środa, 15 października 2014

O Galactik Football cz.1

Najmocniej przepraszam, że moje 'jutro' przerodziło się w 'prawie pół miesiąca potem'. Wiecie, szkoła te sprawy. Wyjazd do Włoch z rodziną w ten weekend. :D (później opowiem ;D)

Pewnie część z Was zauważyła nową zakładkę. Żartuję. Jeszcze jej nie zrobiłam. XD Ale informuję, że się pojawi. ;D
Już tłumaczę.
Zaczęłam pisać fanfik do serialu animowanego pt. "Galactik Football". Pewnie część z Was (jeśli nie większość :C) nie oglądała tego serialu, a jeśli nawet to możliwe, że Wam się nie spodobało. Chociaż mimo wszystko mam nadzieję, że ktoś oglądał i lubi. :D
A więc tak. Opiszę postacie, te główne, jak potem o jakiejś trzeba będzie powiedzieć lub Wy będziecie chcieli się czegoś o tej postaci dowiedzieć to napiszę. :D Gdy nie będziecie czegoś rozumieli - pytajcie - z wieeeeeeeeelką chęcią odpowiem. :D Jeśli ktoś chce obejrzeć od początku BEZ SPOILERÓW to nie radzę czytać. :D Bo niektóre fakty są, emmm, zaskakujące. :D
A, akcja dzieje się po pierwszym sezonie.
Do rzeczy:

D'jok - w sumie raczej główny bohater mojego fanfiku, gdyż ponieważ to moja ulubiona postać. XD Napastnik drużyny Snow Kids, gra z numerem 9, odkrył Oddech jako drugi. Wychowywany przez Maię - wróżbitkę. Jego matka zmarła po porodzie, w ktrakcie katastrofy na Akillianie. Pewny siebie, nieco zarozumiały, głęboko wierzy w swoje szczególne przeznaczenie. Jest najlepszym przyjacielem Micro Ice'a. W związku z Mei. <3 I, uwaga uwaga, dosyć duży spoiler: Jest synem przywódcy piratów Sonny'ego Blackbonesa.

Sonny Blackbones - przywódca piratów, najlepszy przyjaciel Corso. Dawniej był naukowcem o imieniu I'son, razem z profesorem Yarretem Labnorem (Clamp) stworzył Metafluxa. Wywołał (w pewnym sensie) epokę lodowcową na Akillianie. Ojciec D'joka.

Mei - obrończyni drużyny Snow Kids, gra z numerem 7. Jako szósta odkryła w sobie Oddech. Dziewczyna D'joka. Ma bardzo wpływową matkę. Na początku jest arogancka i próżna, lecz potem się zmienia.

Micro Ice - napastnik drużyny Snow Kids, gra z numerem 3. Ostatni odkrył w sobie Oddech. Najlepszy przyjaciel D'joka. Ma duże poczucie humoru i często robi z siebie błazna. Choć najmniejszy z drużyny, jest typem spryciarza i luzaka. Bywa zadziorny, przez co wydaje się być dziecinny.

Tia - pomocniczka drużyny Snow Kids, gra z numerem 4. Gdy przyszła na casting do drużyny już umiała używać Oddechu. Dziewczyna Rocketa. Córka małżeństwa ambasadorów Księżyca Obia. Początkowo nieśmiała, cicha i zamknięta w sobie, dopiero później się otwiera. Uwielbia filmować.

Rocket - kapitan drużyny Snow Kids, gra na pozycji pomocnika z numerem 5. Jako czwarty odkrył w sobie Oddech. Chłopak Tii. Początkowo jego ojciec (brat Aarcha), nie chciał się zgodzić, by jego syn grał w piłkę. Tia odnalazła jego matkę. Podczas pucharu miał 16 urodziny.

Thran - obrońca drużyny Snow Kids, gra z numerem 2. Jako trzeci odkrył w sobie Oddech. Brat Ahito, "naukowiec" drużyny. Odpowiedzialny za dobudzanie brata zawsze i wszędzie, również na boisku. Jest zafascynowany nowoczesną technologią, dzięki czemu odnajduje w Clampie bratnią duszę.

Ahito - bramkarz drużyny Snow Kids, gra z numerem 1. Odkrył w sobie Oddech jako piąty. Brat Thrana. Anemiczne i powolne zachowanie oraz umiejętność zasypiania w dowolnym miejscu, w dowolnym czasie i w absolutnie dowolnej pozycji odziedziczył po ojcu. Jego reakcje są wyjątkowo szybkie, dlatego też często odbija piłkę, lecz czasami nie jest w stanie jej złapać. Doskonały bramkarz, któremu niejednokrotnie udaje się obronić strzał przez sen. To on wymyślił drużynie nazwę "Snow Kids".

