Hej, Łucja! Nie spodziewaliśmy się ciebie! - przywitał ją rudy mężczyzna o skośnych, błękitnych oczach.
- Wiem. - westchnęła kobieta. - Ale mam kryzys.
- Czy znowu chodzi o pogodę?
Zapytana przytaknęła.
- Zaczynam myśleć, że się nigdy nie zmieni.
W tym momencie z zaplecza wyszedł kolejny mężczyzna. Miał na sobie biały fartuch, w który właśnie wycierał mokre ręce.
- Łucja! - wykrzyknął na widok nowo przybyłej. - Co cię do nas sprowadza?
- Witaj Patryk. Znowu myślę o pogodzie.
- Daj spokój. Nie powinnaś się tym ciągle zadręczać. - Patryk zbliżył się do lady. Sądząc po wyglądzie obu mężczyzn byli oni bliźniakami - oboje mieli skośne, błękitne oczy rude włosy i łudząco podobne twarze. - Chodź z nami na zaplecze, obgadamy to.
Łucja przeszła za ladę i podążyła za bliźniakami na zaplecze. Było to małe pomieszczenie z różnymi rupieciami porozrzucanymi dokoła i z przejściem do kuchni. Mężczyźni usiedli na podniszczonej kanapie, a kobiecie wskazali wysłużony fotel.
- Wybacz bałagan. - powiedział przepraszającym tonem Patryk.
Łucja uśmiechnęła się.
- Przyzwyczaiłam się. - Jednak zaraz spoważniała. - Dobrze, a teraz porozmawiajmy o pogodzie. Damian, próbowaliście coś zrobić? - zwróciła się do mężczyzny, którego jako pierwszego ujrzała za ladą.
Zapytany przytaknął.
- Tak, ale nic to nie dało. Sądzimy, że musimy połączyć nasze moce.
Łucja w zamyśleniu pokiwała głową.
- Kiedy? - zapytała.
- Zaraz - odpowiedzieli zgodnie bracia.
Kobieta nie ukrywała zdziwienia.
- Zaraz? A wasza kawiarnia? Co jeśli przyjdzie jakiś klient?
Damian uśmiechnął się chytrze.
- Mamy na to sposób.
Łucja jednak nie wydawała się przekonana.
- Ale przecież sami mówiliście, żebym się tym nie przejmowała. A to znaczy, że to by mogło zaczekać.
Tym razem odpowiedział jej Patryk.
- Bo masz się nie przejmować. Ale to wcale nie znaczy, że nie możemy tego zrobić już teraz.
Kobieta pokręciła z rezygnacją głową.
- Nigdy was nie zrozumiem. - powiedziała wstając. Bliźniacy podążyli jej śladem.
- Spokojnie siostra. My ciebie też nigdy nie zrozumiemy. - Damian klepnął ją przyjaźnie po ramieniu. Potem bracia wzięli swoje czarne płaszcze z wieszaka stojącego w kącie (Patryk najpierw zdjął swój fartuch) i cała trójka opuściła pomieszczenie. Jednak nie wyszli tam skąd przyszli tylko znaleźli się w kuchni. Tam bliźniacy zamknęli oczy i przyłożyli ręce do skroni w pełnym skupieniu. Już po chwili obok nich pojawili się dokładnie tacy sami mężczyźni - ich krople astralne. Rozkazali im,żeby ich zastępowali i podeszli do drzwi wychodzących na podwórko za kawiarnią. Obejrzeli się na Łucję.
- Idziesz siostra? - zapytał Damian.
Kobieta westchnęła i do nich dołączyła. Przecież i tak nie miała wyboru skoro chciała poprawić pogodę.
Jej bracia pchnęli drzwi i całą trójkę owionęło chłodne, deszczowe powietrze. Wyszli na zewnątrz i wzięli głęboki oddech. Następnie skręcili w prawo, podeszli do bramki i przekroczyli ją. Znaleźli się na ulicy, na której mieściła się kawiarnia. Bliźniacy nałożyli czarne kaptury na głowę, żeby nikt ich nie rozpoznał.
Łucja spojrzała na niebo. Nadal tylko ciemne chmury. Czuła, że niedługo naprawdę się rozpada.
