poniedziałek, 12 stycznia 2015

Piosenki w "Hobbicie"

Hejkaaaa. :D

Co tam u Was? ;)

Był ktoś na Nocy Biologów?
Ja byłam. :) Fajnie było. :D Na mnie ciąży chyba jakieś fatum. Gdy zapisuję się na warsztaty to nikogo innego nie ma. ;-; Raz w 11 LO w Białymstoku były jakieś tam warsztaty. Na pierwszych byłam z licealistami, bo z gimnazjalistów tylko ja się zapisałam. Na drugich (z pierwszej pomocy) zapisały się 3 osoby, a byłam tylko ja. Teraz na pierwszych warsztatach na Nocy Biologów było zapisane chyba jakieś ok. 12 osób włącznie ze mną - przyszłam tylko ja. A że mogłam to sobie poczekałam na następną grupę. Tam przynajmniej ktoś przyszedł. xD Później na drugich też tylko ja przyszłam, więc wzięli sztuczny tłum, czyli chyba jakieś koło.  (a też ok. 12 osób zapisanych było)
Nieee no, masakra. ;-; xDDD

I czekając, pisałam na telefonie w notatkach jakieś opowiadania. Oczywiście pierwsze jest bez sensu i napisane ot tak, drugie to do "Elfa", ale nie ma tam powiązania z wydarzeniami tam teraźniejszymi.

Szła ulicą i rozmyślała nad ostatnimi wydarzeniami. Czemu on się tak zachował? Czy zrobiła coś złego? Czy go zraniła? A może właśnie czegoś nie zrobiła. Westchnęła. Zupełnie nie wiedziała czemu on ją rzucił. Teraz wracała ze szkoły do domu, a ta kwestia ciągle nie dawała jej spokoju. Przecież mógł powiedzieć o co chodzi, prawda? Czemu ją tak potraktował? Przecież tak się starała, by ich związek przetrwał. I co? I nic! I tak ją rzucił.
Oczy jej zaszły łzami. Po chwili uniosła wysoko głowę. Tak chciał grać? Dobrze. A więc niech mu będzie. Skoro chciał być taki to proszę bardzo! Ona też taka będzie. Już nie będzie płakać, o nie. Będzie nim gardzić, rozmawiać z jego kolegami, ale do niego ani słowa! O tak, to jest genialny plan. Uniosła wysoko głowę i dumnym krokiem poszła w kierunku domu, a w jej oczach widać było chytry błysk.



- Ooo, chciałbyś! Zapomnij geniuszu! W życiu ci nie pozwolę!
Haldir zaśmiał się.
- Ta, powiedzmy - uniósł miecz i wycelował klingą w brata. - Jeszcze zobaczymy.
Ligolis zrobił to samo z bronią.
- No dajesz.
Po tych słowach oboje zamachnęli się i słychać było szczęk broni. Przez jakiś czas osoby przechodzące obok placu ćwiczebnego mogły oglądać konfrontację braci.
Po chwili pewna osoba przystanęła na dłużej i przyglądała się walce z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Bracia, zajęci sobą, nie zauważyli jej.
- Naprawdę musicie to robić?
- Matko jedyna! - bracia jednocześnie wypuścili broń, przestraszeni. - Chcesz żebyśmy na zawał zeszli, czy jak?! - krzyknął Ligolis.
Król spojrzał na nich z rozbawieniem.
- Skąd. Tylko zapytałem.
Bracia spiorunowali go wzrokiem.
Chwilę za władcą, pojawiła się kolejna postać.
- Co się dzieje? - spytała z zaciekawieniem Liliami.
- Och, nic takiego - odburknął Ligolis. - Tylko nasz kochany ojciec chce się nas pozbyć.
- Jak?
- Sprawiając byśmy dostali ataku serca - wyjaśnił, przez zęby, Haldir.
- Podnieście broń - rzekł niewzruszony król.
Bracia spojrzeli na niego wściekli, po czym wzięli miecze i schowali je do pochew.
- Jesteś nienormalny - stwierdził, nadal oburzony, Ligolis.
- Zgadzam się - dodał jego brat.
- Powiedzieli ci normalni - parsknął król.
Liliami zaśmiała się.
Bracia spojrzeli na siebie po czym, niemalże jednocześnie, podbiegli do siostry, pchnęli ją na ojca, a następnie z uwielbieniem patrzyli jak oboje wywalają się na ziemię.
Chwilę na nich patrzyli, po czym parsknęli śmiechem, nie zważając na to, że byli zasztyletowywani spojrzeniami krewnych.
- Nie macie poczucia humoru - stwierdził z dziką satysfakcją Haldir.
- Właśnie - potwierdził Ligolis, ocierając łzy z oczu.
- Zabawne - powiedziały, wstając, ich "ofiary".
Wymiana zdań nie trwała długo, ponieważ zaraz wszyscy się rozeszli w swoje strony w wesołych humorach.