Aarch - trener drużyny Snow Kids, dawniej członek drużyny Akillians. Przyjaciel Clampa. Sympatyczny i uprzejmy, a jako trener stanowczy i zdecydowany.

Clamp - technik drużyny Snow Kids. Więcej o nim jest powiedziane przy Sonnym. :) Stworzył holotrenera. (maszynę (chyba) do treningu dla SK)

Dame Simbai - fizjoterapeutka drużyny Snow Kids. Jest wysłannikiem incognito Stowarzyszenia Fluxa. Mieszka na planecie Wamba.

Maia - przybrana matka D'Joka i wróżbitka. Początkowo nie chciała wyjawić D'Jokowi prawdy o jego matce.

Corso - przyjaciel Sonny'ego, a zarazem jego prawa ręka i zastępca, jest piratem. Wielokrotnie ratował życie lidera piratów, zawsze mu pomaga.

Artie - znajomy Micro-Ice'a, jest piratem. Zagorzale kibicuje Snow Kids. Micro-Ice to jego ulubiony zawodnik. Często mówi rzeczy, których nie powinien mówić. Wesoły, pogodny, walkę z Technoidem traktuje jak zabawę, ale gdy trzeba potrafi być poważny. Przyjaciel Bennetha. Jeden z najbardziej zaufanych ludzi Sonny'ego.

Benneth - pirat, przyjaciel Artiego. Jest raczej tajemniczą postacią, ale i doskonałym piratem. Gdyby nie on, Artie rozpowiedziałby wszystkie tajemnice piratów. Jeden z najbardziej zaufanych ludzi Sonny'ego.

Callie Mystic - wszechobecna reporterka wiadomości Arkadia Sport, przed którą nie może się ukryć żadna tajemnica. Komentuje mecze pucharu Galactik Football. Jako pierwsza odkrywa, że Aarch tworzy nową akilliańską drużynę. (w moim mniemaniu przyjaciółka Norka)

Nork Agnet - gospodarz i dziennikarz telewizji Arkadia Sport. Komentuje mecze pucharu Galactik Football. (w moim mniemaniu przyjaciel Callie)

Brim Simbra - przewodniczący Stowarzyszenia Fluxa.

Adim - prezes Ligi Galactik Football. Była kiedyś zawodniczką drużyny Akillians.

Stella - opiekunka Tii. Kocha Tię jak własną córkę.

Warren - kapitan drużyny Lightnings. Jest napastnikiem, gra z numerem 9. Idol D'Joka. W pierwszym sezonie najlepszy strzelec pucharu Galactik Football. Zawodnik przestrzegający zasad.

Snow Kids - reprezentacja planety Akillian, jako pierwsza w historii swojej planety awansowała do 1/8 finału, a także wygrała Puchar Galactik Football. Są debiutantami rozgrywek w 1 serii serialu. W skład drużyny wchodzą: Ahito(bramkarz), Mei i Thran(obrońcy), Tia(pomocnik), Rocket(pomocnik - kapitan), Micro-Ice i D'Jok(napastnicy). Początkowo także w drużynie grał Sinedd, który po meczu z Red Tigers odszedł do Shadowsów. Cała drużyna posiada fluxa - Oddech Akillian. Trenerem drużyny jest Aarch.

Flux - pokłady magicznej, potężnej energii charakterystycznej dla planety lub drużyny, która jest w każdym mieszkańcu danej planety. Energia jest na tyle niebezpieczna, iż musi podlegać stałej kontroli Stowarzyszenia Fluxa, które zezwala na jej nieograniczone użycie wyłącznie w meczach Pucharu Galactik Football. Każdy flux ma unikatowe i wyjątkowe cechy, a także różną barwę i poziom siły.

Technoid - najpotężniejsza firma w Galaktyce, produkująca różne maszyny i roboty, służące jako ułatwienie życia mieszkańców, a także w celach obronnych i strażniczych. Główny wróg Piratów. Prezesem Technoidu jest Książę Madox.

Stowarzyszenie Fluxa - organizacja powołana w celu zachowania pokoju w Galaktyce po wojnie fluxów. Odpowiada za to, aby żaden flux nie był używany poza meczami Pucharu. Przewodniczącym Stowarzyszenia jest Brim Simbra. Członkowie Stowarzyszenia pochodzą ze wszystkich planet.

