niedziela, 21 października 2012
Francja 3
Hejka. ;) Dzisiaj opiszę Wam kolejne dni spędzone we Francji. ;)) A więc tak. Poszliśmy spać około północy, ale i tak obudziłam się około siódmej. ;) (I po raz kolejny wybaczcie mi za wszystkie powtórzenia, które się tutaj znajdują ;]) Pochodziłam sobie, pozwiedzałam, a podwórko i dom było duże. Po jakimś czasie (w każdym razie długim) wstała mama mojego wujka. Tylko, że ona mówiła tylko po francusku, a ja francuskiego nie umiałam. ;)) Ale jakoś tam się dogadałyśmy i zrobiła mi śniadanie. ;D Chociaż niestety były tam mrówki, a ja nie cierpię mrówek. ;// Później poszłam se pooglądać telewizję, a kolejne osoby wstawały. tylko, że te wszystkie bajki (bo akurat one leciały ;]) były po francusku. XD Potem kąpaliśmy się w basenie (z naszą nadmuchiwaną piłką ;]) i pojechaliśmy nad morze. A jakie fale były. XD I fajnie, bo lubię duże fale. ;DD Później poszliśmy coś zjeść. I widziałam colę cherry!! ;DDD I nawet była smaczna. XD Chociaż wtedy jeszcze jej nie wypiłam. ;) Dopiero potem, za parę dni. ;)) Poszliśmy spać strasznie wieczorem. W ogóle tam chodziliśmy spać straaasznie późno. ;)) Następnego dnia też kąpaliśmy się w basenie i nad morzem, ale już nie wstałam pierwsza. ;)) W ogóle lubiłam tam oglądać bajki chociaż wcale ich nie rozumiałam. XD I poznałam parę nowych. ;) Raz pojechaliśmy do Avignonu (Avignon czyt. Awinją). Było tam pięknie!! Jednego dnia pojechaliśmy też na konie. I koń mojego brata ciągle jadł trawę. XD I widzieliśmy byki. I jeździliśmy po bagnach. I było zamieszanie, bo koń cioci nie chciał iść za koniem pani i zawrócił, więc reszta zgłupiała. I zrobiło się wielkie zamieszanie (wszystkie konie chodziły w inną stronę) podczas, którego mój koń zderzył się z koniem mamy i nie wiem chyba strzemieniem, przycisnął nogę mamy tak, że miała siniaka. I widzieliśmy byki chowające się za krzakami, które były w telewizji. XD A resztę przeczytacie w elfie. XD Bo to stąd to ściągnęłam. ;DD Ale są też rzeczy pozmieniane i powstawiane. ;)) I byliśmy jeszcze innym razem na jakichś ruinach. I w ogóle. To był cudowny wyjazd. No i oczywiście mężczyźni oglądali mecze za każdym razem. ;D A my z moim bratem pływaliśmy w basenie ok. północy. :D Wiecie jak to fajnie mówić: "pływałam w basenie o północy". XD Chociaż to tak naprawdę było przed północą, ale nie wnikajmy. XD I raz byliśmy w takiej restauracji, gdzie jedliśmy strasznie dużo rzeczy (między innymi krwistego byka0, a resztę opowiem później. XD No to papa! ;**
niedziela, 14 października 2012
Powiadomienie
Hejka! ;D Piszę po raz kolejny, bo chcę Was o czymś powiadomić. XD A mianowicie o tym, że nie będzie mnie zapewne znowu tydzień. ;) Bo wiecie, nie wyrabiam z lekcjami. ;/ I z zajęciami dodatkowymi. ;/ No więc, żegnam! XD Papa!! ;DD
Pytanka 2
Hejka. ;) Teraz chciałabym odpowiedzieć na pytania Fobosa. ;)
1. Lubisz historię XX wieku?
Hmm, niezbyt. Tak jak Natalia wolę starożytną. ;)
2. Którą postać z sagi "Zmierzch" lubisz?
Jaspera i Alice.
3. Chciałabyś/chciałbyś aby istniały "dzieci nocy'" (wilkołaki, wampiry, demony)?
Nie jestem pewna, ale jeśli by były niezbyt dobre to raczej nie.
4. Wkurza Cię niemiecki?
Nie mam niemieckiego, bo na szczęście wybrałam francuski, ale gdybym miała to chyba tak.
5. Lubisz słuchać Metallici?
Nie słuchałam i nie zamierzam.
To już wszystko na dzisiaj. ;) Papa! ;*
sobota, 13 października 2012
Pytanka
Ostatnio zauważyłam, że zostałam otagowana (czy ktoś byłby łaskaw mi wytłumaczyć dlaczego to się tak zaczyna?? XD)
A oto pytania od Natal2000:
1. O której godzinie zazwyczaj wstajesz jak musisz iść do szkoły?
O 6:30.
2. Co zazwyczaj jesz na śniadanie?
Płatki z mlekiem.
3. Jesteś umysłem ścisłym czy humanistycznym?
Humanistycznym! Nie cierpię przedmiotów ścisłych.
4. Masz rodzeństwo?
Mam. Starszego brata.
5. Co robisz po powrocie ze szkoły?
Odrabiam lekcje lub przygotowuję się do wyjścia na zajęcia dodatkowe. ;)
A teraz moje pytanka, bo nie chcę być wyrzutkiem (A propo ktoś czytał "Wyrzutków" Johna Flanagana? XD). ;D
1. Lubisz matmę?
2. Jaka jest twoja ulubiona książka?
3. Jakie jest twoje ulubione opowiadanie, które napisałaś/łeś (jeśli piszesz)?
4. Lubisz filmy/seriale animowane?
5. jaki jest twój ulubiony serial?
Bardzo proszę o odpowiedź:
Fobosa
Natal2000
Asię
Olcię700
Lolę
To już wszystko jak na ten post. ;)
A oto pytania od Natal2000:
1. O której godzinie zazwyczaj wstajesz jak musisz iść do szkoły?
O 6:30.
2. Co zazwyczaj jesz na śniadanie?
Płatki z mlekiem.
3. Jesteś umysłem ścisłym czy humanistycznym?
Humanistycznym! Nie cierpię przedmiotów ścisłych.
4. Masz rodzeństwo?
Mam. Starszego brata.
5. Co robisz po powrocie ze szkoły?
Odrabiam lekcje lub przygotowuję się do wyjścia na zajęcia dodatkowe. ;)
A teraz moje pytanka, bo nie chcę być wyrzutkiem (A propo ktoś czytał "Wyrzutków" Johna Flanagana? XD). ;D
1. Lubisz matmę?
2. Jaka jest twoja ulubiona książka?
3. Jakie jest twoje ulubione opowiadanie, które napisałaś/łeś (jeśli piszesz)?
4. Lubisz filmy/seriale animowane?
5. jaki jest twój ulubiony serial?
