środa, 18 maja 2016

Moje 17. urodziny ^^

Witajcie ludki! :D
Dziś moje 17. urodziny! ^^
A oto prezent dla Was z ich okazji! :D
Kocham Was za wszystko i dziękuję, że jesteście! <333

                                               Elf 19


Następnego dnia spałem do południa. Zresztą i tak ciężko mi było zwlec się z łóżka, gdy już się obudziłem. Wiedziałem jednak, że Ozzy czeka na dokładną relację wczorajszego dnia, więc, z wielką niechęcią, wstałem. Gdy schodziłem na dół, zauważyłem, że w zamku panuje niespotykany zbyt często spokój. Zaśmiałem się. Pewnie wszyscy śpią.
Poszedłem do bazy, lecz ku mojemu wielkiemu zdumieniu, nie było tam nikogo. Zdziwiony wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej szukać Ozzy’ego. Po drodze natknąłem się na Suzuki.
- Witaj Leo! – przywitała mnie z ogromnym bananem na twarzy. – Jak było na balu?
Nie wnikałem skąd o tym wie.
Uśmiechnąłem się.
- Świetnie.
Suz westchnęła.
- Też bym chciała kiedyś pójść.
Uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Szukasz kogoś? – spytała.
Kiwnąłem głową.
- Ozzy’ego. Widziałaś go?
- Ostatnio był w oberży, ale już go tam nie ma. Ale sprawdź na małym placu, to ten niedaleko oberży, paręnaście kroków od tego dużego łuku.
- Okej. Dzięki wielkie Suz!
Uśmiechnęła się w odpowiedzi i już zaraz jej nie było, a ja ruszyłem na dalsze poszukiwania Ozzy’ego. Gdy byłem przy oberży, spotkałem spieszącego się gdzieś Olivera.
- Hej, Oliver, widziałeś może Ozzy’ego? – zawołałem.
- Jest na małym placu! – usłyszałem w odpowiedzi.
- Dzięki! – zdążyłem krzyknąć, zanim Oliver całkowicie zniknął mi z oczu.
Gdy w końcu dotarłem na mały plac, Ozzy rzeczywiście tam był. Pomachałem do niego, a on niemal od razu mnie zauważył i podbiegł do mnie.
- No opowiadaj!
Westchnąłem, lecz opowiedziałem przyjacielowi szczegółowo wydarzenia wczorajszego dnia (pomijając tylko wizję Ligolisa). Ozzy był uważnym słuchaczem. Gdy skończyłem, skomentował tylko:
- Wow.
Zaśmiałem się. Rozmawialiśmy trochę, aż Ozzy oświadczył, że musi już iść, bo inaczej rodzice go zabiją. Zdecydowanie w to uwierzyłem.
Pożegnaliśmy się i rozeszliśmy. Idąc, zobaczyłem inne wejście do zamku, niż to, które znałem. Stwierdziłem, że skoro prowadzi do tego samego zamku to i dojdę nim do swojej komnaty. Gdy wszedłem, nie rozpoznałem miejsca, w którym się znalazłem, lecz stwierdziłem, że na logikę powinienem skierować się w prawo. Tak też zrobiłem. Gdy jednak po wejściu schodami, a potem zejściu kolejnymi droga w prawo mi się skończyła, musiałem pójść w nieco inną stronę. Mijałem mnóstwo drzwi, na ścianach wszędzie wisiały obrazy, a na podłogach rozciągały się wzorzyste dywany. Po korytarzach chodziła tylko służba. Stwierdziłem, że chyba idę w zupełnie inną stronę niż powinienem. Przystanąłem i rozejrzałem się. Ta, zgubiłem się. Ruszyłem do przodu i wszedłem po kręconych schodach na następne piętro. Idąc, podziwiałem piękno wystroju oraz wielkość tego zamku. Miałem wrażenie jakbym znalazł się w nieskończonej przestrzeni. Dopiero teraz zrozumiałem jaki ten zamek jest potężny we wszystkich aspektach tego słowa. W swym zachwycie jednak zaszedłem, gdzieś gdzie chyba nie powinienem był się znaleźć. Wygląd zamku zmienił się na bardziej surowszy, a wokół nie było żywej duszy, nawet służba gdzieś zniknęła. Powoli szedłem dalej, rozglądając się niepewnie. Gdy przede mną były tylko schody w dół, usłyszałem za sobą głos:
- Stój.
Potwornie się wystraszyłem, a gdy się obróciłem, ujrzałem strażnika, przyglądającego mi się podejrzliwie. Ponownie się wystraszyłem.
- Co tu robisz? – spytał szorstko.
- Z-Zgubiłem się, proszę pana – wyjąkałem.
- Akurat tutaj?
Pokiwałem głową, lecz słowa uwięzły mi w gardle. Przełknąłem ślinę. Strażnik już otworzył usta, by coś powiedzieć, lecz zanim to zrobił, za nim rozległ się głos.
- Spokojnie.
Gdy strażnik się obrócił, przesunął się trochę, więc mogłem zobaczyć Ligolisa stojącego przed nim. Przyjrzałem mu się. Nie okazywał żadnych oznak zmęczenia, a na pewno został na balu o wiele dłużej niż ja.
- Możesz go zostawić. Pójdzie ze mną - rzekł książę.
Strażnik przyglądał mu się przez chwilę.
- Jesteś pewien, panie?
- Tak. Możesz go puścić - głos Ligolisa był spokojny, acz stanowczy.
Strażnik w końcu uległ i ręką pokazał mi, bym dołączył do księcia. Nie trzeba było mi tego dwa razy powtarzać. Już po chwili oddaliliśmy się na tyle, by strażnik nie mógł nas usłyszeć.
- Co ty tam robiłeś Leo? Masz pojęcie jak daleko jesteś od swojej komnaty?
- Nie, nie mam pojęcia, bo w ogóle nie mam pojęcia gdzie jestem – burknąłem.
Ligolis spojrzał na mnie z ukosa i zaśmiał się.
- Jakim cudem? – zapytał rozbawiony.
- To było tak: spotkałem się z Ozzy’ym i sobie gadaliśmy i potem się rozeszliśmy i ja tak sobie idę, idę i nagle patrzę: o! Wejście do zamku! Wejdę nim sobie, skoro to wejście do zamku, to wystarczy pójść w prawo i trafię do swojej komnaty. I tak sobie idę, idę i nagle: o! Droga mi się skończyła. Ups, idę w drugą stronę. I tak sobie idę, idę, podziwiam zamek, a nagle patrzę: o, surowiej. Chyba nie powinienem tu być. O jakieś schody w dół. I nagle słyszę: stój. I jakżem ja się wystraszył - mówiąc to wszystko, mocno gestykulowałem, co w połączeniu sprawiło, iż Ligolis o mały włos się nie udusił, próbując się nie roześmiać. Spiorunowałem go wzrokiem. – To nie jest takie śmieszne, jak ci się wydaje. Zwłaszcza jeśli masz wrażenie, że jakiś strażnik cię zaraz zje, a nawet nie wiesz za co.
Ligolis parsknął śmiechem.
- A tak właściwie, jakim cudem nie jesteś ani trochę zmęczony? Ja przespałem pół dnia i ledwo się trzymam na nogach.
Książę wyszczerzył się.
- Magia.
- Pff. Pewnie poprosiłeś swojego ojca, żeby cię uleczył z worów pod oczami.
Ligolis zaczął się śmiać.
- Zdemaskowałeś mnie.
W tym momencie poczułem ostre ukłucie w brzuchu. Zgiąłem się w pół i upadłem na kolano. Zrobiło mi się niedobrze, lecz już po chwili wszystko minęło. Wstałem chwiejnie, nie rozumiejąc co się stało. Ligolis, który zdążył już podejść trochę do przodu, obrócił się w moją stronę.
- Leo? Wszystko w porządku?
- T-Tak. Jestem tylko trochę zmęczony.
- To może się zdrzemnij, co? – zaproponował mój przyjaciel.
- Dobry pomysł – uśmiechnąłem się do niego blado.
Pożegnałem go i podziękowałem za odprowadzenie, a następnie wszedłem do komnaty. Od razu położyłem się na łóżku i zacząłem zastanawiać, co się właściwie stało. Może to ze zmęczenia? Albo za dużo wczoraj zjadłem? Tak, to na pewno to. Postanowiłem więc się tym nie przejmować.
- Następnym razem nie będę tyle jadł – mruknąłem i zaraz potem usnąłem.
***
- Odchyl się do tyłu, baranie jeden!
Spojrzałem krzywo na mojego nauczyciela.
- To powtórzenie. Wystarczy powiedzieć „odchyl się”. Wyjdzie na to samo, a będzie poprawnie.
- To było dla podkreślenia. Taka funkcja stylistyczna.
Prychnąłem, lecz posłuchałem się polecenia. Akurat miałem lekcję jazdy konnej na małym placyku, niedaleko stajni. Kiedy Ligolis był ranny miałem lekcje razem z Ozzy’ym, a gdy książę wyzdrowiał mój poprzedni plan zajęć powrócił. Teraz już od godziny cierpiałem katusze, gdyż Ligolis kazał mi wykonywać różne bolesne ćwiczenia.
- Jeszcze trochę Leo. Laudil też jest już zmęczony.
- Więc po co nas obu tak męczysz?
- Ciii. Rób ćwiczenia.
Westchnąłem cicho, lecz się posłuchałem. Jeszcze tylko pół godziny.
Po skończonej jeździe powlokłem się do bazy. Opadłem na leżące na ziemi poduszki.
- Witaj Leo.
Podniosłem wzrok na Emily, która mnie powitała. Uśmiechnąłem się blado.
- Słyszałeś kiedyś o Firewood? – to pytanie zadał Ross. Spojrzałem na niego, a potem powiodłem wzrokiem po reszcie. Wszyscy mieli jakieś dziwne miny. Skrzywiłem się. Coś się kroiło.
- Nie. A co? – odpowiedziałem.
- A bo widzisz – przejął pałeczkę Oliver. – To jest takie niebezpieczne miejsce. Znaczy, tak się mówi. Całe płonie. I podobno są tam także płonące istoty. – jego oczy błyszczały.
- No i co?
- Nie sądzisz, że ciekawie byłoby takie miejsce odwiedzić?
Popatrzyłem po twarzach zebranych.
- Chcecie tam pójść, prawda?
Wszyscy pokiwali z zapałem głowami.
- Oczywiście! – wykrzyknęła Rose. – To przecież musi być takie fascynujące miejsce!
Skrzywiłem się. Płonące potwory nie kojarzyły mi się z niczym dobrym.
- A gdzie to jest?
- Jakiś dzień drogi stąd.
- Cały dzień?! I jak wy niby zamierzacie tam dotrzeć? A wasi rodzice?
- Nie martw się Leo. Poradzimy sobie – Ross mrugnął do mnie.
Zwróciłem się do Ozzy’ego.
- A twoi rodzice? I twoje lekcje?
Mój przyjaciel uśmiechnął się.
- Moi rodzice wyjechali na parę dni, a z lekcjami sobie poradzę. Nie martw się o to. Pojedziesz z nami?
Przez dłuższą chwilę rozważałem wszystkie za i przeciw. Następnie pokręciłem głową.
- Niestety nie mogę. Może i wy macie inaczej, ale w moim przypadku się zorientują, że mnie nie ma, to pewne. Naprawdę, bardzo bym chciał, ale sami wiecie…
Wszyscy wyglądali na rozczarowanych.
- Nie martw się Leo, rozumiemy cię – odezwał się Ozzy. – Tylko nie wsyp nas.
Uśmiechnąłem się.
- Jasne, że nie.
Następnie wróciłem do swojej komnaty, by nie zawadzać paczce w przygotowaniach. Wyruszali następnego ranka. Jeszcze tego samego dnia po południu spotkałem się z Ozzy’ym, który opowiedział mi o ich planowanej wyprawie oraz o samym Firewood.
- Brzmi ciekawie – westchnąłem. – Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał z wami pojechać. Ale ja niestety nie mogę tak ryzykować.
- Nie martw się Leo. Na twoim miejscu też bym pewnie nie pojechał – pocieszał mnie Ozzy. – Nie chciałbym mieć później do czynienia z całą rodziną królewską.
Uśmiechnąłem się blado.
- Dzięki Ozzy.
Przyjaciel poklepał mnie po ramieniu, po czym oświadczył, że musi już iść.
Gdy wchodziłem po schodach nagle poczułem ostry ból w prawej łydce. Upadłem na kolano i chwyciłem się za nogę. Trwało to dosłownie kilka sekund, po czym ból zniknął równie szybko jak się pojawił. Niepewnie wstałem. Wczoraj przydarzyło mi się coś podobnego, co mnie dość zaniepokoiło. Potrząsnąłem głową, odpędzając od siebie te myśli i wróciłem do komnaty.
***
Z emocji nie mogłem spać i obudziłem się jeszcze przed wschodem słońca. Wtedy wyskoczyłem z łóżka i podbiegłem do okna. Po jakimś czasie zobaczyłem ich. Właśnie wychodzili z dziedzińca w boczne uliczki. Patrzyłem za nimi, aż nie zniknęli mi z oczu. Następnie westchnąłem. Zapowiadał się ciężki dzień.
Zostało jeszcze dużo czasu do świtu, więc po prostu leżałem na łóżku z rękami pod głową i wpatrywałem się w sufit. Naprawdę żałowałem, że nie mogłem jechać z nimi. Czułem się teraz jak jakiś przygłup, że tak się wymigałem. Ale Ozzy miał rację – ja miałbym na głowie rodzinę królewską, gdybym nagle zniknął. Nie zasnąłem już, lecz gdy tylko zrobiło się w miarę jasno, wyszedłem z komnaty i skierowałem się w stronę donżonu. Po paru minutach byłem na miejscu. Wszedłem bez pukania. Ligolis podniósł na mnie wzrok.
- Co tak wcześnie?
- Mógłbym was spytać o to samo.
- Tyle że u nas to normalne.
Wzruszyłem ramionami.
- Nie mogłem spać.
Bracia wymienili spojrzenia.
- Wszystko w porządku? – spytał Haldir.
- Jasne.
Usiadłem na podłodze i obserwowałem Ligolisa, który po raz kolejny siedział przy biurku i coś pisał. Jego brat natomiast znajdował się nieopodal na fotelu z książką w ręku. Obserwowałem uważnie młodszego księcia.
- Co robisz? – spytałem.
Ligolis podniósł na mnie wzrok.
- Piszę raport.
- Tak wcześnie?
Młodszy książę wzruszył ramionami.
- Kiedyś muszę.
Przez parę minut panowała cisza.
- Słyszeliście o Firewood?
Bracia spojrzeli na mnie jednocześnie.
- Oczywiście, że słyszeliśmy – odpowiedział Haldir. – Bardziej ciekawi nas skąd ty o nim wiesz.
- Znajomi mi powiedzieli. Co to właściwie za miejsce?
Starszy książę westchnął.
- Nie wiem, co ci powiedzieli Leo, ale to wcale nie jest tak fajne miejsce, jak wszyscy mówią. Po mieście rozprzestrzeniły się plotki, że warto tam pojechać, bo jest to płonący las i żyją tam płonące istoty. Tylko nikt nie wspomina, że te istoty to potwory! Tylko czekają na przejezdnych. Właściwie, gdy tam jesteś masz wrażenie, że wszystko próbuje cię zabić.
- Z-Zabić?
- No, może zbyt mocno się wyraziłem. W każdym razie wszystko próbuje zrobić ci krzywdę. Tam naprawdę nie jest tak sielankowo jak to ludzie opisują. Nie wiem skąd wziął im się ten opis.
- A wy tam byliście? – spytałem. Z każdą chwilą robiło mi się coraz słabiej.
- Tak. Nawet parę razy. Za pierwszym razem ledwo uszliśmy z życiem, bo nie spodziewaliśmy się tego co zastaliśmy.
- Straszysz go – wtrącił Ligolis, który zauważył, że już jestem blady jak ściana.
Haldir zreflektował się i zrobił skruszoną minę.
- Wybacz Leo.
Uśmiechnąłem się blado.
Ręce mi drżały, ale starałem się to ukryć. Jeśli to co mówił Haldir było prawdą, paczka miała poważne kłopoty. „Za pierwszym razem ledwo uszliśmy z życiem, bo nie spodziewaliśmy się tego co zastaliśmy.” Ozzy i reszta również się niczego takiego nie spodziewali. Czy stanie im się coś złego? A może powinienem powiedzieć braciom? Nie, obiecałem przecież paczce, że ich nie wsypię.