Liga Galactik Football - odpowiedzialna za organizację Pucharu Galactik Football. Jej prezesem jest Adim. Wszystkie drużyny biorące udział w Pucharze są w niej zrzeszone.

Muszę kończyć, lekcje czekają. :D Wyjaśnię później. ^^

Do napisania! ;* <3

wtorek, 30 września 2014

Przepraszam

Przepraszam, że nie pisałam, ale sami rozumiecie... Szkoła i te sprawy... Obiecuję się poprawić. :) Jutro napiszę dokładniej co się działo u mnie. (oby jutro) Wybaczcie, że tak krótko. Informuję, że nie zaginęłam. :D

Do napisania moi kochani czytelnicy! <3

niedziela, 31 sierpnia 2014

Wróciłam z obozu

Hejka hej <3

W środę wróciłam z baaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo fajnego obozu tanecznego. <3 <3 Teraz jestem także w innej grupie: jestem w "Po prostu skład", ale jeśli będę się wystarczająco dużo starać zostanę przeniesiona do grupy "Szał". :D

Jutro już do szkoły. (tak, tak, jeszcze jutro) Nie powiem, że jestem bardzo nieszczęśliwa. Właściwie od powrotu już się niecierpliwiłam, aby zaczął się rok szkolny. Dlaczego? Chyba głównie z powodu Szału. :) Będę chodzić najczęściej jak mi na to pozwolą różne sprawy na treningi do mojej poprzedniej grupy "Rachu Ciachu". <3 Chcę już móc w końcu zacząć się starać, by zostać przeniesiona. :) I oczywiście chcę się zobaczyć z przyjaciółmi. <3 Także z tymi, którzy idą teraz do pierwszej klasy do mojego gimnazjum. :D

A Wy? Stęskniliście się za przyjaciółmi? Lub za szkołą?

Zaczęłam słuchać piosenek Eda Sheerana. ^^ Piękne są. <3 (wiem, wiem, wiadomo to było od dawna)

Na obozie musieliśmy grupami stworzyć spektakl taneczny. Temat brzmiał: "Po drugiej stronie". I każdy musiał sobie wymyślić ciąg dalszy. :) U nas było: "Po drugiej stronie życia".
Fabuła: Były sobie dwie przyjaciółki, które razem tańczył. Jedna zachorowała na raka i umarła. Anioły zaniosły ją do Nieba. Druga umarła z tęsknoty i dołączyła do pierwszej w Niebie.
Tak w wielkim skrócie. :)
Nagrodą miał być teledysk: promo szkoły. Wygrały dzieci i... my. :D (ogółem wszystkie spektakle był MEGA ŚWIETNE)
Niektórzy mówili, że mieli mokre oczy i dreszcze jak oglądali nasz spektakl. Aż łezka się w oku kręci słuchając takich opinii. ;')
Miałam fazę na oglądanie filmików z przeszłości i słuchania muzyki z jednego układu. XD Filmik to także głównie układy. XD

Będę kończyć. Do napisania niedługo. :) <3


Jedna z ukochanych. <3 Użyta w spektaklu. ^^ (nie oglądałam teledysku, tylko słuchałam)

"Give me love" <3 Ed Sheeran <3

czwartek, 14 sierpnia 2014

Zderzenie dwóch światów cz. 3

Hejka hej!

Błagam o wybaczenie. Miałam trochę spraw na głowie. :)

Kochane opowiadanko. <3 Moja część. :) Miłego czytania i niedługo znowu postaram się odezwać! :D