Bardzo proszę o odpowiedź:
Fobosa
Natal2000
Asię
Olcię700
Lolę
To już wszystko jak na ten post. ;)
Elf 5
Skamieniałem. Zrobiło mi się słabo. Pobladłem. Zamgliło mi się przed
oczami. Nogi zaczęły się pode mną uginać. Ogólnie zasłabłem.
- E-E-Elf? - powtórzyłem słabym głosem.
Ozzy wyglądał na zmieszanego, reszta też zmyła już uśmiechy z twarzy.
- Noo... A nie? - zapytał blondyn.
Pokręciłem wolno głową.
- Nic mi o tym nie wiadomo - powiedziałem równie wolno.
Nogi się pode mną już ugięły całkowicie. Ozzy pomógł mi usiąść na ziemi.
- Posłuchaj, moim zdaniem jesteś elfem - zaczął ostrożnie dobierając słowa. - Wyglądasz jak normalny elf. Spójrz na Rossa. On też jest elfem. Rose zresztą też. Cała ich rodzina to elfy. Noo, prawie. Ale nieważne - urwał, a po chwili dokończył. - Zresztą jesteś bardzo podobny do Ligolisa i Haldira, którzy również są elfami, tylko, że już dorosłymi.
Drgnąłem.
- Ligolisa i Haldira! - krzyknąłem zrywając się na równe nogi. Teraz reszta drgnęła.
Już wcześniej, przy naszym pierwszym spotkaniu, rzuciło mi się w oczy nasze podobieństwo. Ale później już o tym zapomniałem.
- Hej, coś ty taki nerwowy? - zapytał mnie Ozzy.
Pokręciłem głową, nadal zszokowany.
- Znam Ligolisa i Haldira. To z nimi tu przyjechałem - wyjaśniłem.
- Seriooo? Ach, no tak można było się domyślić - Ozzy uśmiechnął się krzywo.
- I raczej wiesz, że wielu z nas tutaj, nie jest ludźmi? - wtrącił Ross.
Spojrzałem na niego. Skinąłem głową.
- Tak, wiem - i po chwili zastanowienia dodałem. - Wy też?
Chłopacy pokiwali głowami.
- Oliver jest wampirem - wiem, dziwne, po tym świecie można było się ich nie spodziewać - Allan jest krasnoludem, a bliźniacy są gnomami - wyjaśnił Ozzy.
- Gnomami?
- Tak, gnomami. Ale dobrymi. Bo są też złe. Jak dorosną bardziej będą je przypominać.
Bliźniacy mieli nieco wydęte brzuchy, brązowe włosy i piwne oczy.
- A ty? - spojrzałem Ozzy'emu prosto w oczy.
- Ja jestem pół-człowiekiem, pół-elfem.
- Aha. Czyli, że mam całego kolegę i połowicznego, jeśli chodzi o elfy - wyszczerzyłem się.
Brat Brandona zaśmiał się.
- Tak.
- Jak coś, to nas jest więcej, jeśli chodzi o paczkę - wtrącił Oliver. - Są jeszcze trzy dziewczyny.
Odwróciłem się do niego.
- Jakie?
- Wkrótce je poznasz.
- Jedną z nich jest moja siostra - wtrącił tym razem Ross i się uśmiechnął.
Pokiwałem głową i również się uśmiechnąłem.
Gadaliśmy tak jeszcze, o różnych sprawach (na przykład o tym, że do paczki należy jeszcze Brandon), z godzinę, tak naprawdę mniej, bo Ozzy wciąż pilnował czasu. Więc jak już zostało mu z pięć minut to obaj się pożegnaliśmy i wyszliśmy. Zresztą stwierdziłem, że ja też powinienem już wracać. Bo coś długo mnie nie było.
Kiedy wyszliśmy skierowaliśmy się w stronę dziedzińca. Gdzieś tak w jego połowie odezwał się Ozzy.
- A może chciałbyś do mnie wpaść? Rodzice na pewno się zgodzą - zaproponował z uśmiechem.
- Jasne - odpowiedziałem, a na mojej twarzy, również pojawił się uśmiech.
- Nie, dzięki Ozzy, ale może innym razem. On teraz musi iść z nami - rozległ się, trochę rozdrażniony głos, za naszymi plecami. A najgorsze było to, że ja znałem ten głos.
Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy Ligolisa i Haldira. Ten pierwszy miał nieco wkurzoną minę, a ten drugi miał obojętny wyraz twarzy, więc nie potrafiłem nic z niego odczytać.
- Eee, jasne - powiedział nieco speszony Ozzy i szybko się oddalił. "Zdrajca - pomyślałem. - Dzięki za wsparcie."
Ligolis patrzył za nim jeszcze trochę (tak samo jak ja), a później zwrócił się do mnie:
- Gdzieś ty był? Szukaliśmy cię.
W duchu się ucieszyłem, bo jak wiecie, to miała być ich kara za to, że coś przede mną ukrywają.
- A nigdzie.
Ligolis znów się cofnął i znów zrobił zdziwioną minę. Później jakby
coś sobie przypomniał i zrozumiał. Zaraz po tym zaklął pod nosem.
- Mogłem się domyślić - powiedział cicho. - Nic przed tobą nie ukrywamy - oznajmił już głośniej.
- Kłamiesz - ciągle mówiłem ostro. - Dobrze to wiem. Słyszałem. I się domyśliłem.
- Nic przed tobą nie ukrywamy. A przynajmniej nic o czym musisz wiedzieć.
- Aha, czyli, że jednak coś ukrywacie, tak? I uważacie, że nie muszę o tym wiedzieć? Dzięki wielkie. I wiecie co? Powiem wam jedno. Nienawidzę was.
Ostatnie zdanie zabrzmiało jeszcze ostrzej niż cała reszta. Nie widziałem ich reakcji, bo od razu się odwróciłem i pobiegłem do zamku. Wbiegłem po kręconych schodach i z impetem wpadłem do mojej komnaty. Zatrzasnąłem drzwi i przebiegłem do sypialni, która była na lewo od wejścia. Od razu rzuciłem się na wielkie łóżko z baldachimem, głowę ukryłem w poduszce. Po policzkach poleciały mi niechciane łzy.
Myślałem, że są moimi przyjaciółmi. Ale przed przyjaciółmi niczego się nie ukrywa. Nawet Haldira polubiłem mimo, że on mnie nie. Byłem załamany. Nigdy nie miałem przyjaciół. Myślałem, że to są moi pierwsi. Ale jednak nie. Na szczęście mam jeszcze paczkę Ozzy'ego. Mam nadzieję, że chociaż oni okażą się prawdziwymi przyjaciółmi. Bo nadzieja to chyba jedyne co mi pozostało.