Lucas pomóż!
Niby jak? Mam te same rozterki co ty.
Powinienem im powiedzieć?
Szczerze? Jeśli chcesz uratować życie paczce to raczej powinieneś. Zważ, że Haldir wie, co mówi.
A co jeśli on się myli?
Komu bardziej ufasz, Haldirowi czy jakimś wieśniakom, którzy przekazali paczce informacje o Firewood?
Oczywiście, że Haldirowi.
A więc paczka ma poważne kłopoty.
Ale jeśli im powiem, wyjdę na kabla.
A jeśli nie powiesz, to paczka z tego nie wyjdzie, więc decydujże się wreszcie!
Dobra.

- Ej, słuchajcie – odezwałem się niepewnie. Bracia spojrzeli na mnie. – Bo… widzicie… tak się składa że… - zamilkłem.
- Tak Leo? Chcesz nam coś powiedzieć – spytał Ligolis.
„Nie – pomyślałem. – Wcale nie chcę.”
- Bo a propos tego Firewood… to… no… tak jakby… jakby wam to powiedzieć… paczka tam poszła.
Przez chwilę panowała cisza, po czym bracia zerwali się z miejsc.
- Co?! – wykrzyknęli jednocześnie.
Spuściłem głowę.
- Dziś rano poszli do Firewood – mruknąłem.
Haldir spojrzał przez okno.
- Teraz jest rano.
- Wyruszyli przed świtem.
Bracia patrzyli na mnie z lekka oszołomieni.
- Ozzy nie jest chory, prawda? – spytał starszy z nich.
Spojrzałem na niego i pokręciłem głową.
- A powiedział ci, że jest? – zdziwił się Ligolis. Jego brat kiwnął głową. – Sprytne. – następnie zwrócił się do mnie. – Powiedz nam co wiesz.
Niechętnie wyznałem braciom to co uznałem, że jest im potrzebne , by mogli pomóc paczce. Następnie synowie królewscy poczęli się zbierać.
Czułem się okropnie z tym co zrobiłem. Ligolis chyba to zauważył, bo jego twarz złagodniała.
- Ratujesz im życie Leo.
Spojrzałem na niego spode łba.
- Może i – mruknąłem.
Ligolis postanowił mnie zostawić w spokoju i nic już nie powiedział, tylko wstał od biurka. Razem z Haldirem krzątali się chwilę po pokoju, a po czym wyszli, nic nie mówiąc.
Ukryłem twarz w dłoniach. Targały mną sprzeczne uczucia. Z jednej strony wiedziałem, że ratuję przyjaciołom życie, ale z drugiej będą mieć poważne kłopoty po powrocie. A przecież obiecałem! A co jeśli to Haldir wyolbrzymiał? Może tam wcale nie jest tak źle. Może się okaże, że doskonale poradziliby sobie sami. I co wtedy? Czy mi w ogóle wybaczą? Siedziałem tak, tłukąc się z własnymi myślami, aż ktoś nie walnął ręką w drzwi. Aż podskoczyłem.
- Zaczekaj – usłyszałem znajomy stłumiony głos. – Jesteś pewien czy może z nami jechać? Wiesz, co mówił ojciec.
- A od kiedy to ty jesteś tym, który się tak bardzo ojca słucha? Powinien z nami jechać. Firewood jest blisko, nic się nie stanie. A poza tym może nam pomóc, przecież to jego przyjaciele.
Bracia mówili cicho, więc musiałem wytężać słuch, by ich usłyszeć.
- A jeśli nie będzie chciał jechać?
- Nie będziemy go zmuszać.
- Ojciec nas zabije, jak się dowie.
- Dla ciebie to nic nowego.
Po tej wypowiedzi drzwi się otworzyły, a ja udałem, że nic nie słyszałem.
- Chcesz jechać z nami? – spytał Haldir.
Spojrzałem na niego.
- Mogę pojechać – powiedziałem cicho. Książę uśmiechnął się współczująco i pomógł mi wstać.
Gdy wychodziliśmy moją głowę przeszył tak niemiłosierny ból, że aż cicho krzyknąłem. Chwyciłem się za nią, lecz trwało to tylko ułamek sekundy, więc zastanawiałem się czy sobie tego nie zmyśliłem. Bracia odwrócili się w moją stronę.
- Wszystko w porządku Leo?
Uśmiechnąłem się słabo.
- Jasne.
Po czym wyszedłem z komnaty, a bracia poszli za mną.