Legolas wstał. Był lekko zaspany dopóki nie zobaczył pająków. Jace może i był pogromcą kaczek, lecz to on - Legolas był specjalistą od pająków. Wyciągnął oba sztylety schowane na plecach i postąpił krok naprzód. Jace złapał go za ramię.
- Czekaj. Masz jakiś plan?
- Mój plan jest zawsze taki sam - odrzekł spokojnym głosem Legolas. - Atakuję.
Po tych słowach wyszedł z ukrycia. Pająki od razu rzuciły się na niego. Zaczął siekać sztyletami na wszystkie strony, a z każdym uderzeniem kolejna pokraka padała na ziemię. Legolas posuwał się coraz dalej od kryjówki, nawet nie obejrzawszy się na Jace'a. Wiedział, że kompan sobie poradzi.
   W pewnym momencie poczuł zmęczenie. Nie wiedział ile już tak walczył, jednak, gdy pozwolił sobie na chwilę dekoncentracji słono za to zapłacił.
   Legolas poczuł ostry ból w lewej kostce. Krzyknął. Zamgliło mu się przed oczami i padł na ziemię. Pająki natychmiast to wykorzystały. Rzuciły się na niego, przygniatając do ziemi. Jedna z bestii syknęła. Szczęki zaczęły się nieubłaganie przybliżać do ciała księcia.
   Przypomniały mu się chwile, gdy działo się coś podobnego. Lecz teraz nie ma Tauriel, która by go uratowała. Pomyślał o niej. Przypomniał sobie czasy, gdy była jeszcze mała i wkurzająca. Choć teraz nadal jest. Pomyślał o swoim ojcu Thranduilu - królu elfów. Fakt - był oziębły, lecz tylko nieliczni wiedzieli, że w jego wnętrzu kryło się ciepło, które okazywał synowi, gdy ten był jeszcze dzieckiem. Legolas wspomniał także straż królewską, w której znajdowali się między innymi Galion i Ridnil. Ci dwaj zawsze potrafili go rozśmieszyć. Z nimi wszystkimi najlepiej się dogadywał - to też dlatego ojciec mianował go na oficjalnego opiekuna straży.
   Nie. Nie mógł ich zawieść. Nie mógł pozwolić, by pokonały go pająki, z którymi niemal na co dzień mierzył się ramię w ramię z przyjaciółmi. Przecież był najlepszy. Był najlepszy w walce z tymi pokrakami. Nie mógł przegrać. Nie on.
   Legolas poczuł w sobie nagłą falę gniewu, tęsknoty, smutku i cierpienia. Lecz poczuł także - falę mocy. Wszystkie te uczucia wyzwoliły w nim energię, która zbierała się ze wszystkich zakątków jego ciała. Gdy osiągnęła punkt kulminacyjny, wyzwoliła się powodując uderzenie światła we wszystkie znajdujące się w pobliżu istoty. Moc odrzuciła je daleko od księcia, z którego nieprzerwanie wydobywały się pokłady nowej energii, niszczącej pająki. Po jakimś czasie wszystko się uspokoiło. Bestie zniknęły, nie było nawet ich ciał.
   Legolas poczuł zmęczenie. Zakręciło mu się w głowie, więc zamknął oczy, pozwalając by świat wokół niego wirował. Usłyszał kroki, które rozniosły się echem po jego czaszce. Jego ciało opadało z sił. Książę był cały ociężały i ledwie mógł oddychać. Nagle usłyszał swoje imię, lecz zarejestrował to w półśnie. Jednak ten kto wydobywał z siebie głos nie zrezygnował. Powtarzał w kółko jedno słowo, co chwila potrząsając ciałem elfa.
   - Legolas! Hej, Legolas ocknij się! No wstawaj! Wiem, że możesz! Legolas!
   Im dłużej to mówił tym bardziej słychać było w jego głosie desperacką nutę. Ze względu na to książę zdecydował się na mękę, jaką było otworzenie oczu. Zobaczył twarz Jace'a z wypisaną ulgą na twarzy.
   - Legolas.
   - Ja - wyszeptał z trudem elf.
   - Jak się czujesz księciuniu?
   - Wyśmienicie.
   Brew Jace'a powędrowała do góry.
   - Och, no jasne, wybacz, że pytam. Najwyraźniej jestem ślepy, bo to widać na pół pierwszego rzutu okiem.
   - Właśnie.
   Legolas zobaczył zdziwienie na twarzy kompana. O co mu chodziło? Nie potrafił sobie tego wyobrazić. I właśnie wtedy uświadomił sobie, że wypowiedział to słowo w sindarinie - języku Leśnych Elfów.
   - Ups - wyszeptał, po czym zamknął oczy. Miał nadzieję na spokój, jednak znów usłyszał głos nocnego łowcy:
   - Możesz wstać?
   - Chyba widać - książę cały czas mówił szeptem.
   - Czyli nie?
   - Spostrzegawczość.
   Ostatnie słowo wyczerpało siły strun głosowych Legolasa. Głos kompana docierał do niego jakby zza ściany, a Elf delektował się powstałą chwilowo ciszą. Czemu Jace nie da mu spokoju? Przecież widać, że jest chce odpocząć.
   Legolas otworzył oczy. Zamrugał i zobaczył nad sobą drewno. Potrzebował chwili, żeby się zorientować gdzie jest. Obrócił głowę i zobaczył Jace'a opartego o ścianę i czyszczącego nóż. Najwyraźniej poczuł na sobie spojrzenie, bo po chwili podniósł wzrok. Uśmiechnął się kpiąco.
   - O, śpiąca królewna wstała.
   - Nie wstała, tylko się obudziła, a to dwie różne rzeczy - książę odkrył, że ma więcej sił niż ostatnio. - Ile spałem?
   - Tylko dwa dni.
   - Co?!
   Jace się zaśmiał.
   - Żartuję, wyluzuj. Parę godzin.
   Legolas spiorunował go wzrokiem, co jeszcze bardziej go rozbawiło.
   W tym czasie elf podjął trudną próbę wstania. Ostrożnie podniósł się do pozycji siedzącej. Czekał na zawroty głowy, które na szczęście nie nastąpiły. Potem powoli wstał, rozkładając ręce dla złapania równowagi. Kątem oka widział, że Jace obserwuje go z kpiącym wyrazem twarzy. Nagle jego lewą kostkę przeszył ostry ból. Noga się pod nim ugięła, wskutek czego upadł na ziemię.
   - Legolas! - usłyszał okrzyk Jace'a.
   Poczuł, że kompan pomaga mu wstać, jednak ponownie upadł. Poleżał chwilę ciężko oddychając, wyczuwał obok siebie obecność nocnego łowcy. Podniósłszy się spojrzał na swoją kostkę. Zbladł. Okolice rany były... czarne. Wiedział co to znaczy. Wiedział aż nazbyt dobrze. Zerknął na Jace'a. Ten na szczęście nie wyglądał jakby wiedział na ile poważna jest ta rana. To dobrze.
   - Czemu to jest czarne? - zapytał blondyn.
   - Tak jakoś...
   Legolas poczuł na sobie uważne spojrzenie kompana, lecz je zignorował. Na powrót się położył i zamknąwszy oczy zapytał:
   - Mamy coś do jedzenia?
   - Jasne.
   Usłyszał jak Jace wstaje, grzebie w bagażu i wraca. Otworzył oczy i wziął od niego kanapkę z serem. Zaczął jeść. Rozmyślał o ranie. I o jej konsekwencjach.