Po jakichś 10 minutach przyszedł Ligolis. Usiadł na łóżku i położył mi rękę na ramieniu.
- Leo, to nie tak. Nie możemy ci tego powiedzieć. Po prostu nie możemy. Proszę cię, zrozum to. Wkrótce ci wszystko wyjaśnimy, obiecuję. Tylko daj nam czas...
- Czyli, że co, wszystkim mam dawać czas?! A jak ja go nie mam?! To co wtedy?! Też go potrzebuję - powiedziałem słabym głosem.
- Proszę cię. Zrozum. Powiemy ci wszystko. Ale w swoim czasie.
- Jeśli masz zamiar tak ciągle gadać to lepiej stąd idź! Nie chcę cię tu! - krzyknąłem, ale mój był zduszony przez poduszkę.
Ligolis drgnął. Cofnął rękę. Moje ostatnie słowa zabrzmiały jak trzaśnięcie biczem. Wstał.
- Porozmawiamy jak się uspokoisz - powiedział cicho. Po jego głosie poznałem, że jest bliski płaczu.
Po czym wyszedł.
Ozzy wyglądał na zmieszanego, reszta też zmyła już uśmiechy z twarzy.
- Noo... A nie? - zapytał blondyn.
Pokręciłem wolno głową.
- Nic mi o tym nie wiadomo - powiedziałem równie wolno.
Nogi się pode mną już ugięły całkowicie. Ozzy pomógł mi usiąść na ziemi.
- Posłuchaj, moim zdaniem jesteś elfem - zaczął ostrożnie dobierając słowa. - Wyglądasz jak normalny elf. Spójrz na Rossa. On też jest elfem. Rose zresztą też. Cała ich rodzina to elfy. Noo, prawie. Ale nieważne - urwał, a po chwili dokończył. - Zresztą jesteś bardzo podobny do Ligolisa i Haldira, którzy również są elfami, tylko, że już dorosłymi.
Drgnąłem.
- Ligolisa i Haldira! - krzyknąłem zrywając się na równe nogi. Teraz reszta drgnęła.
Już wcześniej, przy naszym pierwszym spotkaniu, rzuciło mi się w oczy nasze podobieństwo. Ale później już o tym zapomniałem.
- Hej, coś ty taki nerwowy? - zapytał mnie Ozzy.
Pokręciłem głową, nadal zszokowany.
- Znam Ligolisa i Haldira. To z nimi tu przyjechałem - wyjaśniłem.
- Seriooo? Ach, no tak można było się domyślić - Ozzy uśmiechnął się krzywo.
- I raczej wiesz, że wielu z nas tutaj, nie jest ludźmi? - wtrącił Ross.
Spojrzałem na niego. Skinąłem głową.
- Tak, wiem - i po chwili zastanowienia dodałem. - Wy też?
Chłopacy pokiwali głowami.
- Oliver jest wampirem - wiem, dziwne, po tym świecie można było się ich nie spodziewać - Allan jest krasnoludem, a bliźniacy są gnomami - wyjaśnił Ozzy.
- Gnomami?
- Tak, gnomami. Ale dobrymi. Bo są też złe. Jak dorosną bardziej będą je przypominać.
Bliźniacy mieli nieco wydęte brzuchy, brązowe włosy i piwne oczy.
- A ty? - spojrzałem Ozzy'emu prosto w oczy.
- Ja jestem pół-człowiekiem, pół-elfem.
- Aha. Czyli, że mam całego kolegę i połowicznego, jeśli chodzi o elfy - wyszczerzyłem się.
Brat Brandona zaśmiał się.
- Tak.
- Jak coś, to nas jest więcej, jeśli chodzi o paczkę - wtrącił Oliver. - Są jeszcze trzy dziewczyny.
Odwróciłem się do niego.
- Jakie?
- Wkrótce je poznasz.
- Jedną z nich jest moja siostra - wtrącił tym razem Ross i się uśmiechnął.
Pokiwałem głową i również się uśmiechnąłem.
Gadaliśmy tak jeszcze, o różnych sprawach (na przykład o tym, że do paczki należy jeszcze Brandon), z godzinę, tak naprawdę mniej, bo Ozzy wciąż pilnował czasu. Więc jak już zostało mu z pięć minut to obaj się pożegnaliśmy i wyszliśmy. Zresztą stwierdziłem, że ja też powinienem już wracać. Bo coś długo mnie nie było.
Kiedy wyszliśmy skierowaliśmy się w stronę dziedzińca. Gdzieś tak w jego połowie odezwał się Ozzy.
- A może chciałbyś do mnie wpaść? Rodzice na pewno się zgodzą - zaproponował z uśmiechem.
- Jasne - odpowiedziałem, a na mojej twarzy, również pojawił się uśmiech.
- Nie, dzięki Ozzy, ale może innym razem. On teraz musi iść z nami - rozległ się, trochę rozdrażniony głos, za naszymi plecami. A najgorsze było to, że ja znałem ten głos.
Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy Ligolisa i Haldira. Ten pierwszy miał nieco wkurzoną minę, a ten drugi miał obojętny wyraz twarzy, więc nie potrafiłem nic z niego odczytać.
- Eee, jasne - powiedział nieco speszony Ozzy i szybko się oddalił. "Zdrajca - pomyślałem. - Dzięki za wsparcie."
Ligolis patrzył za nim jeszcze trochę (tak samo jak ja), a później zwrócił się do mnie:
- Gdzieś ty był? Szukaliśmy cię.
W duchu się ucieszyłem, bo jak wiecie, to miała być ich kara za to, że coś przede mną ukrywają.
- A nigdzie.
Ligolis cofnął się o krok. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, na
Haldira zresztą też. Od razu wyczuli upartość w moim głosie i już
wiedzieli, że coś jest nie tak. "I dobrze im tak - pomyślałem. - Mają za
swoje."
- Co jest? - zapytał młodszy z braci, ostrożnym tonem.
- Nic.
- A tak naprawdę?
- Nie musicie wiedzieć.
- Powiedz - to było powiedziane tak ostrym tonem, że aż mnie ciarki przeszły. Ale postanowiłem "grać" tak samo.
Popatrzyłem ostro na mojego rozmówcę i zmrużyłem powieki.
- Coś przede mną ukrywacie.
To również zabrzmiało strasznie ostro. Jak wbicie szpilki. "I dobrze - pomyślałem."
- Mogłem się domyślić - powiedział cicho. - Nic przed tobą nie ukrywamy - oznajmił już głośniej.
- Kłamiesz - ciągle mówiłem ostro. - Dobrze to wiem. Słyszałem. I się domyśliłem.
- Nic przed tobą nie ukrywamy. A przynajmniej nic o czym musisz wiedzieć.