sobota, 30 kwietnia 2016

LBA

Hehe, szybka jestem, nie? Trzy nominacje, z czego najstarsza jest sprzed prawie roku.
;')  xD
Wybaczcie Tris, Fobosie i przede wszystkim Kolorowe Stworzonko, że tyle zwlekałam. ;') Ale odpowiadam! ^^ xD

Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Tris, Fobosa oraz Kolorowe Stworzonko. Ich blogi serdecznie polecam, a znajdziecie je o tutaj:
Tris
Fobos
Kolorowe Stworzonko

A więc zaczynamy. Najpierw pytania od Tris:

1. Ulubiona książka/seria.
Nie cierpię takich pytań. Mam trzy, więc wymienię trzy i o. Bunt. xD
A więc: Zwiadowcy, Baśniobór oraz Młody Samuraj. Najukochańsze. <333

2. Jakie jest twoje marzenie?
Znowu jedno? Ej no. xD Znowu bunt. Będą dwa.
Wydać książkę i odwiedzić Nową Zelandię.

3. Wolisz najpierw przeczytać książkę, a potem obejrzeć film, czy na odwrót?
Raczej najpierw książka. ;)

4. Czym się interesujesz?
A co to za pytanie? Zbyt ogólne! xD
Czytaniem, pisaniem, tańcem, jazdą konną, grą na gitarze, Nową Zelandią, Japonią troszku, blogowaniem i pewnie jest jeszcze z tysiąc innych rzeczy. xD

5. Planujesz w przyszłości mieszkać w Polsce czy chcesz wyjechać na stałe do innego kraju? Jakiego?
Zostaję w Polsce.

6. Twój ulubiony gatunek książek.
Fantasy. <3

7. Miejsce na Ziemi, które chciałabyś bardzo zobaczyć.
Jedno? Nowa Zelandia.

8. Wolisz Wielkanoc czy Boże Narodzenie?
Boże Narodzenie. <3 Chociaż w tym roku zakochałam się w Triduum Paschalnym. <3 Ale mimo wszystko Boże Narodzenie. :D

9. Gdybyś dostała taką władzę, by zmienić coś na świecie jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, to co byś zmieniła? (np. głód, wojny)
Hmmm... Zamieniłabym wszystko na utopię. Chyba zlikwidowałabym nieszczęście. Po prostu.

10. Jakiemu filmowi przyznałabyś Oskara na tegorocznej Gali Oskarów?
I masz babo placek. *leci sprawdzić w internecie, jakie filmy były nominowane* Szczerze? Prawie żadnych nie oglądałam. xD A więc dałabym Oskara Hobbitowi Gwiezdnym Wojnom lub Marsjaninowi. :) Albo obu. xD

11. Czy gdybyś mogła zakazać czytania jakiegoś gatunku książek jaki by to był gatunek i dlaczego?
I masz babo drugi placek. Czy to nie jest przypadkiem moje pytanie? I pocóż ja takie wymyślałam...
Nie mam pojęcia. xD Serio. xD A niech se ludzie czytają co chcą. ;')



Na drugi ogień idą pytanka od Fobosa:

1. Jesteś umysłem ścisłym, czy humanistycznym? A może artystycznym?
Żadnym Humanistycznym.

2. Co byś zrobiła, gdyby nagle wybuchł wulkan pod Yellowstone, a ty byłabyś w Ameryce, a chmura pyłu zmierzała w twoją stronę?
Umarłabym ze strachu.

3. Wolałabyś autograf swojego ulubionego pisarza, czy aktora/piosenkarza/reżysera itp.?
Dobre pytanie. Hmmm... Pisarza już mam, więc może teraz aktora/reżysera. xD

4. Jaki jest sens w powieściach o miłości?
To zależy od powieści. I rodzaju miłości. W niektórych chodzi o samą wartość miłości, w innych o to, że jest ona napędem do działania, a w jeszcze innych, że miłość jest podstawową potrzebą każdego człowieka, jakkolwiek by się przed tym wzbraniał. Mówię, to zależy od powieści (w sensie fabuły) oraz rodzaju miłości, nie da się jednoznacznie stwierdzić.

5. Jak się nazywa Twój ulubiony polski film?
Kiler! <3 Kiler po wsze czasy! <333

6. Zrobiłabyś sobie w przyszłości tatuaż? Jeśli tak, to jaki?
Raczej nie. Przeraża mnie trochę to, że jest to decyzja na całe życie, tyle się jeszcze przecież może zmienić, w naszym myśleniu chociażby.

7. Jakiego gatunku zwierząt się boisz?
Jeśli pająki zaliczają się do zwierząt, to pająków.

8. Wolisz chemię, czy biologię?
Biologię zdecydowanie.

9. Wiesz już, co chcesz robić w przyszłości?
Dobry żart. ;') Nie.

10. Chciałabyś umieć jeździć na motorze?
* na motocyklu. Chciałabym.

11. Lubiłaś Witch?
Kochałam! xD




Teraz doczekała się Kolorowe Stworzonko. ^^

1. Co myślisz o swojej lampie?
Hmmm, zależy jakiej. Ta stojąca w salonie jest bardzo ładna. I pasuje do ogólnego wystroju.

2. Jeśli do końca życia miałabyś chodzić w jednych butach, jakie buty by to były?
Reeboki. Wygodne są.

3. Rower czy rolki?
Nie umiem jeździć na rolkach, więc rower. ;')

4. Wolałabyś iść do kina na premierę drugiej części Kosogłosa czy do teatru na RENT lub Metro?
Gdyby RENT lub Metro by mnie zainteresowały to do teatru.

5. Jaki jest Twój ulubiony owoc?
Dobre pytanie. Jabłko? Banan? Chyba te dwa.

6. Jakiego szamponu do włosów aktualnie używasz? Jesteś z niego zadowolona?
Szczerze to nie wiem jaki to teraz jest. O.o W każdym razie jest nawet spoko, ale wolę Naturię.

7. Z jakiego swojego sukcesu w tym roku szkolnym jesteś dumna najbardziej?
Z pierwszego miejsca z moją kochaną grupą w Inowrocławiu i Białych Błotach. <3 A, i z ukończenia wreszcie balu. xD

8. Czy na pulpicie Twojego komputera panuje okropny nieład niczym na moim czy wręcz przeciwnie - masz wszystko pięknie poukładane w folderach?
Nie mam własnego komputera. ;') *leci sprawdzić pulpit netbooka, na którym jest aktualnie* Hm. Tak pół na pół na tym wspólnym netbooku. xD

9. Jaka jest Twoja ulubiona bajka Disneya, DreamWorks'a, czy czego tam chcesz? Dlaczego?
Disneya - Kraina Lodu <33333333
Sony Pictures Animation - Hotel Transylwania <33333333

10. Nosisz zegarek? Jeśli tak - jaki? Jeśli nie - jaki chciałabyś nosić?
Noszę. :D Swatcha. <3

11. Na co zwracasz szczególną uwagę, kiedy poznajesz nową osobę?
Szczerze? Nie wiem. xD Może (żeby nie powiedzieć na wygląd) na twarz? W sensie - uśmiech? Może...


A teraz moje nominacje:
maskazycia.blogspot.com
nasziherbatkiswiat.blogspot.com
otchlan-internetu.blogspot.com
takizwyczajnyblog.blogspot.com
swiat-oczami-zakreconej-nastolatki.blogspot.com
onlyexperiences.blogspot.com

Tris, wiem, że ostatnio miałaś parę nominacji, dlatego to nie jest obowiązkowe, ale jeśli chcesz odpowiedzieć na te pytanka to czuj się nominowana. :D

hopebravestory.blogspot.com


A oto pytanka:

1. Ulubiony program telewizyjny?
2. Ulubiony film? (możesz wymienić parę)
3. Czy jest jakiś kraj, którym się fascynujesz? Jeśli tak, to jaki?
4. Gdzie chciałabyś pojechać na wakacje?
5. Jakie jest Twoje największe marzenie? (może być kilka)
6. Masz wattpada?
7. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa? (również może być kilka)
8. Wolisz gdy jest bardzo zimno czy bardzo gorąco?
9. Jaki jest Twój ulubiony napój?
10. Jakie zwierzęta lubisz najbardziej?
11. Lubisz pisać? Jeśli tak, to jaki gatunek?