Wybaczcie wszelkie błędy. ;)

(A, i od razu! Wybaczcie tekst ;} [chodzi o tło])

No, a teraz muzyka. ^^
Tak, tak, to będzie trochę muzyczny post, ale (oczywiście) skupiony na "Hobbicie". :)

Ostatnio, jak już pisałam, dostałam 5-płytowe wydania do dwóch pierwszych części "Hobbita" z materiałami dodatkowymi i było tam m.in. o muzyce w "Hobbicie". Zakochałam się w tym. :D

Otóż najpierw będzie pierwsza w kolejce piosenka w 1. filmie pt. "Blunt the knives".
Tak, wiem, jestem głupia, ale nic nie zmieni tego, że miałam podnietę, gdy zorientowałam się, kto to zaczyna śpiewać. Kili. <3 A potem drugi wers Fili. <3 A potem wszyscy. :D

Piosenka ta jest wzięta z książki, tylko pozamieniane są miejscami niektóre wersy. James Nesbitt (Bofur) gra tam na flecie. Gdy ten tam, kto ich uczył śpiewać go zapytał, czy mógłby zagrać on powiedział: "Nie jestem za dobry, ale przyniosę mój flet i zobaczymy." Gdy zaczął grać, temu gościowi opadła szczęka i powiedział: "Jesteś zatrudniony". :DDD
Ogółem Aidan Turner (Kili) powiedział, że spokojnie może zaliczyć musical do swojego życiorysu. :D

Blunt the knives

Blunt the knives and bent the forks!
Smash the bottles and burn the corks!
Chip the glasses and crack the plates!
That's what Bilbo Baggins hates!

Cut the cloth and tread on the fat!
Leave the bones on the bedroom mat!
Pour the milk on the pantry floor!
Splash the wine on every door!

Dump the crocks in a boiling bawl;
Puond them up with a thumping pole;
And when you've finished, if any are whole,
Send them down the hall to roll!

That's what Bilbo Baggins hates!



Następną piosenką jest "Far over", bądź "Misty mountains cold", bądź ja naprawdę w końcu nie wiem jak ona się nazywa. :D
Też wzięta z książki, tylko tutaj chyba wersy są na właściwym miejscu. :D Oni ją traktują jak swoją historię w pigułce, pieśń, która była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Jest dla nich niezwykle ważna. Gdy było przesłuchanie Richarda Armitage'a Phillipa Boyens (bodajże) przypomniała sobie o tej piosence i zapytała go, czy umie śpiewać, a on odpowiedział: "Chyba tak". Co później, jak mówiła Phillipa, wydało się trochę śmieszne, bo "facet ma niesamowity głos". :D Najbardziej rozwalił mnie
Mark Handlow (Dori), który w wywiadzie potem mówił: "Far over *zaśpiewał* Wow. Niezłe zaskoczenie. Ma niesamowity głos. *chwila pauzy* Nienawidzę go." xDDD <3 (on tego nie powiedział w złych intencjach ;))

Far over

Far Over the Misty Mountains Cold,
To Dungeons Deep and Caverns Old,
We must away ere break of day
To find our long-forgotten gold.

The Pines were Roaring on The Heights,
The Winds were Moaning in the Night,
The Fire was Red, it Flaming Spread,
The Trees Like Torches Blazed with Light.