Cała trójka ruszyła w kierunku łąki oddalonej o kilometr od miejsca, w którym się aktualnie znajdowali. Podczas drogi nie zamienili ani słowa, każdy był pogrążony we własnych myślach. Kiedy doszli na łąkę szli dalej, aż do miejsca gdzie nikt nie mógł ich zauważyć, gdyż byli bardzo oddaleni od cywilizacji. Rozejrzeli się jeszcze, a następnie stanęli w kole trzymając się za ręce.
- Pamiętacie zaklęcie? - zapytał na wszelki wypadek Damian.
- Tak - odpowiedziało chórem jego rodzeństwo.
- A więc zaczynajmy - szepnął ich przedmówca.
Cała trójka zamknęła swoje skośne oczy. Wokół każdego pojawiła się delikatna księżycowa poświata. Wszystkie ptaki będące w pobliżu wzniosły okrzyk i poderwały się do lotu. Zaczęły krążyć w kółko nad rodzeństwem jakby powodowane jakąś niewidzialną siłą.
A trzy osoby stojące pośrodku rozległej łąki zaczęły szeptać zaklęcie.
Najpierw cicho, potem coraz głośniej aż w końcu zaczęli krzyczeć. Ptaki jakby im pomagały, bo odgłosy przez nie wydawane również się wzmogły.
W środku koła stworzonego przez rodzeństwo pojawiła się duża świetlista kula trochę przypominająca słońce. Chwilę jeszcze powtarzali zaklęcie, a potem unieśli ręce, złączone w uścisku, do góry wysyłając kulę do nieba. Błysnęło oślepiające światło i w jednej chwili wszystko ucichło. Ptaki rozleciały się bezgłośnie w swoje strony.
Rodzeństwo puściło swoje ręce.
- Dobra siostra, a teraz sama to dokończ - powiedział Patryk i oboje z bratem zniknęli.
Łucja rozejrzała się wkoło. Wcale nie zdziwiła się zachowaniem braci. Nagle jej wzrok przykuł piękny, biały kwiat. Podeszła do niego i ukucnęła. Wpatrzona, wzięła go delikatnie między palce i wyrwała. Następnie odwróciła się i spojrzała w niebo. Chmury stały się jaśniejsze, ale jeszcze się nie rozstąpiły.
- Czas to dokończyć. - szepnęła.
Następnie dmuchnęła delikatnie na kwiatek trzymany w ręce tak, że ten poleciał do góry pozostawiając za sobą srebrzysty pył. Wznosił się tak coraz wyżej i wyżej aż w końcu zniknął jej z oczu. Nagle srebrzysty pył zaczął opadać na wszystko dokoła, a Łucja wzniosła ręce ku górze i zamknęła oczy.
- Columbius simus - wyszeptała.
Z jej dłoni wystrzelił złoty promień, który poleciał do chmur. Kiedy ich dosięgnął zaczęły się rozstępować odsłaniając błękitne niebo. Kobieta popatrzyła w górę i uśmiechnęła się.
Następnie odwróciła się i odeszła czując na sobie zdziwione spojrzenia zwierząt.
Proszę, oceniajcie to tak, jakbyście były krytykami literackimi. To dla mnie bardzo ważne. Proszę. ;*
środa, 6 marca 2013
Wyjazd
Witajcie. Z gory przepraszam za krotki post i wszelkie literowki, ale testuje bloggera na komorce. :D W czwartek dostalam telefon po bracie. I sciagnelam sobie rozne gry. ;D Np. Pou.
A wracajac do tematu posta to jutro o 10 wyjezdzam z grupa taneczna do Bialych Blot. ;D Blisko Bydgoszczy. ;) Bedziemy tam probowali zdobyc jakies miejsce. :D I teoretycznie mamy lepiej, bo nasza trenerka sedziuje, ale ona nam nie da taryfy ulgowej. ;D I dobrze. ;) Okej, koncze, bo niedlugo wychodze na ostatni trening przed wyjazdem. ;DDD
P.S. Zdjecia : Pou i moja tapeta. ;D XD
Subskrybuj:
Posty (Atom)