A więc miłego odpowiadania! A, i majówki! Do napisania kochani! ;*
Kocham Was <3 (tych, którzy czytają a nie komentują również <3 ;*)

czwartek, 21 kwietnia 2016

Elf 18

Mogę już płakać? ;') Prawie płaczę ze szczęścia. Nawet nie wiecie jak jestem mega dumna z tej części. <3 Może nie wyszła najlepiej xD ale i tak jestem z niej ogromnie dumna <3 A więc: najpierw wstawiam Wam krótkie streszczenie xD Takie ogólne troszku, mam nadzieję, że coś ogarniecie. ;') A ja idę sobie pochlipać cichutko ze szczęścia i wzruszenia.


Leo jest zwyczajnym chłopcem, który ma problemy w szkole, a i w domu nie najlepiej mu się układa. Gdy odwiedza go młodsza siostra, całą rodziną jadą do stadniny koni. Leo nawiązuje ze swoim koniem niezwykłą więź, jednak wie, że najprawdopodobniej już go nigdy w życiu nie zobaczy. Po wyjeździe siostry Leo podczas snu, przenosi się w zupełnie inne miejsce. Budzi się lesie, gdzie spotyka braci - Ligolisa i Haldira, którzy zabierają go do zamku - Whitemount. Leo spotyka tam nowych przyjaciół i powoli staje się częścią tego świata. Gdy razem z Ozzym zapobiegają zamachowi stanu, król postanawia nagrodzić ich lekcjami jazdy konnej, szermierki itp. - uczyć ich mają synowie królewscy - Ligolis i Haldir. Podczas lekcji Leo poznaje historię Xalita - byłego przyjaciela Ligolisa, który zdradził i wywołał wielkie zamieszanie. Pewnego razu Leo ma sen z jego udziałem - okazuje się, że jest to sen kontrolowany przez Xalita. Opowiada on chłopcu o swojej historii. Okazuje się m.in. iż jest on Mrocznym Elfem. Gdy Leo opowiada wszystko rodzinie królewskiej, wszyscy są w szoku.

Elf 17
Najważniejsze wydarzenia:
Ligolis wraca z lasu cały zakrwawiony. Jego ojciec za parę dni urządza bal, na który został zaproszony również Leo. Chłopiec odwiedza rannego Ligolisa.

A więc już oficjalnie:                           Elf 18

Nadszedł dzień balu. Nie bardzo wiedziałem co mam robić, więc stałem pośrodku komnaty i tępo patrzyłem przez okno. Przez mój umysł przelatywało tysiąc myśli na sekundę i jakoś żadna nie chciała zostać na dłużej. Stałem tak przez dobrą godzinę, aż w końcu przyłapałem się na tym, że myślę o oberży rodziców Maddie. Chociaż jedna myśl zdecydowała się odpocząć od szaleńczego pędu w moim umyśle. O jak miło.
Cały czas dręczyła mnie też myśl, że na tym balu nie będzie prawie nikogo, kogo znam. Paczka nie mogła, bo byli zbyt „nisko postawieni” jak mi to wytłumaczyli. Strasznie się bałem, gdyż zupełnie nie byłem obyty w tych sprawach.
W pewnym momencie drzwi do mojej komnaty się otworzyły, lecz nie zwróciłem na to uwagi. Po chwili poczułem dłoń na swoim ramieniu.
- Już niedługo, Leo.
Odwróciłem się do Haldira i spojrzałem na niego beznamiętnym wzrokiem.
- Ta – nic ambitniejszego nie byłem w stanie wymyślić.
- Nie martw się, będzie dobrze.
- Ta, z pewnością – westchnąłem. – Jak ja nawet nie wiem, co mam na siebie włożyć.
- Ale ja wiem – po tych słowach Haldir skierował się w stronę mojej sypialni, w której znajdowała się szafa, podszedł do niej i otworzył. Wyciągnął stamtąd bordowy surdut z pozłacanymi klamrami, co wyglądało dość dostojnie, więc nie uśmiechało mi się zbytnio paradowanie w tym przez cały wieczór.
- Bankiet zacznie się o siódmej. Nie zapomnij, Leo – tymi słowami Haldir mnie pożegnał i wyszedł z komnaty. Patrzyłem za nim przez chwilę, po czym westchnąłem i ciężko opadłem na łóżko.


Nie chcę tam iść.
Ale ja chcę. Więc mamy problem.
No najwyraźniej.
Bez przesady. Będzie fajnie!
O, ta. Z pewnością.
Oj, no weź. Będziemy się bawić! Będzie zabawa! Jupiii!
Lepiej się przymknij, Sean.
A co ja ci takiego robię, przepraszam bardzo?
Wkurzasz.
Ehhh, z tobą to się dogadać…
I vice wersa.


Po tych słowach Lucas umilkł.
Była godzina dziewiąta, więc miałem jeszcze osiem godzin do rozpoczęcia balu. Zastanawiałem się, jak spożytkować ten czas. Stwierdziłem, że wyjdę na dwór i może jakieś zajęcie samo się znajdzie.
Zszedłem po schodach i wyszedłem z zamku. Rozejrzałem się po placu i poszedłem przed siebie.
- Leo! – usłyszałem w pewnym momencie.
Zwróciłem się w stronę, z której dobiegł okrzyk i… ujrzałem Heian, machającą do mnie. Stała razem z Harmony. Podszedłem do nich.
- Witaj Leo – przywitała się promiennie elfka.
- Witam.
- Witaj Leo. Już się poznaliśmy – odezwała się Harmony spokojnym głosem.
- Zaiste – odpowiedziałem z uśmiechem. – Idziecie na dzisiejszy bal?
- I owszem, Leo. I owszem. Obie. Z rodzinami. I jeszcze Cleo idzie.
- Serio? – rozpromieniłem się.
Harmony zaśmiała się.
- Tak Leo. Zgaduję, że ty też?
Westchnąłem i przytaknąłem niechętnie.
Heian zaśmiała się.
- Widzę, że się nie cieszysz.
Ponownie wetchnąłem.
- Nie mam obycia w tych sprawach – wyznałem. – Zupełnie nie wiem, co mam robić.
- Trzymaj się blisko nas, Leo – Harmony mrugnęła do mnie. – Pomożemy ci.
Heian pokiwała głową na znak solidarności z przyjaciółką.
- Dziękuję – odetchnąłem z ulgą.
- Jakie masz plany na najbliższe parę godzin?
Wzruszyłem ramionami.
- Szczerze mówiąc to żadne.
- Radzimy ci pójść do oberży – wtrąciła Heian. – Chwila odprężenia ci się przyda.
- Może i macie rację… Okej, dzięki za radę.
Dziewczyny uśmiechnęły się i odeszły nim zdążyłem odwzajemnić uśmiech. Wzruszyłem ramionami i skierowałem się w stronę oberży, próbując sobie przypomnieć, gdzie się ona znajduje. Błądziłem uliczkami z dobrą godzinę, gdy w końcu ujrzałem zachęcający szyld „Pod Wesołym Bykiem”. Uśmiechnąłem się i pewnym krokiem wszedłem do środka. Moja pewność siebie prysła jak bańka mydlana, gdy przekroczyłem próg. Oberża była w połowie pełna i większość osób nie wyglądała zbyt zachęcająco. Kilka gości zerknęło na mnie, gdy wszedłem, a gdy nie wydałem im się interesujący, wrócili (na szczęście) do swoich zajęć. Jedyną osobą, której uwagę przykułem na dłużej była Eleanor, stojąca za ladą i uśmiechająca się do mnie, wycierając szklankę ścierką. Podszedłem do niej.
- Witaj Leo! – przywitała mnie wesoło. – Czego sobie życzysz? Specjalnego napoju dla nieletnich?
- Nie miałbym czym zapłacić – wyznałem.
- Och, ależ nie szkodzi. Na koszt firmy – mrugnęła do mnie, a ja uśmiechnąłem się w podziękowaniu.
Już po chwili trzymałem w rękach wielki kufel z napojem. Eleanor nachyliła się ku mnie i wskazała ręką gdzieś w prawo.
- Możesz usiąść przy Is.
Zwróciłem wzrok w tamtą stronę. Rzeczywiście, przy jednym ze stołów siedziała Isabelle, nachylona nad blatem. Podszedłem do niej i usiadłem. Zobaczyłem, że przed nią leżą jakieś rośliny, a ona… coś z nimi robi. Gdy się dosiadłem, uniosła na mnie wzrok.
- Witaj Leo – jej głos był taki cichy i spokojny, a jednak wiele się pod nim kryło.
- Witaj Isabelle. Co robisz? – mówiąc to, upiłem łyk napoju.
- Układam zioła – odpowiedziała tonem, jakby mówiła, że obiera ziemniaki na obiad.
- A-ha. A po co?
- Bo są interesujące.
- Yhyyym, bardzo.
Zerknęła na mnie.
- Nie zgadzasz się z tym, co?
- Nie, wręcz przeciwnie. Chociaż niezbyt wiem z jakiego powodu.
Isabelle zaśmiała się.
- Wiesz, zioła można wykorzystać na wiele sposobów. Mogą być lekami, a mogą być po prostu zwykłą herbatką. Jest wiele rodzajów ziół. Niektóre potrafią być trujące – umilkła na chwilę. – Właśnie między innymi dlatego zioła są tak interesujące – zakończyła swoją wypowiedź z uśmiechem.
- Ciekawe – nic ambitniejszego nie byłem w stanie wymyślić. – Opowiesz mi trochę o nich?
Is przytaknęła.
Spędziliśmy tak trochę czasu, aż uświadomiłem sobie, że muszę już iść. Pożegnałem się z Is i pobiegłem do swojej komnaty. Podszedłem do łóżka i z niechęcią spojrzałem na strój, który przygotował mi Haldir. Westchnąłem i zacząłem się przebierać.