Później w kolejce jest piosenka Bofura, która była w edycji rozszerzonej, pt. "The Man in the Moon Stayed Up Too Late". Jest to piosenka z książki, tylko że z "Drużyny Pierścienia". Frodo zaśpiewał ją w Bree i tam była coś napisane, że nauczył się jej od Bilba. Więc dają nam wybór - albo to Bilbo napisał ją w drodze do Rivendell i nauczył Bofura, albo Bofur nauczył Bilba. My mamy zdecydować. ;)
W filmie chcieli pokazać, że krasnoludy nie szanują elfów, więc Bofur wchodzi na cokół, na którym potem leży jedyny pierścień i zaczyna śpiewać piosenkę do picia. (jeśli wiecie co mam na myśli)
James Nesbitt (Bofur) sam musiał wymyślić melodię do tej piosenki, w czym pomogła mu starsza córka. :)

The Man in the Moon Stayed Up Too Late
There is an inn, a merry old inn
beneath an old grey hill,
And there they brew a beer so brown
That the Man in the Moon himself came down
One night to drink his fill.
The ostler has a tipsy cat
that plays a five-stringed fiddle;
And up and down he runs his bow,
Now squeaking high, now purring low,
Now sawing in the middle.
So the cat on his fiddle played hey-diddle-diddle,
a jig that would wake the dead:
He squeaked and sawed and quickened the tune,
While the landlord shook the Man in the Moon:
'It's after three!' he said.


Potem jest piosenka Wielkiego Goblina (też z edycji rozszerzonej), który za jej pomocą się przedstawia.
Barry Humphries (Wielki Goblin) mówił w wywiadzie potem: "Jest to piosenka przesycona nienawiścią. Myślę, że dzieciom się spodoba." xD Jest to piosenka o torturach, śmierci i takich tam, a że jest to piosenka to instrumenty również są. ;) Gobliny zbierają odpadki, rzeczy które inni wyrzucają, więc i z tego są ich instrumenty. W tle słychać również rogi. :)
Gdy kompozytor zaśpiewał aktorowi tę piosenkę on powiedział: "Nie, nie, wszystko nie tak." Chodziło mu o to, że jego postać nie ma kompletnie słuchu, dlatego musiał fałszować. :) Przy tej piosence najpierw aktor zaśpiewał, a dopiero potem robili muzykę. :D

Down, down in goblin town

Clap snap, the black crack
Grip, grab, pinch, and nab
Batter and beat
Make ‘em stammer and squeak!
Pound pound, far underground
Down, down, down in Goblin Town

With a swish and smack
And a whip and a crack
Everybody talks when they’re on my rack
Pound pound, far underground
Down, down, down in Goblin Town

Hammer and tongs, get out your knockers and gongs
You wont last long on the end of my prongs
Clash, crash, crush and smish
Bang, break, shiver and shake

You can yammer and yelp
But there aint no help
Pound pound, far underground
Down, down, down in Goblin Town


Później Wielki Goblin jeszcze coś śpiewa, ale to chyba ot tak. :)

Następną, i już ostatnią piosenką (ąż słyszę okrzyki radości: "nareszcie!") jest piosneka końcowa, śpiewana przez Neila Finna pt. "The song of the Lonely Mountain".
Początkowo chcieli wrócić do "Far over", ale była za wolna, stwierdzili więc, że ktoś inny mógłby ją zaśpiewać. Fran Walsh i Phillipa Boyens były w samochodzie i leciała jakaś piosenka Neila i Fran powiedział: "On mógłby to zaśpiewać". A Phillipa na to: "W sumie masz rację. Myślisz, że się zgodzi?" I zadzwoniła do niego i się zgodził. Jednak to nie jest nasze "Far over" - Neil napisał własny tekst, który dotyczy dokładnie momentu, gdy stoją na skale. Zresztą sami zobaczcie :) :

The song of the Lonely Mountain

Far over the Misty Mountains rise
Leave us standing upon the height
What was before we see once more
Is our kingdom a distant light

Fiery Mountain beneath a moon
The words aren’t spoken, we’ll be there soon
For home a song that echoes on
And all who find us will know the tune