   - Legolasie, jak się czujesz?
   - Znakomicie - mruknął półprzytomnie.
   - Legolasie to nie żarty, powiedz prawdę.
   - Przecież mówię.
   - Panie, może na razie go zostawić? Musi odpocząć.
   - Myślisz, że gdy trochę wypocznie, będzie bardziej rozmowny? - do konwersacji włączył się kolejny głos.
   - Jak dla mnie to nigdy nie jest zbyt rozmowny.
   - Jak nie, jak tak? On prawie cały czas gada. No, chyba, że ty zaczniesz coś mówić.
   - Ale zabawne.
   - No, i to jak.
   - Hahaha, ubaw po pachy.
   - Zgadzam się.
   Do rozmowy ciągle dołączały się nowe głosy, które nałożone na siebie tworzyły istną symfonię rozsadzającą głowę księcia. Jęknął, lecz był za słaby by się poruszyć.
   - Cicho! - pierwszy głos przebił się przez gwar, który natychmiastowo ucichł. - Wszyscy wyjść.
   - Ale...
   - Wyjść!
   Słychać było tupot wielu nóg, który po chwili zniknął.
   - Legolasie - książę usłyszał szept. - Synu... Jeśli będziesz czegoś potrzebował... poślij po mnie.
   Po tych słowach słychać było kroki i zamknięcie drzwi. "Wreszcie spokój" - pomyślał książę. Przewrócił się na bok, przykrył mocniej kocem i spróbował zasnąć. Niestety doskwierał mu ból w nodze.

   Nagle ocknął się. Zobaczył, że prawie nie tknął kanapki, lecz postanowił to zmienić. Starał się myśleć o czymś innym, więc skupił się na zawartości jedzenia. Nigdy nie jadł mięsa i Jace to wiedział. Dla nocnego łowcy było to nadzwyczaj dziwne, on prawie ciągle jej jadł. Na szczęście nauczył się, by nie robić tego przy Legolasie. Dla księcia było to okropne, żeby spożywać coś co kiedyś żyło. Elfy jeśli już jadły mięso, to mięso orków odkażone magicznie. Ale innego nigdy.
   - Hej, księcuniu - usłyszał głos Jace'a. - Niedobra czy jak?
   Legolas potrzebował chwili, by zorientować się, że chodzi mu o kanapkę i kolejnej, by zobaczyć, że zjadł ją do połowy i znowu zostawił.
   - Dobra, dobra. Zamyśliłem się - odpowiedział, po czym ugryzł kęs.
  Znowu zaczął rozmyślać. Gdy skończył jeść, napił się wody. Nagle zaczął odczuwać zmęczenie, więc postanowił się zdrzemnąć. Ułożył się z powrotem, zamknął oczy i zasnął.