***


Pięknie.
Możesz przestać ociekać sarkazmem?
Wybacz. Ale naprawdę pięknie wyglądasz. Nie zapominaj, że ty to też i ja.
Ah, no tak. Wybacz.
Teraz to ty ociekasz sarkazmem.
Ja, czyli też i ty.



W tym momencie drzwi do mojej komnaty się otworzyły i wszedł Haldir. Zobaczył, że stoję przed lustrem i uśmiechnął się lekko.
- Pięknie - skomentował.

A widzisz.

- Dziwnie się w tym czuję - wyznałem.
- Nie martw się Leo. Wszystko będzie dobrze. - po tych słowach wyszedł z komnaty.
- Coś i tak nie wierzę - mruknąłem, ale poszedłem za nim.                             
W miarę jak zbliżaliśmy się do Wielkiej Sali, czułem jak żołądek podchodzi mi coraz wyżej. Zrobiło mi się niedobrze i zakręciło w głowie. Już widziałem drzwi Wielkiej Sali - ogromne drewniane rzeźbione drzwi. Doszliśmy do nich i Haldir mocno je pchnął. Czułem jak wzrok zachodzi mi mgłą. Trochę się rozrzedziła, gdy zobaczyłem wnętrze, a oczy prawie wyszły mi z orbit. Sala była tak wielka, że nie mogłem ogarnąć jej wzrokiem. Miała jakieś 28 metrów wysokości, a na sklepieniu można było podziwiać malowniczy fresk zajmujący całą jego przestrzeń. Było tu wiele okien, a na ścianach mnóstwo złotych ornamentów. Wszędzie kręciły się dostojnie ubrane osoby. Stroje kobiet były wytworne – jedne miały na sobie błękitne suknie z kremowymi haftami i falbankami, u innych po zielonym jedwabnym materiale pięły się rajskie ptaki w towarzystwie kwiatów oraz liści. Wszystkie te stroje aż olśniewały swą wspaniałością. Sala była cała w dekoracjach, stało tu mnóstwo stołów zastawionych przeróżnymi potrawami, a na samym środku znajdował się parkiet. Trochę z boku było dosyć obszerne podwyższenie, na którym stała orkiestra. Składała się ona z kilku osób i rozstawionych wokół nich instrumentów. Na końcu zaś, na podwyższeniu, stał tron. Zrobiony był z jasnego, rzeźbionego drewna, a siedzenie obite zostało czerwonym płótnem. Obok niego, po prawej stronie, stał podobny, lecz nieco mniejszy. Zauważyłem, że król zajął już swe miejsce i obserwował gości. Jego strój był niesamowity –  obszerny, purpurowy płaszcz z gronostajów oraz długie czarne buty. Stwierdziłem, że dość dziwnie w tym wygląda i odrobinę się uśmiechnąłem. Jednak zaraz moją uwagę przykuł ktoś inny. Parę metrów ode mnie, oparty o stół i uśmiechnięty stał Ligolis. Natychmiast do niego podbiegłem, zanim Haldir zdążył mnie przed tym powstrzymać.
- Ligolis! – rzuciłem się na niego. Mój przyjaciel stęknął, a potem się zaśmiał i odsunął mnie delikatnie od siebie.
- Witaj Leo.
- Jak się czujesz?
- Świetnie – uśmiechnął się. – A na pewno lepiej niż ostatnio.
Odwzajemniłem uśmiech. Dopiero teraz zwróciłem uwagę na ich strój. Obaj bracia byli ubrani podobnie – czarny surdut ze złotymi klamrami oraz wysokie buty w tym samym kolorze. Trzeba przyznać, że wyglądali w tym imponująco. Rozejrzałem się po sali. Robiło się coraz tłoczniej.
- Kiedy to się zacznie? – spytałem.
Ligolis wzruszył ramionami.
- Już niedługo. Wszyscy zaczynają się schodzić, więc jeszcze parę minut. Nie masz tu znajomych?
Rozejrzałem się.
- Powinienem mieć – stwierdziłem.
- Pójdź ich poszukać. Haldir i ja musimy cię na chwilę opuścić – po tych słowach oboje wmieszali się w gęstniejący tłum.
„Wielkie dzięki” – pomyślałem, lecz już zaraz skupiłem się na poszukiwaniu Harmony, Heian i Cleo. Przeciskałem się między różnie ubranymi osobami, a lawirowanie między kobietami ubranymi w suknie z krynoliną jest naprawdę ciężkie. Nagle poczułem czyjąś dłoń na swoim nadgarstku, a gdy się obróciłem, stanąłem twarzą w twarz z Cleo.
- Chodź – uśmiechnęła się. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć pociągnęła mnie między tłum i już po chwili stałem obok niej, Heian i Harmony.
- Witaj Leo – odezwała się Heian. – Akurat zdążyłeś na początek.
Poszedłem za jej wzrokiem. Na podwyższeniu na końcu sali, gdzie znajdował się tron, stał król, a po jego bokach Ligolis, Haldir i Liliami. Gwar rozmów powoli cichł.
- Musicie przyznać – rzekła Cleo. – Że Ligolis i Haldir wyglądają w tych strojach nieziemsko przystojnie.
Pozostałe pokiwały w zamyśleniu głowami. Zaraz potem król przemówił:
- Drodzy mieszkańcy! Drodzy przybyli! Serdecznie witam was wszystkich na balu! Mam nadzieję, iż spodoba wam się tutaj oraz że niczego wam nie zabraknie. Zwyczajem jest, iż to król z małżonką rozpoczynają bal pierwszym tańcem. Niestety, z przykrością muszę oznajmić, iż moja małżonka nie mogła być dziś obecna, więc zamiast tego bal rozpoczną mój najstarszy syn oraz córka. Jeszcze raz wszystkich serdecznie witam!
Gdy Haldir i Liliami schodzili na parkiet, patrzyłem na nich szeroko otwartymi oczami. Takiego obrotu spraw się nie spodziewałem. Wśród zgromadzonych zapanowało poruszenie, które powoli cichło, gdy orkiestra zaczęła grać wolną muzykę. Haldir i Liliami ruszyli. Powoli przemieszczali się w rytm muzyki po parkiecie, najpierw małymi krokami, potem zataczali coraz większe koła. Zebrani patrzyli na nich jak zahipnotyzowani. Niektórzy zaczęli kiwać się w takt. Panowała całkowita cisza. Słychać było tylko muzykę i stukot butów o parkiet.
Po paru minutach melodia ucichła, a Haldir i Liliami ukłonili się i zeszli. Wszyscy powoli się otrząsali, widziałem jak parę kobiet ukradkiem otarło oczy. Gdy orkiestra z powrotem zaczęła grać, tym razem żywszą melodię, goście ostatecznie się rozbudzili. Gwar rozmów powrócił. Kilka par już zajęło parkiet. Spojrzałem na Cleo. Uśmiechała się szeroko i wskazywała coś głową. Spojrzałem w tamtym kierunku i zobaczyłem Ligolisa zmierzającego w moją stronę. Już po chwili był przy mnie.
- Jak tam? Żyjesz?
- A czemu miałbym nie żyć?
Ligolis wzruszył ramionami.
- Tak pytam.
Przez chwilę zapanowało milczenie.
- Piękne to było.
- Co?
- Ten taniec.
Ligolis uśmiechnął się.
- Zaiste.
Podeszła do nas Harmony i ukłoniła się lekko.
- Witaj książę.
Ligolis ponownie się uśmiechnął.
- Witam. Jak się bawicie?
- Moje przyjaciółki i ja nie możemy się doczekać wspólnych tańców.
- Jakich tańców? – spytałem zdezorientowany.
Ligolis roześmiał się.
- Nie przejmuj się Leo. Tobie nikt nie będzie kazał tańczyć. Mi zresztą nawet zabronią – tu się skrzywił.
- Dlaczegóż to, panie? – zdziwiła się Harmony.
- Widzisz… Byłem ostatnio trochę poszkodowany, a moja rodzina jest deczko nadopiekuńcza.
Harmony pokiwała głową na znak, że rozumie, a ja tylko uniosłem znacząco brew do góry. Ligolis to zignorował.
- Wybaczcie, muszę was na chwilę zostawić – książę uśmiechnął się przepraszająco i oddalił spiesznym krokiem. Harmony i ja spojrzeliśmy po sobie zdziwieni, a następnie jednocześnie wzruszyliśmy ramionami.
- Wybacz Leo, ja muszę na chwilę pójść do rodziców.
- Jasne – zaśmiałem się. – Może jakoś przeżyję parę chwil sam.
Gdy Harmony się oddaliła, rozejrzałem się za Ligolisem. Gdzie też mógł zniknąć? Po chwili go zobaczyłem. Rozmawiał… z Mintisilią. Nawet nie zauważyłem, gdy pojawił się przy mnie Haldir.