Some folk we never forget
Some kind we never forgive
Haven’t seen the back of us yet
We’ll fight as long as we live

All eyes on the hidden door
To the Lonely Mountain bourne
We’ll ride in the gathering storm
Until we get our long forgotten gold

We lay under the Misty Mountains cold
In slumbers deep, and dreams of gold
We must awake, our lives to make
And in the darkness a torch we hold

From long ago when lanterns burned
Until this day our hearts have yearned
A fate unknown, the Arkenstone
What was stolen must be returned

We must away ere break of day
To find our song for heart and soul

Some folk we never forget
Some kind we never forgive
Haven’t seen the end of it yet
We’ll fight as long as we live

All eyes on the hidden door
To the Lonely Mountain bourne
We’ll ride in the gathering storm
Till we get our long forgotten gold

Far away the Misty Mountains cold.


Tak, wiem, piosenka to ostatnia, ale jeszcze chcę napisać o książkach. ;) (też Was kocham ;*)

Pięć Królestw: Łupieżcy Niebios

Jest to pierwsza część nowej serii Brandona Mulla, autora "Baśnioboru". Opowiada głównie o chłopcu, Cole'u, który wraz z kolegami w Halloween został porwany przez handlarzy niewolników i zabrany na Obrzeża. Staje się niewolnikiem i wkrótce kupują go Łupieżcy Niebios, co oddziela go od przyjaciół, których przysiągł uratować. Łupieżcy zabierają go do Sambrii, jednego z Pięciu Królestw, nad Skraj, gdzie jest jednym ze zwiadowców. Tam też poznaje Mirę, Jace'a (tak, też padłam na tym imieniu xD) i Drgawę. Zaczynają się przygody. :)
Naprawdę polecam, tak jak i wszystkie inne książki tego autora. ;) Pisane lekko, wciągająco i choć postacie są młode to barwne. :)
Hihi, jestem mądra. :D Ogarnęła, że skoro będzie tego 5 części (a będzie) to będą w każdym królestwie. :D ^^
BRANDON MULL PLANUJE KONTYNUOWAĆ BAŚNIOBÓR!!!!!!!!!!!!
Ludzie, marzenia się spełniają. ^.^ <33333333

Niemcy

To jest akurat moja lektura. Książka ta wzbudziła we mnie sprzeczne emocje. Nie lubię tej tematyki (koniec września 1943r.), ale jakoś ta książka mnie oczarowała. Jest to dramat jako rodzaj literacki. Jest tutaj więcej opisów niż w innym czytanych przeze mnie takich książkach. "Niemcy" - akcja dzieje się początkowo w Niemczech, Norwegii, potem we Francji, by dotrzeć z powrotem do Niemczech do Getyngi, gdzie profesor Sonnenbruch obchodzi jubileusz swojej pracy naukowej. Profesor jest człowiekiem uważającym się za prawdziwego Niemca, który ma zamiar przechować "prawdziwość" Niemczech (że się tak wyrażę) w sobie do końca wojny, a potem przekazać go przyszłym pokoleniom. Książka chyba oczarowała mnie postaciami - barwnymi i realistycznymi.
Naprawdę polecam, warto przeczytać, a końcowa wymiana zdań pomiędzy profesorem, a jego byłym uczniem naprawdę mądra. :)


No. To naprawdę już koniec. ;) A nie, jeszcze nie! xD Obrazki. ;*


Nieee, to jest mega piękne. <3 xDDDD
Jedno z najlepszych, ahahahahaha. ^.^


Piękni. <3


Tak powinno być w filmie. :(


Pikne. :D


Kolejne rodzinne. ^^


To jest takie słodkie. *.*


Hahaha, dobre! :D


Hihihi, Kili, <3


*o*
Padam.