***

   - Legolas! Hej, Legolas, ocknij się!
   Książę otworzył oczy i niewidzącym wzrokiem spojrzał na przyjaciela.
   - Dasz mi się wyspać? Jestem zmęczony - mruknął.
   - Legolas, spałeś trzy dni.
   Elf zbladł.
   - T-Trzy?
   Jace pokiwał głową.
   - B-Byłem zmęczony. Już mi lepiej - Legolas chciał wstać, lecz przyjaciel go powstrzymał.
   - Spokojnie księciuniu. Jesteś pewien, że możesz wstać?
   - Oczywiście.
   Tym razem nocny łowca nie protestował. Zaczęli się zbierać. Jace zaproponował kompanowi kanapkę, lecz ten odmówił. Skończywszy przygotowania wyszli na zewnątrz, Legolas pierwszy, a nocny łowca za nim. Szli po długiej i grubej gałęzi. Nagle elfowi zakręciło się w głowie, zachwiał się i... spadł.

I jak? mam nadzieję, że się podoba. :)

Do napisania! <3

wtorek, 29 lipca 2014

Teaser trailer!!!

Heeeeejka!

To będzie (teoretycznie) bardzo krótki post. :D Więc kto jeszcze nie czytał może poczytać poprzedni. ^^

https://www.youtube.com/watch?v=gpTEdwgoph4

OH YEAH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! TEASER TRAILER IS HERE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

O mamciu, ale jestem szczęśliwa. ^^ Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej!!!!!!!!! <3 <3 <3 <3 <3

UWAGA zdjęcia to spoilery. :)


Smaug atakujący Miasto na jeziorze:


Gandalf i Bard (chyba podczas bitwy)



Gandalf i Thranduil (chyba przed bitwa [a może po?])



Gandalf na tle wojsk elfów



Tauriel (chyba podczas bitwy)



Kolejny plakat. <3



Bard i wojska elfów, które się przed nim rozstąpiły



Bard przed wojskami elfów



Legolas (prawdopodobnie) podczas rozmowy z Bardem



Galadriela przy Gandlafie zapewne w Dol Guldur



Wojska elfów



Thranduil (chyba) podczas bitwy



Bard



Bard (chyba) idzie przez wojska elfów



Thorin oraz Kili w Ereborze (Hihi, mina Kiliego. <3)



Tauriel oraz Legolas (kocham, kocham, kocham. <3 <3 *.*)



Tauriel oraz Legolas zapewne w jakimś obozie, a w tle dymiące Miasto na jeziorze



Bilbo w Ereborze



Bard podczas bitwy



Thranduil zapewne po bitwie



Krasnoludy i Bilbo (raczej przed bitwą)



Ludzie, a w tle dymiące Miasto na jeziorze



Armia Saurona



Bilbo, a w tle Balin, (chyba) Dori i wydaje mi się, że Tauriel



Bard z rodziną (na tle Mrocznej Puszczy!)



Zdjęcie bardzo stare. :D Sprzed chyba ponad dwóch lat. :D



Oraz moja kochana trójeczka na Comic-Conie <3 <3 <3
(od lewej: Orlando Bloom, Evangeline Lily, Luke Evans)

Ups coś mało krótki ten post, zdjęcia go wydłużyły. XD No, nieważne. :D

Do napisania! <3

P.S. Dziękuję Moire i wzajemnie. :D Dziękuję Fobos. :D

niedziela, 27 lipca 2014

Turcja cz.1 + mój blog ma już dwa lata ^^

Hejka!

DZIŚ SĄ 2. URODZINY MOJEGO BLOGA.

Dziękuję wszystkim wiernym czytelnikom zwłaszcza Fobosowi oraz Natalii (Moire) [mimo, że przez ostatnich parę miesięcy Cię nie było to patrzę na przestrzeni roku :)]. Dziękuję wszystkim, którzy komentowaniem zachęcali mnie do dalszej działalności. I przepraszam najmocniej wszystkich za przerwę, która nastąpiła tylko i wyłącznie z mojej winy. Obiecuję poprawę. (mam nadzieję, że dobrze zaczęłam :]) Dziękuję także wszystkim, którzy czytali i im się podobało. Jako prezent niedługo wstawię wyjątkowego posta. :D