- Interesujące, co? – drgnąłem jak oparzony na dźwięk jego głosu. – Biedny Ligolis. Wie, że teraz nie damy mu spokoju, skoro o tym wiemy. Ale, jak to on, wydaje się tym nie przejmować.
Milczałem chwilę, bo nie wiedziałem co mam powiedzieć.
- Piękny był ten wasz taniec.
Haldir uśmiechnął się lekko.
- Możliwe. Ale i tak nad nim ubolewam.
Spojrzałem na niego zdziwiony.
- Jak to?
- Wolałbym, żeby to Ligolis zatańczył.
Milczałem chwilę.
- Dlaczego?
- Widzisz Leo. Tak się składa, że on tańczy o wiele lepiej niż ja. Zwłaszcza z Liliami. Tworzą wspaniałą parę. Kilka razy zdobyli mistrzostwo na zawodach.
Wytrzeszczyłem na niego oczy. Haldir spojrzał na mnie i się zaśmiał.
- Nie patrz tak. Naprawdę.
- To czemu w takim razie nie tańczyli?
- Bo ja jestem pierworodnym – Haldir westchnął. – To chyba jedyny powód.
- Ładnie to tak obgadywać?
Oboje z Haldirem podskoczyliśmy jak oparzeni. Przed nami stał Ligolis z chytrym uśmiechem na twarzy. Jego brat odetchnął głęboko.
- Zabiję cię kiedyś – powiedział przez zaciśnięte zęby. Ligolis zaśmiał się.
- No wiesz? Własnego brata?
- A co to za różnica?
- Jeszcze śmiesz pytać?
- A co to za zwyczaj odpowiadać pytaniem na pytania?
- Jak widać uczyłem się od najlepszych.
Haldir sapnął.
- Ty niegodziwcze.
Ligolis zaczął się śmiać, a Haldir po chwili do niego dołączył.
Gdy tak na nich patrzyłem coś ścisnęło mi serce. Bo zrozumiałem, tak naprawdę dopiero teraz, jaką ci dwoje darzą siebie ogromną miłością. Jeden zrobiłby dla drugiego dosłownie wszystko i prędzej pozwoliliby, żeby cały zamek zrównano z ziemią niż żeby którykolwiek zginął.
- Jak tam Leo? – spytał mnie Haldir.
Spojrzałem na niego i pokręciłem głową.
- Kompletnie nie wiem, co mam robić.
Bracia spojrzeli po sobie, a Ligolis zachichotał.
- Jedz. To jest najlepsze rozwiązanie.
Rozejrzałem się wokół. Faktycznie, stoły były zastawione mnóstwem smakowicie wyglądającego jedzenia.
- Może to i nie taki głupi pomysł.
Rozmawialiśmy jeszcze przez pewien czas, aż nagle wszyscy podskoczyliśmy, bo orkiestra zaczęła grać nowy kawałek, a zrobiła to tak głośno, że o mało nie dostałem zawału.
- Ah, menuet – stwierdził Haldir.
Spojrzałem na niego z uniesioną brwią.
- To zapowiedź do menueta – takiego wspólnego tańca – wyjaśnił mi jego brat. – Właściwie na razie to będzie wersja pokazowa.
- A co ja mam wtedy robić?
- Postoimy sobie z boku Leo – uśmiechnął się do mnie Ligolis.
Skinąłem głową. Zaraz potem poszliśmy razem pod prawie sam tron i stanęliśmy w grupce ludzi, która zdążyła się już tam zebrać. Po chwili wszyscy ucichli, a na parkiet wyszła grupa dostojnie ubranych ludzi. Orkiestra zaczęła grać początkowo wolną muzykę. Pary rozstawiły się na parkiecie, tak że kobiety były po prawej stronie, a mężczyźni po lewej, i powoli ukłoniły się przodem do króla. Następnie partnerzy zwrócili się do siebie przodem i ponownie złożyli ukłon. Potem odwrócili się najpierw do króla, by następnie stanąć do siebie tyłem i ukłonić się publiczności. Później zwrócili się z powrotem na wprost władcy i rozpoczęli taniec. Najpierw podeszli tanecznym krokiem trochę do przodu, po czym mężczyźni zatrzymali się, a damy poszły w prawo na ukos i odwróciły się w kierunku swych partnerów. Następnie i kobiety, i mężczyźni zaczęli iść w swoją prawą stronę po kole. Zatrzymali się naprzeciwko siebie, a potem zbliżyli i stykając się dłońmi, zrobili kółko. Potem zmienili ręce oraz strony i wykonali następny obrót. Oddalili się od siebie i znów zaczęli iść po kole naprzeciw siebie. Ponownie się zatrzymali, lecz tym razem tylko dygnęli w dwie strony. Później podeszli do siebie, wzięli się pod ręce i okręcili w jedną i drugą stronę. Potem zaczęli iść już razem i wykonali jeszcze parę innych figur, a następnie powtórzyli całość. Ukłonili się królowi i dostojnie zeszli z parkietu. W całej sali rozległy się brawa. Następnie na parkiet weszło mnóstwo innych osób, muzyka rozległa się ponownie i pary ruszyły, wesoło przy tym rozmawiając.
Ligolis pociągnął mnie za łokieć i już zaraz staliśmy przy jakimś stole, a po chwili podszedł do nas Haldir. Uśmiechnął się i wziął ze stołu ciastko. Uniósł je do góry i powiedział:
- Smacznego! – mrugnął do nas.
Ligolis zaśmiał się i wyciągnął rękę, lecz zamarł w bezruchu zanim zdążył czegoś dotknąć. Spojrzałem na niego z niepokojem. Jego oczy straciły wyraz, stały się nieruchome i wpatrywały się w przestrzeń. Osunął się na kolano, lecz nadal się nie ruszał. Haldir zauważył co się dzieje, wydał z siebie zduszony okrzyk i dopadł do brata. Otoczył go ramieniem, lecz nic więcej nie zrobił. Przyglądał mu się uważnie, a Ligolis wyglądał jak w transie. Nagle drgnął i zaczął głęboko oddychać. Rozejrzał się nieprzytomnie, a gdy zobaczył brata, zatrzymał na nim wzrok.
- Ogień – rzekł.
Haldir zmarszczył brwi, lecz nic nie powiedział. Jego brat natomiast znów się rozejrzał i mówił dalej.
- Ogień – powtórzył. – I las. Tak, to chyba był las. I byli tam… o w mordę. Niedobrze. W każdym razie… Był tam także jakiś chłopak. I Xalit. Jego śmiech…
- Ligolis – przerwał mu brat. Elf spojrzał na niego. – Spokojnie.
Haldir pomógł bratu wstać, a ten oparł się o stół i odetchnął głęboko. Starszy książę położył mu rękę na ramieniu.
- Ligolis. Uspokój się. I powiedz mi co widziałeś – rozejrzał się po sali. – Albo nie. Potem mi powiesz.
W tym momencie kaszlnąłem głośno, zwracając na siebie uwagę obu braci.
- Czy ktoś zechce mi w końcu wyjaśnić, o co tu chodzi?
Haldir spojrzał niepewnie na Ligolisa, lecz ten skinął zachęcająco głową.
- Widzisz Leo – starszy książę podszedł do mnie bliżej i nieco zniżył głos. – Chodzi o to, że Ligolis ma dar jasnowidzenia.
Przez chwilę stałem dalej normalnie, aż do mnie dotarło co usłyszałem i pokręciłem mocno głową.
- Że co?
- Jasnowidzenia. Potrafi przewidywać przyszłość.
- Męczące momentami – wtrącił Ligolis, a ja wytrzeszczyłem na niego oczy. Młodszy książę zaśmiał się. – Nie patrz tak na mnie. To wina ojca. Po nim to odziedziczyłem.
- Za dużo nowych wiadomości jak na dzisiaj – mruknąłem. – Ale co to ma wspólnego z tym, co się teraz wydarzyło?
- Miał wizję.
Aż otworzyłem usta, lecz zaraz je zamknąłem.
- A to coś poważnego?
- Zależy od tego, co widział.
- A co widział?
Haldir zaśmiał się.
- A co ty mnie pytasz. Jego pytaj. Albo nie. Lepiej na razie nie pytaj.
- Dlaczego?
- Za dużo tu ludzi.
Rozejrzałem się. No faktycznie, trochę dużo.
Podeszły do nas Heian, Harmony i Cleo.
- Witaj Leo! Witajcie książęta.
- Witamy – odrzekł Haldir. – Jak się bawicie?
- Właśnie wróciłyśmy z menueta.
- Och, i jak było?
- Cudownie! – Cleo uśmiechnęła się. – Jak zawsze zresztą. I pomyśleć, że będzie jeszcze kontredans…
- Co będzie? – oczywiście znowu nic nie zrozumiałem.
- Kolejny wspólny taniec – wytłumaczyła mi Heian z uśmiechem.
Westchnąłem.
- Ale ja nie będę musiał tańczyć, prawda?
Reszta zaśmiała się.
- Nie.