Ahahahaha, jak on skakał po tych kamieniach! :D To było piękne. ^^


*.* <3333333333333333
Legoriel. <3


Widać, że przeróbka, ale i tak piękne. ;D


Ahahahahahahaha! ^^ :D


Nie mogę. *.* ^.^ <3


Hihihi, słodkie. :D ;D ^.^


Ahahahaha! :D


Kocham ich po prostu. *.*


Ahahahaha, nie ma to jak pomieszać 6 fandomów. :D

Jupi! To naprawdę koniec. ;D

Do napisania kochani! ;* <3

wtorek, 6 stycznia 2015

Hobbit: Bitwa Pięciu Armii

Witam witam.

Skoro dużo moich czytelników obejrzało już "Hobbita"...
Jej! ^^ Ludzie, kocham Was! Z tego co ogarnęłam to jest tu dużo fanów Hobbita. :D

No, a więęęc. Grrr! Niektórzy ludzie są niekulturalni! Nie rozumieją, że o gustach się NIE DYSKUTUJE, a jak już dyskutuje to robi się to w sposób kulturalny i z SZACUNKIEM do drugiej osoby oraz ze świadomością, że naprawdę może się komuś coś podobać, bo tak i nie podobać, bo nie. Gr. Chciałam tutaj bronić "Hobbita", ale nie mam już nerwów. (chodzi o dyskusje na filmwebie - nie powinnam była w ogóle tam wchodzić. -.- Już nie będę)

*mogą się pojawić spoilery do trzeciego filmu*

Ogółem film był ekstra. Chociaż początkowo, mówiąc szczerze, czułam się rozczarowana. Nie wiem czym, ale tak jakoś. Dopiero za drugim razem, gdy obejrzałam tak jakby "na trzeźwo", to mi się bardziej spodobało. ;)

Ogółem efekty specjalne genialne.
Dain! Dain był genialny! <3 Po prostu padłam na "oschłej leśnej elfce". xD
A, i smuteczek, bo oba genialne wierzchowce - Thranduila i Daina - zginęły. :( Ej. ;/
Nie wiem jak u Was, ale u mnie dwa razy był moment, na którym śmiała się cała sala i moment, na którym śmiała się część sali. ;D
Ten pierwszy - "- Czy to jest ten hobbit, który ukradł klucze sprzed nosa mojej straży?
- Taaaak. Przepraszam za to." <3 xD (a tak z innej beczki, to skąd Thranduil o tym wiedział? O.o [że to był Bilbo])
Ten drugi - gdy Gandalf i Bilbo siedzieli (pod koniec) i Gandalf coś tam robił ze swoją fajką. xD ^^
A, i moim zdaniem Richard Armitage zasługuje na Oscara za Thorina tutaj. Ta smocza choroba... po prostu genialny aktor. <3 Ogółem ten wątek... Ten początek, a potem to robiło się coraz głębsze, pogłębiało się, aż w końcu ta scena, gdy go wszystko atakowało, a na końcu złoto połknęło. Jej. ^.^
Ogółem Bilbo oczywiście też był świetny. ;) Jak zwykle. ;)
Dla mnie wszyscy byli genialni! :D
A, i jeśli chcecie znać moją opinię co do wątku miłosnego... było tak:
*scena na plaży*
Ejjjj. Ty ich nie lubisz! Nie rozumiesz?! Pojedynczo ich kochasz, ale nie razem!
Ciii. Są słodcy. Polubiłam ich. Z kimkolwiek będzie Tauriel, będę szczęśliwa.
No. Tak to mnie więcej było. ;) (chyba za dużo "Elfa"... Może naprawdę jestem elfem i ujawniła mi się moja druga 'ja'?)
A, i... TAURIEL ŻYJE!!!!!!!!!!!!! Matko, tak się bałam. Kamień z serca. Dzięki Ci Boże! <333 PJ jesteś uratowany! (chociaż rozdzielenie moich kochanych braci... niee, to nie był najlepszy pomysł)
Ahhhhhh... kocham ten film. ;) <3333

Jak coś mi się przypomni, to kiedyś tam jeszcze napiszę. ;D

A teraaaz... obrazki! Jej! ^^ Cieszymy się! Haha. xD



Ahaha, to ja! :D


Ihihihihi. ^^


Ahahahaha, Leggy! xD


Hahaha. ^^


Kocham, jak ich Gandalf przedstawiał. <3


Hihi, dokładnie! ;D


To mnie rozwala. xD Tylko Ci, co obejrzeli film zrozumieją. ;)