- Aha, czyli, że jednak coś ukrywacie, tak? I uważacie, że nie muszę o tym wiedzieć? Dzięki wielkie. I wiecie co? Powiem wam jedno. Nienawidzę was.
Ostatnie zdanie zabrzmiało jeszcze ostrzej niż cała reszta. Nie widziałem ich reakcji, bo od razu się odwróciłem i pobiegłem do zamku. Wbiegłem po kręconych schodach i z impetem wpadłem do mojej komnaty. Zatrzasnąłem drzwi i przebiegłem do sypialni, która była na lewo od wejścia. Od razu rzuciłem się na wielkie łóżko z baldachimem, głowę ukryłem w poduszce. Po policzkach poleciały mi niechciane łzy.
Myślałem, że są moimi przyjaciółmi. Ale przed przyjaciółmi niczego się nie ukrywa. Nawet Haldira polubiłem mimo, że on mnie nie. Byłem załamany. Nigdy nie miałem przyjaciół. Myślałem, że to są moi pierwsi. Ale jednak nie. Na szczęście mam jeszcze paczkę Ozzy'ego. Mam nadzieję, że chociaż oni okażą się prawdziwymi przyjaciółmi. Bo nadzieja to chyba jedyne co mi pozostało.
Po jakichś 10 minutach przyszedł Ligolis. Usiadł na łóżku i położył mi rękę na ramieniu.
- Leo, to nie tak. Nie możemy ci tego powiedzieć. Po prostu nie możemy. Proszę cię, zrozum to. Wkrótce ci wszystko wyjaśnimy, obiecuję. Tylko daj nam czas...
- Czyli, że co, wszystkim mam dawać czas?! A jak ja go nie mam?! To co wtedy?! Też go potrzebuję - powiedziałem słabym głosem.
- Proszę cię. Zrozum. Powiemy ci wszystko. Ale w swoim czasie.
- Jeśli masz zamiar tak ciągle gadać to lepiej stąd idź! Nie chcę cię tu! - krzyknąłem, ale mój był zduszony przez poduszkę.
Ligolis drgnął. Cofnął rękę. Moje ostatnie słowa zabrzmiały jak trzaśnięcie biczem. Wstał.
- Porozmawiamy jak się uspokoisz - powiedział cicho. Po jego głosie poznałem, że jest bliski płaczu.
Po czym wyszedł.
Konie
Witajcie!! Przepraszam, że nie było mnie ze dwa tygodnie!! Ale chyba sami rozumiecie - szkoła. A zwłaszcza, że teraz zaczyna się sezon kartkówkowo-sprawdzianowy. ;// Jak ja lubię wymyślać nowe słowa! XD Do rzeczy. Pewnie się zastanawiacie dlaczego jest taki, a nie inny tytuł posta. Otóż odpowiedź jest prosta: Zaczęłam chodzić na konie!! Naprawdę! Wczoraj byłam po raz pierwszy i było EKSTRA!!!!! Czyściłam konia, a później sobie trochę na nim pojeździłam. Oczywiście pod okiem pani. :D Najpierw trochę stępa (czyli, że koń sobie spokojnie chodził), a potem trochę kłusem (czyli tak jakby naszym truchtem) w kółeczko. ;D Pani mnie nawet pochwaliła, że jestem elastyczna. ;D I mówiła, że nasze ciało nie może przeszkadzać dla konia i ja nie przeszkadzałam już na 1. lekcji, a niektórzy to przeszkadzają przez 10 lekcji. (Sorki za powtórzenia ;]) I nie podskakiwałam w siodle przy kłusie, a niektórzy to - jak to pani określiła - podskakują na kilometr od siodła. XD Koń, na którym jeździłam nazywa się Duża Siwa, w skrócie Siwka. ;)) Niektóre imiona koni są nieco dziwne, ale i tak fajne. ;) ;DD Mi się tam BARDZO podobało, i dla tych, którzy mieszkają w okolicach Białegostoku lub w nim, i chcą się nauczyć jeździć, to polecam stadninę koni w Jurowcach. :) Gorąco polecam. ;) ;DD Muszę już iść robić obiad, więc papa!! ;DD ;*
sobota, 29 września 2012
Elf 4
Mniej więcej po południu, kiedy wyjechaliśmy zza zakrętu ujrzeliśmy zamek. Był wielki, ze strzelistymi czterema wieżami. Był szary. Kiedy podjechaliśmy bliżej zobaczyłem go dokładniej. Miał wielki most zwodzony i fosę. Most był drewniany. Przejechaliśmy po nim i przekroczyliśmy równie wielką i szarą bramę. Zamek miał obszerny dziedziniec. Na jego końcu była stajnia. Wjechaliśmy do niej. Konie oddaliśmy chłopcu stajennemu. Zaintrygował mnie ten widok.
Następnie Ligolis powiedział, żebym tu na nich zaczekał. Odchodząc dodał, że mogę sobie pochodzić po dziedzińcu, ale, żebym się za bardzo nie oddalał.
Stałem tak trochę, a później obejrzałem się jeszcze raz na chłopca stajennego i wyszedłem na zewnątrz. Po dziedzińcu chodziło bardzo wielu ludzi. A dokładniej to bardzo wiele dziwnych istot. Już wcześniej, po spotkaniu z potworem, wiedziałem, że nie jestem w swoim świecie. I nastawiłem się na różne dziwne istoty. I te lepsze od monstrum, i te (niestety) gorsze.
I teraz je ujrzałem. Po dziedzińcu chodziły różne krasnoludy, wielkoludy, jacyś starcy z laskami, skrzaty i jeszcze inne, najróżniejsze stworzenia, których nie ma co tu opisywać, bo było ich za dużo. Na szczęście tych gorszych od kałamarnicy nie było.
Kiedy tak się przyglądałem tym różnych stworzeniom, ujrzałem dziewczynę. Tak, dziewczynę. Miała piękne ciemnobrązowe włosy do ramion i piękną, długą ciemnofioletową suknię. Gdy się odwróciła w moją stronę zobaczyłem (w głębi duszy mnie to zdziwiło, bo odległość była całkiem duża) jej przepiękne jasnozielone oczy i idealne rysy twarzy. Była po prostu ideałem. Stałem jak zahipnotyzowany. Ona również się na mnie patrzyła. Uśmiechnęła się delikatnie. Potem lekkim krokiem zbliżyła się do mnie. Serce zabiło mi mocniej. I wtedy to sobie uświadomiłem. Tak, zakochałem się. I w tej pięknej jak wschód słońca dziewczynie i w tym lepszym świecie. To wszystko sprawiło, że mimowolnie się uśmiechnąłem. W tym samym czasie dziewczyna była już przy mnie.
- Jak się nazywasz? - spytała.
- Leo - odpowiedziałem. - A ty?
- Ja jestem Rose. Dla przyjaciół Rossy. Kim jesteś?