Wszystkiego najlepszego z okazji 2. urodzin mojego bloga! <3

Happy birthday  Alex :D we love u <3

Nie wiem czy pisałam, ale jeszcze w czerwcu byłam na wakacjach w Turcji. :D Było świetnie! Stambuł jest ooooooogromny. Płynęliśmy statkiem po Bosforze (wtedy najlepiej było widać ogrom Stambułu), byliśmy w Hagii Sofii (tak to się pisze?) i Błekitnym Meczecie, zwiedziliśmy Turcję w miniaturze, byliśmy w Azji (Stambuł leży po obu stronach Bosforu - europejskiej i azjatyckiej), poszliśmy do restauracji na szczycie hotelu (nie był bardzo wysoki, ale widok i tak piękny) i do chyba też restauracji, ale ze specjałami w postaci różnych słodyczy. :D Było cudownie. Mieszkaliśmy w hotelu w kamienicy, gdzie, żeby dojść na taką fajną ulicę trzeba było iść pod stromą górę (przynajmniej można było poćwiczyć mięśnie nóg XD). Było nas tam w sumie 12 osób.

Turcja to kraj, gdzie jest dużo kotów i meczetów. :D Nie chciałabym mieszkać obok meczetu. Parę razy dziennie intonowane są z minaretów (wieżyczek obok meczetu) chyba jakieś modlitwy i nawet jak się jest stosunkowo daleko od źródła dźwięku i tak słychać to dosyć głośno. XD Byliśmy na osławionym tureckim bazarze, na którym prawie nic nie można kupić bez targowania. Moi rodzice, mój brat i ja kupiliśmy chusty. Moja mama i ja kobiece, a dla chłopaków pan dał męskie (wiem, że to oczywiste, ale jakoś bez tego dziwnie by to wyglądało). Chyba są z kaszmiru. I są takie mięciutkie. *.* Mojej mamie i mnie przydały się potem do meczetów. :D W meczetach kobiety muszą mieć długie spódnicę i zakryte ramiona oraz głowę, a mężczyźni długie spodnie i koszulki z rękawami (nawet krótkimi). Nie dotyczy to Hagii Sofii, bo to jest bardziej muzeum. :D

A oto kot w Hagii Sofii. :D Wszyscy go fotografowali, niektórzy nawet siebie z nim. XD
Wnętrze Hagii Sofii (robione z góry)


To są jedyne trzy Kościoły, które widzieliśmy we Stambule (od góry: Kościół rzymskokatolicki pw. św. Antoniego, Kościół greckokatolicki oraz Kościół, do którego nie znaleźliśmy wejścia XD [nie wiem jaki])
Turcja w miniaturze. Były tam linie lotnicze "Miniaturk airlines". Ciekawe czemu na prawdziwym lotnisku takich nie było. :D (miniaturk - tak się nazywała Turcja w miniaturze :]) Było tam także kino 5D - lot helikopterem nad Stambułem lub cała Turcją lub i to i to. Mój brat i ja oczywiście wzięliśmy oba. :D
Dalej Turcja w miniaturze.
To jest krzyż. Na żywo wygląda jeszcze lepiej. :D Przed Kościołem św. Antoniego.


Wieża Galata (czyli Galata Tower) w różnych ujęciach i o innej porze dnia (od góry: w dzień z dołu, o zachodzie z restauracji [tej na hotelu], po zachodzie [chyba nie można jeszcze powiedzieć, że to była noc] z restauracji)

Więcej w następnych poście o Turcji. :D

Mam nadzieję, że się spodobało.

Do napisania! <3

P.S. Oh yeah! Jest oficjalny plakat! Śliiiczny. <3 *.*


P.P.S. Mój blog ma dwa lata. ^^ Jej! *.* <3

piątek, 11 lipca 2014

Oksa Pollock: Ostatnia Nadzieja

Hejka hej! <3

Fobos: Tak, inspirowałam się runami pana Tolkiena. :D I nie, nie jadę na Zlot. A Ty? :)

Teraz przeczytacie jedną z niewielu pochlebnych opinii o tej książce... Jeśli ktoś takową znajdzie niech mnie powiadomi, z chęcią przeczytam. :)

Najpierw treść:

Oksa Pollock jest trzynastoletnią dziewczyną, która wraz z rodziną (ojcem Pavlem, matką Marią i babcią Dragomirą) oraz przyjaciółmi Bellangerami (Joanną, Piotrem i ich synem, który jest równocześnie najlepszym przyjacielem Oksy - Gusem) przeprowadza się do Londynu, gdzie zaczyna naukę w St Proximus College - francuskim koledżu (nie wiem czy to naprawdę powinno się spolszczyć [dobrze napisałam?], ale w książce tak jest). Oksa do pewnego wieczora myśli, że jest zwykła nastolatką, lecz szybko to przekonanie z niej ulatuje... Dziewczynka odkrywa, że umie strzelać kulami ognia, lewitować oraz przesuwać przedmioty jedynie za pomocą woli! W krótkim czasie jej świat wywraca się do góry nogami. Całe szczęście, że ma Gusa! W szkole poznają nowym przyjaciół - Merlina i Zeldę. Jednak nie jest łatwo. Oksa musi połączyć życie magicznej dziewczyny i zwykłej uczennicy. Na pewno nie pomaga jej w tym surowy nauczyciel - profesor McGraw, który jest jednocześnie jej wychowawcą. Odkąd na brzuchu Oksy pojawiło się tajemnicze znamię, dziewczynka uczy się panować nad swoimi mocami. Pewnego wieczoru, gdy podsłuchuje rozmowę babci z przyjaciółmi, na którą potem zostaje zaproszona, dowiaduje się wszystkiego. Babcia wyjaśnia jej kim naprawdę jest - przyszłą władczynią magicznego świata Edefii! To właśnie tam biorą początek jej korzenie. Tamtego wieczora obecni są niektórzy Ci-Którzy-Uszli, jak nazwali siebie "uciekinierzy" z Edefii. Oksa z radością wita swojego wuja Leomida oraz Abakuma - przyjaciela rodziny. Poznaje również mrocznego Tugduala.

Okej dość się napisałam o tym - wybaczcie, że to takie chaotyczne.

Postacie:

Główna bohaterka, trzeba przyznać, nie jest uosobieniem wszystkich cnót. Jest bardzo porywcza i bez Gusa wpakowałaby się w niezłe kłopoty, a i z nim czasem się jej udaje. Czasem nie panuje nad sobą, zwłaszcza jeśli chodzi o jej magiczne moce.

"Zaślepiona frustracją, nie zastanawiała się dłużej i popatrzyła prosto przed siebie, wytężając uwagę. Wszystkie sztućce uniosły się nad stołem i zawirowały. (...) Trzej mężczyźni w panicznym pośpiechu  ponownie ułożyli noże i widelce obok talerzy, zanim Maria wróciła na swoje miejsce."

Kocham ten moment i kompletnie nie wiem czemu. :D <3

Najbardziej spodobały mi się jednak postacie Leomida i Abakuma. Nie potrafię dokładnie wyjaśnić dlaczego. Chociaż Abakum, jak potem zauważyła Oksa, to postać budząca zaufanie, która czuwa nad innymi najczęściej jak tylko może. (przynajmniej takie odniosłam wrażenie)

No i oczywiście stworzenia. Oczarowały mnie swoją barwnością, każde stworzenie i roślina były wyjątkowe, miały określony charakter. Pokochałam Bzikuski - wierne i całkowicie oddane sługi, Deficytki - zabawne, wolno myślące stworzenia, Getoryksy - mające porywczy charakter stworzenia z bujną czupryną oraz inne magiczne stworzenia. Z roślin najsłynniejsze są goranov - nadwrażliwe, ale jakże przydatne!

Styl pisania:

Zacznę od tego co chyba najbardziej nie odpowiadało innym. Wypowiedzi typu "co za look" lub "Yes", gdy Oksie udało się rozpalić w kominku błednognikiem są na swoim miejscu moim zdaniem. Zważywszy na parę rzeczy: oryginał jest pisany po francusku, a główna bohaterka właśnie stamtąd się przeprowadziła do Londynu (Anglia). Tak więc wszyscy mówią po francusku mimo, że mieszkają w Anglii. A więc używają angielskich słówek ot tak. Zresztą są one pochyłym drukiem pisane (jak w moich przykładach) co ma je odznaczać na tle reszty tekstu.

Ogółem początkowo styl mi się nie podobał, jednak w krótkim czasie się przyzwyczaiłam. Jest to książka pisana młodzieżowym językiem, a rozmawiają głównie nastolatkowie i tylko oni używają wypowiedzeń typu "Jahaaa".


Ogółem mówiąc: podobała mi się ta książka, jestem na trzeciej części, a nadal mi się podoba. Pierwsza część ma 640 stron i akcja późno się rozpoczyna, jednak początek to wprowadzenie do tego całego świata. (moim zdaniem) W następnych częściach jest więcej akcji. :D

Nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę. :)

Moja ocena: między 7,5, a 8/10