- To dobrze. Bo uwierzcie mi, to by była masakra. Nigdy nie tańczyłem. No, może w przedszkolu. A już zwłaszcza takich rzeczy. Nigdy nawet tego na oczy nie widziałem. Bym połamał sobie wszystko i przy okazji wszystkich wokół. Tak, wiem, że nie chcecie tego słuchać. Ale jakoś musicie wytrzymać – podczas, gdy reszta się śmiała, ja wziąłem ze stołu swoją szklankę i wypiłem zawartość do dna.
W pewnym momencie orkiestra zaczęła grać nieco żywszą melodię niż wcześniej. Wśród moich znajomych od razu zapanowało poruszenie.
- O tak! – wykrzyknął Haldir. – Wybaczcie mi na chwilę. – po tych słowach zniknął w tłumie.
Harmony do tańca porwał jakiś mężczyzna, jak się później okazało, był to jej brat. Cleo też gdzieś zniknęła, a Ligolis powiedział, że musi coś sprawdzić i również wyparował. Zostaliśmy z Heian sami. Spojrzeliśmy na siebie i zaśmialiśmy się.
- Może pójdziemy coś zjeść? – zaproponowała Heian.
Zgodziłem się z zapałem. Poszliśmy do stołu z ciastami, nałożyliśmy sobie na talerzyki najwięcej jak się dało i zaczęliśmy pałaszować, oglądając tańczący tłum. Kilka osób spojrzało na nas dziwnie, lecz się tym nie przejęliśmy. Tutejsze ciasta smakowały wyśmienicie i stwierdziłem, że dnia by mi nie starczyło, by spróbować wszystkich rodzajów jakie były na tym stole. Jednak nie zdążyłem zbyt długo się nad tym poużalać, bo wrócił Ligolis.
- A więc tu was można znaleźć.
Uśmiechnąłem się do niego, jednak nie odpowiedziałem, bo miałem usta pełne ciasta.
- Niedługo będzie kontredans – rzekł Ligolis.
- Naprawdę? – Heian wyraźnie się ożywiła. – Ale super!
Książę uśmiechnął się do niej.
- No super. A co ja mam wtedy robić? – zapytałem.
- Możesz również spróbować potańczyć – Ligolis wyszczerzył się do mnie.
Spiorunowałem go wzrokiem.
- No chyba śnisz.
Heian zaśmiała się.
- Czemu nie?
Pioruny przeszły teraz na nią.
- Bo nie. Chcecie żebym wszystkich pozabijał?
Obok siebie usłyszałem parsknięcie, a gdy tam spojrzałem, ujrzałem Ligolisa, próbującego nie zakrztusić się ponczem.
- Zaraz to ja cię zabiję – zdołał powiedzieć, pomiędzy kaszlnięciami.
Nie udało mi się powstrzymać śmiechu.
Długo jeszcze rozmawialiśmy, niektórzy przychodzili do nas, potem odchodzili, by znów potańczyć, aż wreszcie orkiestra zaczęła grać zapowiedź do kontredansu. Wszyscy wokół mnie się ucieszyli, a Ligolis poprowadził mnie tam, gdzie wcześniej, tłumacząc, że tym razem również będzie wersja pokazowa.
Na parkiet wyszła grupka ludzi i ustawiła się w dwa koła. W wewnętrznym stanęli mężczyźni, a w zewnętrznym kobiety. Orkiestra zaczęła grać i ludzie ruszyli. Najpierw ukłonili się sobie, a następnie kobiety tanecznym krokiem przemieściły się parę kroków w lewą stronę. Oba koła ponownie zgięły się w ukłonie, po czym damy podeszły do mężczyzn i pary, biorąc się pod ręce, zrobiły koło wokół własnej osi. Następnie kobiety tanecznym krokiem wróciły na swoje pierwotne miejsca i ukłoniły się tancerzom. Potem pary dotykając się dłońmi okręciły się najpierw w jedną, potem w drugą stronę. Następnie kobiety przemieściły się parę kroków w prawo i powtórzyły całą sekwencję. I tak jeszcze parę razy. Stwierdziłem, że jest to nawet w miarę proste. Na koniec oba koła ukłoniły się sobie nawzajem i zeszły z parkietu. W sali rozległy się brawa. Zauważyłem, że mają naprawdę ogromną moc, gdy taka ilość odbijała się echem od ścian. Następnie, tak jak ostatnio, gdy grupa pokazowa zeszła, parkiet zajęło mnóstwo innych osób i już zaraz powstały dwa ogromne koła.
Razem z Ligolisem ponownie udaliśmy się do stołów z jedzeniem, co mnie ogromnie ucieszyło i już zaraz zacząłem jeść. Gdy podszedł Haldir, miałem usta pełne sałatki. Uśmiechnął się do mnie.
- I jak się bawicie?
- Wyśmienicie – odrzekł Ligolis. – Zwłaszcza patrząc na ojca.
Haldir parsknął śmiechem, a ja zmarszczyłem brwi. Następnie obaj bracia spojrzeli jednocześnie na króla i ryknęli śmiechem. Śmiali się przez parę minut, a ja w tym czasie powoli przeżuwałem połączenie pomidora, sałaty i oliwek, zastanawiając się o co im chodzi. Gdy w końcu ochłonęli, a ja skończyłem żuć, zapytałem:
- O co chodzi?
Bracia spojrzeli na mnie.
- Widzisz go? – spytał Haldir, wskazując kciukiem króla. Kiwnąłem głową. – A widzisz w co jest ubrany? – ponownie potwierdziłem. – Właśnie w tym kryje się odpowiedź.
Zrozumiałem.
- Śmieszy was to, jak wygląda?
Bracia potwierdzili, o mały włos znowu nie wybuchając śmiechem.
- A czy to mądre śmiać się z króla?
- To nasz ojciec Leo. My możemy – rzekł Ligolis, sięgając po szaszłyk i szczerząc się do mnie.
Wzruszyłem ramionami i również wziąłem szaszłyk.
- No patrz, jaki ten płaszcz jest piękny – stwierdził rozmarzonym głosem młodszy książę, a jego brat omal nie wypluł ponczu z powrotem do szklanki. Tym razem nawet ja zachichotałem. Jednak dalszym śmiechom z króla kres położyły Cleo, Heian i Harmony, które właśnie do nas podeszły. Rozmawialiśmy jeszcze dosyć długi czas. W pewnym momencie zacząłem odczuwać zmęczenie. Ziewnąłem. Ligolis spojrzał na mnie.
- Zmęczony?
Kiwnąłem głową. Młodszy książę uśmiechnął się ze zrozumieniem.
- Nic dziwnego. Jest środek nocy. Chodź, odprowadzę cię.
Pożegnałem się ze wszystkimi i razem z Ligolisem wyszliśmy.
- I jak się bawiłeś Leo? – zagadnął po drodze.
- Wyśmienicie – uśmiechnąłem się. – Było cudownie.
Ligolis zaśmiał się.
- I było się tak bać?
W tym momencie doszliśmy do drzwi mojej komnaty. Książę położył mi rękę na ramieniu.
- Dobranoc, Leo.
- Dobranoc.
Szybko się przebrałem, umyłem i umościłem wygodnie w pościeli. Napięcie całego dnia spłynęło po mnie razem z wodą, więc szybko zasnąłem.
***
Światło. Krzyki. Ruch. To wszystko mieszało się ze sobą, wywołując straszliwy ból głowy. Rozejrzałem się. Wszędzie słychać było śmiechy, obok mnie tańczyły różne istoty, co jakiś czas mnie potrącając. Ledwo się powstrzymywałem od zrobienia czegoś niewłaściwego. Skup się. Skup się. Jesteś na misji. Powiodłem wzrokiem wokoło. Wypuściłem powietrze z płuc i poszedłem naprzód. Stanąłem obok stołu, wziąłem pierwszą lepszą szklankę, nalałem sobie ponczu i wychyliłem jednym haustem. Otarłem usta dłonią i odstawiłem naczynie. Skup się. Skup się. Jesteś na misji. Poszedłem dalej. Zatrzymałem się przy kolejnym stole i powiodłem wzrokiem po potrawach. Wziąłem kawałek ciasta z najbliższego talerza i w całości wepchnąłem sobie do ust. Okruszki posypały się na stół. Skup się. Skup się. Jesteś na misji. Nagle usłyszałem coś, co zwróciło moją uwagę. Głos. Ten głos. Mój pan wyczulił mnie na niego. Jednak po chwili ucichł. Rozejrzałem się gwałtownie, przy okazji kogoś potrącając. Nagle znów się odezwał. Spojrzałem w tamtą stronę. Tak. To on. Zmrużyłem oczy i wyraźniej ujrzałem dosyć niską postać z białymi włosami. Powoli zbliżałem się do stołu, przy którym stał. Znajdowałem się już tuż za nim. Był zajęty rozmową. Wyjąłem mały flakonik, odkręciłem i niepostrzeżenie, jednym szybkim ruchem wysypałem zawartość do jego szklanki. Po chwili wziął ją do ręki i wypił. Uśmiechnąłem się szyderczo. Zadanie wykonane.