Zdziwiło mnie to pytanie. Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Czy chodziło jej o to jakim stworzeniem jestem? Czy może o coś innego?
Chyba to zauważyła, bo sprostowała.
- Jesteś stąd?
- Nie.
- To co tu robisz?
- Szczerze, to nie wiem. Nawet nie wiem dokładnie jak tu trafiłem - i opowiedziałem jej całą historię jak się tu znalazłem. Kiedy skończyłem powiedziała.
- Od początku domyślałam się, że przybyłeś tu razem z Ligolisem i Haldirem. Oni tu przyprowadzają dużo takich jak ty - uśmiechnęła się.
Uznałem to za miłą uwagę. Nagle, kątem oka, dostrzegłem zbliżających się trzech kolesi. Byli bardzo umięśnieni.
Rossy też musiała ich ujrzeć, bo powiedziała:
- O nie. To Turug. Ciągle mnie zaczepia. Nie wiem o co mu chodzi. Uważaj na niego. Jest bardzo silny.
Kiwnąłem głową. Turug i jego dwaj kumple zbliżali się powoli. Kiedy się już zbliżyli ich przywódca zwrócił się do Rose.
- Czemu zadajesz się z takimi... - tu spojrzał na mnie pogardliwie i równie pogardliwie dokończył. - Wyrzutkami społeczeństwa.
- On nie jest żadnym wyrzutkiem społeczeństwa! - krzyknęła oburzona. - Ty sam nim jesteś! Czemu wszystkich nowych tak nazywasz!?
- Bo mi się tak chce. A teraz znikaj. Chciałbym się zapoznać z twoim nowym znajomym - ostatnie zdanie wypowiedział z ironicznym uśmieszkiem na twarzy, a jego kompani również przybrali takowy wyraz twarzy co mi przypomniało Koniczynę i moją klasę.
Rossy spojrzała na niego z nienawiścią wypisaną na twarzy, następnie rzuciła mi przepraszające spojrzenie, po czym odeszła gniewnym krokiem. Kiedy już się oddaliła, Turug nachylił się do mnie i powiedział:
- Trzymaj się od niej z daleka, jasne? Ona jest moja - po czym głośno powiedział. - Idziemy! - i odeszli.
Jeszcze długo za nimi patrzyłem i rozmyślałem nad tym, że jeszcze przed dwoma minutami wszystko się tak dobrze układało. Jednak nie miałem za dużo czasu na użalanie się nad, bo wrócili bracia.
Popatrzyli się w tą samą stronę co ja, po czym Ligolis zapytał:
- Na co tak patrzysz?
Pokręciłem głową.
- Na nic.
Młodszy z braci przyglądał mi się przez chwilę badawczo, a następnie powiedział:
- To chodźmy.
Zaprowadzili mnie, po krętych schodach, do obszernej komnaty. Meble w niej były staroświeckie. Miała wielkie okno wychodzące na dziedziniec. Spojrzałem pytająco na Ligolisa.
- Będziesz tu mieszkał dopóki... - tu urwał, jakby zmieszany.
- Dopóki co?
- Musimy już iść, ale wkrótce cię odwiedzimy - Ligolis udał, że tego nie słyszał, co mnie bardzo zdziwiło.
Kiedy za braćmi zamknęły się drzwi, usłyszałem jeszcze urywek ich rozmowy.
- Jeszcze trochę i by się dowiedział przez ten twój niewyparzony język - wyrzucał bratu Haldir.
- No co? Nie moja wina...
Dalszej części rozmowy już nie usłyszałem. Usiadłem na wielkiej, bordowej i eleganckiej kanapie. Rozmyślałem nad tym co oni przede mną ukrywają. W końcu wstałem i podszedłem do okna. Na dole zobaczyłem Rossy. Rozejrzałem się, ale nigdzie nie zauważyłem Turuga. Postanowiłem więc zejść na dół. Przecież bracia nie zabronili mi stąd wychodzić, prawda? Zresztą miałem nadzieję, że chcą, żebym ciągle tu był, bo miałem ochotę zrobić coś wbrew ich woli. Taka potrzeba zrodziła się we mnie przez to, że coś przede mną ukrywają.
Wybiegłem z pokoju i zbiegłem po krętych schodach, aż mi się w głowie zakręciło. Wybiegłem, trochę jak pijany, na dziedziniec. Rozglądałem się na wszystkie strony, ale nie zobaczyłem Rossy. Za to zobaczyłem kogo innego...
Pewnie myślicie, że Turuga, ale się mylicie. To byli dwaj bliźniacy, którzy się o coś sprzeczali. Podszedłem do nich i zapytałem o co chodzi.
Natychmiast przerwali kłótnię i obaj stanęli jak wryci. Nastąpiła chwila ciszy. Zastanawiałem się co we mnie jest takiego dziwnego. Aż tu nagle obaj zaczęli tak wrzeszczeć, że aż mnie uszy rozbolały.
- Obcozamkowiec, obcozamkowiec! - przekrzykiwali siebie nawzajem.
- Przestańcie tak wrzeszczeć, niedołęgi - usłyszałem czyjś głos. - To, że ktoś nie jest stąd to wcale nie znaczy, że jest straszny.
Bliźniacy natychmiast się uspokoili. Spojrzałem w kierunku, z którego dobiegał głosu. Jego właścicielem okazał się młody chłopak mniej więcej w moim wieku. Miał blond włosy i jasną cerę.
- Przepraszam za nich - chłopak się uśmiechnął. - Wiecznie się kłócą i boją wszystkich nowych, którzy tu przyjeżdżają - wyjaśnił.
Bliźniacy spojrzeli na niego z wyrzutem.
- Wcale, że nie! - wykrzyknęli chórem.
Chłopak wcale się nie przejął tym aktem oburzenia. Powiedział tylko:
- To udowodnicie mi to przy następnym przypadku - potem zwrócił się do mnie i wyciągnął rękę. - Nazywam się Ozzy. A ty?
- Leo. Możesz mi powiedzieć co to za miejsce?
- Tak dokładnie to to jest zamek Whitemount.
- I ty na pewno w nim nie mieszkasz - wtrącił jeden z bliźniaków.
- A ty na pewno chcesz dostać ode mnie w łeb - skomentował Ozzy. To tamtego uciszyło.
- A gdzie leży ten zamek? - zapytałem.
Mój nowy kolega już otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- Ozzy, a ty gdzie się znowu szwendasz? - zagrzmiał basowy głos tuż za moimi plecami. Aż drgnąłem. Obróciłem się i ujrzłem wysokiego, barczystego chłopaka, prawie mężczyznę. Był brunetem i miał piwne oczy.
- Wcale się nie szwendam - obruszył się Ozzy. Chłopak potrząsnął głową.
- Nie obchodzi mnie czy się szwendasz, tylko gdzie.
- A nie widać? - odparł z irytacją mój jasnowłosy kolega.
Chłopak uniósł jedną brew.
- Tylko mi nie mów, że byłeś tu przez cały czas.
Ozzy potrząsnął zrezygnowany głową.
- Brandon, daj spokój. Załamujesz mnie.
- Ja tylko chcę wiedzieć gdzie się szwendasz.
Ozzy już otworzył usta, żeby znów zaprotestować, ale pod ostrym spojrzeniem Brandona szybko zamknął usta. Zwrócił się natomiast do mnie.
- Poznaj mojego brata, Brandona.
Brunet wyciągnął do mnie rękę, a jego brat zwrócił się teraz do niego.
- To mój nowy kolega, Leo.
Uścisnąłem dłoń Brandonowi i od razu skrzywiłem się z bólu. Uścisk miał siłacza.
- Witam cię w naszym zamku, Leo - przywitał mnie. - A ty, szwendaczu, masz być za godzinę w domu - to było już do brata. Skończywszy to mówić odwrócił się na pięcie i poszedł.
Ozzy się skrzywił.
- Czasami mam wrażenie, że z nim nie wytrzymam - wyznał.
- Ile on w ogóle ma lat? - zapytałem.
- Jest o trzy lata starszy od Ozzy'ego - odpowiedział jeden z bliźniaków, co mi przypomniało o ich istnieniu.
Spojrzałem na niego.
- Och, tak? Dziękuję bardzo za odpowiedź - powiedziałem z irytacją, która mnie zdziwiła. - A może ktoś mi łaskawie powie ile lat ma Ozzy?
- Trzynaście - oznajmił sam blondyn.
- Okej. To teraz może ktoś mi powie jak oni się nazywają?
- Ach, no tak - wyszczerzył się Ozzy. - Poznaj Marka i Clarka - rzekł oficjalnie, wskazując wyciągniętą dłonią na bliźniaków. Tym razem oni się wyszczerzyli. Coś mi się wydawało, że oni się świetnie bawią.
- Witamy! - wykrzyknęli równocześnie.
- No, skoro mam jeszcze godzinę, to możesz poznać naszą paczkę - oznajmił brat Brandona.
- Taaak!! - wykrzyknęli chórem bliźniacy.
Uniosłem pytająco brwi.
- Zaraz zobaczysz - odpowiedział na moje nieme pytanie Ozzy. Poprowadził mnie wzdłuż dziedzińca. W połowie skręcił. Szliśmy teraz wąską uliczką, a bliźniacy podążali cicho za nami. Znowu w połowie, zatrzymał się i rozejrzał, jakby czegoś szukając. Po chwili podszedł jeszcze kawałek i otworzył drzwi po naszej lewej stronie. Za nimi znajdowało się małe, ciemne pomieszczenie. W środku zauważyłem rysy kilku postaci.
Ozzy zmrużył oczy.
- A lampy zapalić to nie łaska? - zapytał z irytacją. Stwierdziłem, że ta irytacja towarzyszy mi od połowy dzisiejszego dnia.
- Nie! - wykrzyknęły trzy osoby chórem. W ciemności zauważyłem, że się uśmiechnęły. Ozzy, mamrocząc coś pod nosem, podszedł do stolika, wziął z niego lampę naftową i ją zapalił. Potem się wyszczerzył.
- Szukałem was - tej wypowiedzi towarzyszył wybuch śmiechu. A ja nie miałem pojęcia, że w tej właśnie chwili, ktoś inny szukał mnie.
- Mark, Clark, zamknijcie, proszę, drzwi - poprosił blondyn. Bliźniacy posłusznie wykonali polecenie, po czym rozgościli się na podłodze obok tajemniczej (dla mnie) trójki.
Ozzy postawił lampę na stole i zwrócił się do mnie.
- Leo, poznaj, proszę, moich przyjaciół. To jest Oliver - Oliver był szczupłym chłopakiem o jasnej cerze, blond włosach i ciemnoniebieskich oczach. - To Allan - Allan był niskim i nieco pulchnym chłopakiem o ciemnych, rudych włosach i ciemnozielonych oczach. - A to Ross - Ross za to miał jasne, białe włosy i jasnoniebieskie oczy.
- Ross? - powtórzyłem. - Ross? To brzmi podobnie do Rose.
Ross zachichotał.
- Tak. Bo to prawie to samo imię. Ale musisz przyznać, że brzmi to co najmniej śmiesznie.
Skinąłem głową z uśmiechem.
- Ross ma siostrę o tym imieniu - Ozzy przechylił głowę. - Sądząc po twojej reakcji na jego imię, to pewnie już ją poznałeś.
Ponownie skinąłem głową z uśmiechem.
Brat Brandona zwrócił się teraz do trójki moich nowo poznanych znajomych.
- Poznajcie nowego członka naszej paczki, Leo!
Zszokowałem się. Natomiast reszta zaczęła wznosić okrzyki i wiwaty na moją cześć, jakby właśnie ukoronowano mnie na króla, i krzyczeć do mnie różne powitania. Kiedy to wszystko już ucichło zwróciłem się do Ozzy'ego.
- "Nowego członka naszej paczki"? - powtórzyłem. - Serio?
- Jasne - odpowiedział mi adresat. - Noo, chyba, że nie chcesz.
Od razu zacząłem zaprzeczać:
- Nie, nie, oczywiście, że nie! T-To znaczy tak! W sensie, że chcę! - plątałem się. - Po prostu się zdziwiłem. Dzięki.
Ozzy, już po raz kolejny tego dnia, się wyszczerzył, tym razem o mnie.
- Nie ma za co! Przyda nam się tu kolejny elf!
Następnie Ligolis powiedział, żebym tu na nich zaczekał. Odchodząc dodał, że mogę sobie pochodzić po dziedzińcu, ale, żebym się za bardzo nie oddalał.
Stałem tak trochę, a później obejrzałem się jeszcze raz na chłopca stajennego i wyszedłem na zewnątrz. Po dziedzińcu chodziło bardzo wielu ludzi. A dokładniej to bardzo wiele dziwnych istot. Już wcześniej, po spotkaniu z potworem, wiedziałem, że nie jestem w swoim świecie. I nastawiłem się na różne dziwne istoty. I te lepsze od monstrum, i te (niestety) gorsze.
I teraz je ujrzałem. Po dziedzińcu chodziły różne krasnoludy, wielkoludy, jacyś starcy z laskami, skrzaty i jeszcze inne, najróżniejsze stworzenia, których nie ma co tu opisywać, bo było ich za dużo. Na szczęście tych gorszych od kałamarnicy nie było.