Chlip, chlip.

piątek, 8 kwietnia 2016

Diana 1

Witajcie kochani! <333 ;*
Oto moje nowe opowiadanie i jestem z niego w miarę dumna. :D Znaczy się... pierwsza część dopiero xD Właściwie to planuję to jako powieść xD No, już xD Zapraszam do czytania, a z tym głupim balem jestem coraz dalej. ^^
Diana
Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy uczniowie zaczęli powoli zbierać się do klas. Diana, Marek, Julia i Agata śmiejąc się, weszli na lekcję matematyki. Usiedli w swoich ławkach, Diana jak zwykle z Agatą. Wyjęły książki i próbując nie roześmiać się na całą klasę, cicho rozmawiały. Po jakichś pięciu minutach przyszła nauczycielka i wszystkie rozmowy umilkły. Pani Syltar stanęła przed biurkiem i omiotła klasę wzrokiem.
- Otwórzcie zeszyty na pracy domowej – po tych słowach zaczęła iść między ławkami, a uczniowie szybko otwierali zeszyty.
- No no, ładnie Diano, ładnie. Z tego co widzę wszystko dobrze – pochwaliła dziewczynę.
- Dziękuję pani profesor – Diana uśmiechnęła się w odpowiedzi.
Po skończonym obchodzie pani Syltar powiedziała:
- Diano, proszę, zapisz odpowiedzi na tablicy.
Dziewczyna podeszła do tablicy i skrupulatnie zapisała wszystkie zadania po kolei. Jej długie falowane brązowe włosy opadały jej za ramiona i sięgały do pasa. Diana była wysoką dziewczyną o niebieskich oczach. Uczyła się wyjątkowo dobrze i chociaż była w klasie humanistycznej, z przedmiotami ścisłymi również nieźle sobie radziła. Gdy skończyła pisać, uśmiechnęła się do nauczycielki i poszła do ławki. Siadając, wyszczerzyła się do Agaty. Ta odpowiedziała tym samym. Dziewczyny przyjaźniły się od gimnazjum, a że poszły do tej samej klasy w liceum, ich przyjaźń na tym nie ucierpiała.
Pani przyjrzała się tablicy.
- Bardzo dobrze – rozpromieniła się. – Diana plus. A teraz otwórzcie podręczniki na stronie 216.
Potem uczniowie po kolei szli do tablicy i rozwiązywali zadania. Gdy Martyna szła między ławkami, stało się coś dziwnego. Diana nagle złapała się za głowę i zaczęła krzyczeć. Wszyscy spojrzeli na nią przerażeni.
- D-Diana. Diana! – krzyknęła biała jak ściana Agata. Złapała przyjaciółkę za ramiona. – Diana! Co się dzieje?
Jednak dziewczyna cały czas krzyczała i nie odrywała rąk od głowy. Po chwili do klasy weszli trzej mężczyźni w garniturach. Gdy ujrzeli krzyczącą Dianę od razu skierowali się w jej stronę. Dwaj wzięli ją za ramiona i podnieśli z krzesła.
- A-Ale co panowie robią? Zostawcie ją! – krzyknęła spanikowana Agata. Trzeci mężczyzna popatrzył na nią, podczas gdy jego towarzysze wyprowadzali z klasy Dianę.
- Proszę zachować spokój i pozostać na miejscach – po czym on również wyszedł. Wszyscy patrzyli za nimi przerażeni. Julia, Marek i Agata spojrzeli po sobie z paniką w oczach. Co to miało znaczyć? Co z Dianą? Co się stało z ich przyjaciółką?!
***
Na przerwie panował jeden temat: kim byli mężczyźni w garniturach, dlaczego tyle osób krzyczało oraz dlaczego i gdzie ci mężczyźni te osoby zabrali. Okazało się bowiem, że w kilku innych klasach również wydarzyła się taka sytuacja. Julia, Marek i Agata stanęli razem i dyskutowali na ten temat.
- Boję się o Dianę - szepnęła Julia. - Że ci faceci mogli jej coś zrobić.
- Pytanie jest także jakim cudem tyle osób krzyczało w tym samym momencie - rzekł Marek.
Agata pokręciła głową.
- To wyglądało tak, jakby Dianę tak okropnie rozbolała głowa, że zaczęła krzyczeć.
- Możliwe, że tak było. Ale wtedy...
Przerwał im dzwonek. Przyjaciele spojrzeli po sobie i jednocześnie powiedzieli:
- Dokończymy później.
***
Po paru lekcjach całą szkołę zebrano na sali gimnastycznej. Słychać było gwar podenerwowanych rozmów, które wypełniały całe pomieszczenie. Na szybko sklecionym podeście stanął mężczyzna w garniturze z mikrofonem w dłoni i przemówił:
- Drodzy uczniowie – zrobił przerwę, by wszyscy ucichli. – Wiem, że zastanawia was, co się dziś wydarzyło – rozległy się pomruki poparcia – Otóż dzisiaj w waszej szkole odbyła się tajna akcja we współpracy z tajną policją, która miała na celu całkowite wyeliminowanie wampirów. Osoby zabrane przez nas nimi były i nie, nie było możliwości pomyłki, ponieważ użyliśmy do tego specjalnego urządzenia, które pozwoliło nam je zidentyfikować. Osoby te zostały oskarżone o bycie wampirami i natychmiastowo stracone – w tym momencie rozległy się okrzyki niedowierzania i oburzenia. – Przepraszamy za najście i życzymy miłego dnia.
Mężczyzna zszedł z podestu, oddał mikrofon dyrektorowi i już zaraz po nim i jego ludziach nie było nawet śladu.
Agata patrzyła po ludziach wokół. Na wszystkich twarzach malowało się zdumienie, strach, niedowierzanie... oraz udręka. Wiele osób płakało, niektórzy z emocji nie dali rady ustać na nogach.
Jej myśli płynęły powoli. Rozejrzała się. Diana. Diana. Wampir. Stracona. Nie żyje. Agata powoli uświadamiała sobie sens słów mężczyzny. Wskutek nagłego impulsu zgięła się wpół i upadła na podłogę. Łzy intensywnym strumieniem popłynęły po jej policzkach, a jej ciałem wstrząsnął szloch. To niemożliwe. To niemożliwe. Diana wampirem? To nie było możliwe w żadnym procencie. Przecież wampiry nie istnieją! Czy ten facet nie może tego pojąć?! Chyba naoglądał się za dużo filmów i seriali. To wymysł! Zwykła bujda! Czy zabili Dianę tylko dlatego, że chcieli się zabawić w łowców wampirów? To nie fair! To była jej przyjaciółka! Jej przyjaciółka! I na sto procent była tylko zwykłym człowiekiem. Agata bezwładnie upadła na podłogę. Jej przyjaciółka nie mogła być wampirem.

poniedziałek, 29 lutego 2016

1. miejsce!

1!!! 1!!!!! Pierwszeeeeeee!

Na Mistrzostwach Polski!

Mistrzowie Pooooolskiiiii!!!!

Razem z najlepszą grupą pod słońcem o nazwie "Szał" zajęliśmy wczoraj 1. miejsce na Mistrzostwach Polski w tańcu federacji WADF w Inowrocławiu. :D
O luju, jak się cieszę. <3333

Btw dziś 29 lutego! :D
Wykorzystałam dobrze ten dzień - przespałam większość. xD Tak to jest jak się wraca po 2....

Ah, oraz serdecznie zapraszam na facebookową stronę mojego Elfa! :D (tak, założyłam xD)
O tutaj. ^^ Byłabym wdzięczna za lajki i aktywność, jeśli ktoś ma konto. ^^ ;*

Oraz serdecznie zachęcam tutejszych pisarzy do dołączenia do facebookowej grupy Pisarze-amatorzy. ^^ Gorąco zachęcam! :D

A teraz do napisania i idę pisać Elfa! :D *.*
Papa i kocham Was! ;*

A! Jeszcze jedno!
Wchodzić i czytać! :D
Jedna z najlepszych powieści ever, poważnie. <3
Tak wiem, że już aż 16 rozdziałów, ale... wierzę w Was, dacie radę! ^^ xD Warto! Ogromnie warto!
Dodam, że pisze to moja przyjaciółka. <3
Naprawdę polecam, bo jest to wspaniała historia, genialnie napisana. :D
To dla mnie bardzo ważne, więc liczę na Was. <3

A teraz już uciekam. :D
Papa! ;* <3 *.*

poniedziałek, 22 lutego 2016

Dzień Myśli Braterskiej

Dziękuję wszystkim za gratulacje! ^^ Jesteście najlepsi <3

Wszystkiego NAJlepszego z okazji Dnia Myśli Braterskiej! Dużo wytrwałości na harcerskim szlaku, rozwoju, samych sukcesów, wspaniałych ludzi, niesamowitych wspomnień i duuużo dużo więcej. :D
A nie harcerzom również! :D Nie czujcie się gorzej. :D ;*

Uwaga uwaga "zbrodnia to niesłychana"... wyobrażacie sobie, że "Elfa" nie było tu od roku i dwóch dni? Aż płakać mi się chce ;""C Gupia szkoła! (i gupi bal, ale ciii) Pracuje nad tym, więc mam nadzieję, że już niedługo się pojawi. ;') Dam Wam streszczenie przed następną częścią ;'D Wybaczcie mi kochani, proszę ;c

Oglądał tu ktoś Death Note? Bo nie wiem czy warto o tym pisać posta ;') Bo mnie takie jakby rozkminy naszły xD

W weekend mam turniej taneczny. Trzymajcie kciuki kochani, przydadzą się baaardzo bardzo bardzo! :D *.* ;* <3
Btw mieszka ktoś w Inowrocławiu? xD

Muszę lecieć uczyć się i dorabiać lekcje... -.-
Kocham Was! I do napisania! *.* ;* <3

niedziela, 31 stycznia 2016

Sukcesy Jess

Witam witam!

Kto ma ferie? Jess ma ferie! :D (jeszcze tylko tydzień, ale ciii)

Uwaga uwaga!

Kto był na zimowisku harcerskim? Kto był na najlepszym, najpiękniejszym i najcudowniejszym zimowisku w swoim życiu? Jess była! ^^

Kto złożył Przyrzeczenie podczas pełni księżyca? Jess złożyła! (prawie się popłakałam jak to pisałam)

Kto będzie w zastępie wędrowniczym działającym przy szczepie? Kto tym samym będzie w kadrze pomocniczej? Jess będzie!

(A tak cofając się w przeszłość)
Kto zdał Kurs Zastępowych z wyróżnieniem? Jess zdała!

Jeju, ile sukcesów ;')

Tak, mam Krzyż <3 Mam, mam, mam, mam, mam <3 Ja mam <3 W końcu <3 Tak, prawie zamarzłam <3 Ale mam <3 Mam, mam, mam <3

Dobra, już mi przeszło ;') (tak naprawdę nie, ale ciii)

A więc, zważywszy, że Jess ma ferie, to Jess będzie opisywać najcudowniejsze zimowisko w swoim życiu i wstawi Wam w następnym poście. Dobrze? Tak? To miło <3

Kocham Was <3