Kiedy tak się przyglądałem tym różnych stworzeniom, ujrzałem dziewczynę. Tak, dziewczynę. Miała piękne ciemnobrązowe włosy do ramion i piękną, długą ciemnofioletową suknię. Gdy się odwróciła w moją stronę zobaczyłem (w głębi duszy mnie to zdziwiło, bo odległość była całkiem duża) jej przepiękne jasnozielone oczy i idealne rysy twarzy. Była po prostu ideałem. Stałem jak zahipnotyzowany. Ona również się na mnie patrzyła. Uśmiechnęła się delikatnie. Potem lekkim krokiem zbliżyła się do mnie. Serce zabiło mi mocniej. I wtedy to sobie uświadomiłem. Tak, zakochałem się. I w tej pięknej jak wschód słońca dziewczynie i w tym lepszym świecie. To wszystko sprawiło, że mimowolnie się uśmiechnąłem. W tym samym czasie dziewczyna była już przy mnie.
- Jak się nazywasz? - spytała.
- Leo - odpowiedziałem. - A ty?
- Ja jestem Rose. Dla przyjaciół Rossy. Kim jesteś?
Zdziwiło mnie to pytanie. Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Czy chodziło jej o to jakim stworzeniem jestem? Czy może o coś innego?
Chyba to zauważyła, bo sprostowała.
- Jesteś stąd?
- Nie.
- To co tu robisz?
- Szczerze, to nie wiem. Nawet nie wiem dokładnie jak tu trafiłem - i opowiedziałem jej całą historię jak się tu znalazłem. Kiedy skończyłem powiedziała.
- Od początku domyślałam się, że przybyłeś tu razem z Ligolisem i Haldirem. Oni tu przyprowadzają dużo takich jak ty - uśmiechnęła się.
Uznałem to za miłą uwagę. Nagle, kątem oka, dostrzegłem zbliżających się trzech kolesi. Byli bardzo umięśnieni.
Rossy też musiała ich ujrzeć, bo powiedziała:
- O nie. To Turug. Ciągle mnie zaczepia. Nie wiem o co mu chodzi. Uważaj na niego. Jest bardzo silny.
Kiwnąłem głową. Turug i jego dwaj kumple zbliżali się powoli. Kiedy się już zbliżyli ich przywódca zwrócił się do Rose.
- Czemu zadajesz się z takimi... - tu spojrzał na mnie pogardliwie i równie pogardliwie dokończył. - Wyrzutkami społeczeństwa.
- On nie jest żadnym wyrzutkiem społeczeństwa! - krzyknęła oburzona. - Ty sam nim jesteś! Czemu wszystkich nowych tak nazywasz!?
- Bo mi się tak chce. A teraz znikaj. Chciałbym się zapoznać z twoim nowym znajomym - ostatnie zdanie wypowiedział z ironicznym uśmieszkiem na twarzy, a jego kompani również przybrali takowy wyraz twarzy co mi przypomniało Koniczynę i moją klasę.
Rossy spojrzała na niego z nienawiścią wypisaną na twarzy, następnie rzuciła mi przepraszające spojrzenie, po czym odeszła gniewnym krokiem. Kiedy już się oddaliła, Turug nachylił się do mnie i powiedział:
- Trzymaj się od niej z daleka, jasne? Ona jest moja - po czym głośno powiedział. - Idziemy! - i odeszli.
Jeszcze długo za nimi patrzyłem i rozmyślałem nad tym, że jeszcze przed dwoma minutami wszystko się tak dobrze układało. Jednak nie miałem za dużo czasu na użalanie się nad, bo wrócili bracia.
Popatrzyli się w tą samą stronę co ja, po czym Ligolis zapytał:
- Na co tak patrzysz?
Pokręciłem głową.
- Na nic.
Młodszy z braci przyglądał mi się przez chwilę badawczo, a następnie powiedział:
- To chodźmy.
Zaprowadzili mnie, po krętych schodach, do obszernej komnaty. Meble w niej były staroświeckie. Miała wielkie okno wychodzące na dziedziniec. Spojrzałem pytająco na Ligolisa.
- Będziesz tu mieszkał dopóki... - tu urwał, jakby zmieszany.
- Dopóki co?
- Musimy już iść, ale wkrótce cię odwiedzimy - Ligolis udał, że tego nie słyszał, co mnie bardzo zdziwiło.
Kiedy za braćmi zamknęły się drzwi, usłyszałem jeszcze urywek ich rozmowy.
- Jeszcze trochę i by się dowiedział przez ten twój niewyparzony język - wyrzucał bratu Haldir.
- No co? Nie moja wina...
Dalszej części rozmowy już nie usłyszałem. Usiadłem na wielkiej, bordowej i eleganckiej kanapie. Rozmyślałem nad tym co oni przede mną ukrywają. W końcu wstałem i podszedłem do okna. Na dole zobaczyłem Rossy. Rozejrzałem się, ale nigdzie nie zauważyłem Turuga. Postanowiłem więc zejść na dół. Przecież bracia nie zabronili mi stąd wychodzić, prawda? Zresztą miałem nadzieję, że chcą, żebym ciągle tu był, bo miałem ochotę zrobić coś wbrew ich woli. Taka potrzeba zrodziła się we mnie przez to, że coś przede mną ukrywają.
Wybiegłem z pokoju i zbiegłem po krętych schodach, aż mi się w głowie zakręciło. Wybiegłem, trochę jak pijany, na dziedziniec. Rozglądałem się na wszystkie strony, ale nie zobaczyłem Rossy. Za to zobaczyłem kogo innego...
Pewnie myślicie, że Turuga, ale się mylicie. To byli dwaj bliźniacy, którzy się o coś sprzeczali. Podszedłem do nich i zapytałem o co chodzi.
Natychmiast przerwali kłótnię i obaj stanęli jak wryci. Nastąpiła chwila ciszy. Zastanawiałem się co we mnie jest takiego dziwnego. Aż tu nagle obaj zaczęli tak wrzeszczeć, że aż mnie uszy rozbolały.
- Obcozamkowiec, obcozamkowiec! - przekrzykiwali siebie nawzajem.
- Przestańcie tak wrzeszczeć, niedołęgi - usłyszałem czyjś głos. - To, że ktoś nie jest stąd to wcale nie znaczy, że jest straszny.
Bliźniacy natychmiast się uspokoili. Spojrzałem w kierunku, z którego dobiegał głosu. Jego właścicielem okazał się młody chłopak mniej więcej w moim wieku. Miał blond włosy i jasną cerę.
- Przepraszam za nich - chłopak się uśmiechnął. - Wiecznie się kłócą i boją wszystkich nowych, którzy tu przyjeżdżają - wyjaśnił.
Bliźniacy spojrzeli na niego z wyrzutem.
- Wcale, że nie! - wykrzyknęli chórem.
Chłopak wcale się nie przejął tym aktem oburzenia. Powiedział tylko:
- To udowodnicie mi to przy następnym przypadku - potem zwrócił się do mnie i wyciągnął rękę. - Nazywam się Ozzy. A ty?
- Leo. Możesz mi powiedzieć co to za miejsce?
- Tak dokładnie to to jest zamek Whitemount.
- I ty na pewno w nim nie mieszkasz - wtrącił jeden z bliźniaków.
- A ty na pewno chcesz dostać ode mnie w łeb - skomentował Ozzy. To tamtego uciszyło.
- A gdzie leży ten zamek? - zapytałem.
Mój nowy kolega już otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
- Ozzy, a ty gdzie się znowu szwendasz? - zagrzmiał basowy głos tuż za moimi plecami. Aż drgnąłem. Obróciłem się i ujrzłem wysokiego, barczystego chłopaka, prawie mężczyznę. Był brunetem i miał piwne oczy.
- Wcale się nie szwendam - obruszył się Ozzy. Chłopak potrząsnął głową.
- Nie obchodzi mnie czy się szwendasz, tylko gdzie.
- A nie widać? - odparł z irytacją mój jasnowłosy kolega.
Chłopak uniósł jedną brew.
- Tylko mi nie mów, że byłeś tu przez cały czas.
Ozzy potrząsnął zrezygnowany głową.
- Brandon, daj spokój. Załamujesz mnie.
- Ja tylko chcę wiedzieć gdzie się szwendasz.
Ozzy już otworzył usta, żeby znów zaprotestować, ale pod ostrym spojrzeniem Brandona szybko zamknął usta. Zwrócił się natomiast do mnie.
- Poznaj mojego brata, Brandona.
Brunet wyciągnął do mnie rękę, a jego brat zwrócił się teraz do niego.
- To mój nowy kolega, Leo.
Uścisnąłem dłoń Brandonowi i od razu skrzywiłem się z bólu. Uścisk miał siłacza.
- Witam cię w naszym zamku, Leo - przywitał mnie. - A ty, szwendaczu, masz być za godzinę w domu - to było już do brata. Skończywszy to mówić odwrócił się na pięcie i poszedł.
Ozzy się skrzywił.
- Czasami mam wrażenie, że z nim nie wytrzymam - wyznał.
- Ile on w ogóle ma lat? - zapytałem.
- Jest o trzy lata starszy od Ozzy'ego - odpowiedział jeden z bliźniaków, co mi przypomniało o ich istnieniu.
Spojrzałem na niego.
- Och, tak? Dziękuję bardzo za odpowiedź - powiedziałem z irytacją, która mnie zdziwiła. - A może ktoś mi łaskawie powie ile lat ma Ozzy?
- Trzynaście - oznajmił sam blondyn.
- Okej. To teraz może ktoś mi powie jak oni się nazywają?
- Ach, no tak - wyszczerzył się Ozzy. - Poznaj Marka i Clarka - rzekł oficjalnie, wskazując wyciągniętą dłonią na bliźniaków. Tym razem oni się wyszczerzyli. Coś mi się wydawało, że oni się świetnie bawią.
- Witamy! - wykrzyknęli równocześnie.
- No, skoro mam jeszcze godzinę, to możesz poznać naszą paczkę - oznajmił brat Brandona.
- Taaak!! - wykrzyknęli chórem bliźniacy.
Uniosłem pytająco brwi.
- Zaraz zobaczysz - odpowiedział na moje nieme pytanie Ozzy. Poprowadził mnie wzdłuż dziedzińca. W połowie skręcił. Szliśmy teraz wąską uliczką, a bliźniacy podążali cicho za nami. Znowu w połowie, zatrzymał się i rozejrzał, jakby czegoś szukając. Po chwili podszedł jeszcze kawałek i otworzył drzwi po naszej lewej stronie. Za nimi znajdowało się małe, ciemne pomieszczenie. W środku zauważyłem rysy kilku postaci.
Ozzy zmrużył oczy.
- A lampy zapalić to nie łaska? - zapytał z irytacją. Stwierdziłem, że ta irytacja towarzyszy mi od połowy dzisiejszego dnia.
- Nie! - wykrzyknęły trzy osoby chórem. W ciemności zauważyłem, że się uśmiechnęły. Ozzy, mamrocząc coś pod nosem, podszedł do stolika, wziął z niego lampę naftową i ją zapalił. Potem się wyszczerzył.
- Szukałem was - tej wypowiedzi towarzyszył wybuch śmiechu. A ja nie miałem pojęcia, że w tej właśnie chwili, ktoś inny szukał mnie.
- Mark, Clark, zamknijcie, proszę, drzwi - poprosił blondyn. Bliźniacy posłusznie wykonali polecenie, po czym rozgościli się na podłodze obok tajemniczej (dla mnie) trójki.
Ozzy postawił lampę na stole i zwrócił się do mnie.
- Leo, poznaj, proszę, moich przyjaciół. To jest Oliver - Oliver był szczupłym chłopakiem o jasnej cerze, blond włosach i ciemnoniebieskich oczach. - To Allan - Allan był niskim i nieco pulchnym chłopakiem o ciemnych, rudych włosach i ciemnozielonych oczach. - A to Ross - Ross za to miał jasne, białe włosy i jasnoniebieskie oczy.
- Ross? - powtórzyłem. - Ross? To brzmi podobnie do Rose.
Ross zachichotał.
- Tak. Bo to prawie to samo imię. Ale musisz przyznać, że brzmi to co najmniej śmiesznie.
Skinąłem głową z uśmiechem.
- Ross ma siostrę o tym imieniu - Ozzy przechylił głowę. - Sądząc po twojej reakcji na jego imię, to pewnie już ją poznałeś.
Ponownie skinąłem głową z uśmiechem.
Brat Brandona zwrócił się teraz do trójki moich nowo poznanych znajomych.
- Poznajcie nowego członka naszej paczki, Leo!
Zszokowałem się. Natomiast reszta zaczęła wznosić okrzyki i wiwaty na moją cześć, jakby właśnie ukoronowano mnie na króla, i krzyczeć do mnie różne powitania. Kiedy to wszystko już ucichło zwróciłem się do Ozzy'ego.
- "Nowego członka naszej paczki"? - powtórzyłem. - Serio?
- Jasne - odpowiedział mi adresat. - Noo, chyba, że nie chcesz.
Od razu zacząłem zaprzeczać:
- Nie, nie, oczywiście, że nie! T-To znaczy tak! W sensie, że chcę! - plątałem się. - Po prostu się zdziwiłem. Dzięki.
Ozzy, już po raz kolejny tego dnia, się wyszczerzył, tym razem o mnie.
- Nie ma za co! Przyda nam się tu kolejny elf!
Subskrybuj:
Posty (Atom)