Biedny Kili. xD


Ahaha! :D


So true. ^^


Hah, dobre! xD


Nie radzę tak wychowywać dziecka. :P


Elfie. xD


Chce mi ktoś wyjaśnić, co to ma być?! xD


Słooodkie. *.*


Ahahahahahahahahahaha, Kili!! xDDDDDDDD


Szczerze... to ja nie wiem, co ja bym zrobiła. Chyba zemdlała. xD


Hihi, nowa wersja. :D Przyznajcie, że piękna. ^^


To mi naprawdę samo wyszło! XDDDDD


Hahaha, Gandalf! ^^ (jeśli nie rozumiecie tego - pytajcie, z chęcią wyjaśnię ;))


A oto cała ja. ^.^


<33333
Tylko tych na dole nie musieli dawać. :P


Słodkie. *.*


Co to?! xDDDD Hihi. ^^


Niee, nie mogę z tego zdjęcia, cały czas. XDDDDD


Hmmm. Że what?! xD


Ahahahaha, dobre! Powaliło mnie. ^^ :D


"- Tell my father, if there is no place for Tauriel, there is no place for me.
- Legolas... it's your king's command.
- Tak, jest moim królem. Ale nie włada mym sercem."
(wybaczcie, że ostatnie zdanie po polsku, ale nie umiem go po angielsku ;))
Jeden z najpiękniejszych momentów w filmie jak dla mnie. *.* ^.^ <3333


Ahaha, to takie prawdziwe! ;D


Niee no, mocne. xDDD Kili <3

Hmmm... tych obrazków miało być mniej. xD A mam więcej. :P W następnym poście będą. ;) Wybaczcie, ale musiałam je powstawiać. ;*

A teraz... dobranoc kochani! ;***

P.S. Miała być recenzja filmu, ale jakoś... nie wyszło. xD Jeśli bardzo Wam na niej zależy to napiszcie. ;)

P.P.S. Jupiiii! :D Mam wydania 5-płytowe do dwóch pierwszych części "Hobbita". *.* Matko, ale jestem szczęśliiiiwaa! :DDDDDD <3333333

środa, 31 grudnia 2014

Szczęśliwego Nowego Roku!

Witam!

(nie, nikt się nie spodziewał posta o takiej tematyce, skąd)

Wzięłam się za czytanie w końcu oraz napisałam opowiadanie na konkurs (i wysłałam) (do vg).
Przedwczoraj prawie cały dzień oglądałam dodatki do "Hobbita" pierwszej części. xD
A własnie, jak tam święta? :D
Ten post tak na szybko. ;)

A więc tak:

Kochani! Szczęśliwego Nowego Roku, wszystkiego dobrego, spełnienia marzeń, wszystkiego, wszystkiego co najlepsze, dużo książek, czasu, miłości, przyjaźni, zdrowia, pomyślności, szczęścia, dobrych ocen i tak dalej, i tak dalej. Naprawdę z całego serca życzę Wam jak najlepiej w nadchodzących 2015 roku. :D I błogosławieństwa bożego na każdy dzień. <3



Nie chcę się roztkliwiać, bo jeszcze znowu wpadnę w melancholię. Jeju, rok się kończy i co? Będzie następny. I jeszcze następny. I jeszcze, jeszcze, jeszcze i tak cały czas. Nie ma co smutać. :)
Wybaczcie, to tak, żeby było mi łatwiej. ;)

Jakie plany na Sylwestra? ;D Ja z rodzinką i przyjaciółmi w domu. ^^ Ale będzie fajnie. :D ;D


Pytanko.... oglądał ktoś już? Oglądał?
JA TAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! (heh, a jakże by inaczej)
Nawet dwa razy. :P Byłam 25 na przedpremierze z rodziną, a potem 26 na premierze z koleżanką. ;) xD
KOCHAM TO!!!!!!!!!!!!!!! LEGOLAS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! TAURIEL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! THRANDUIL!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! BILBO!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KILI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! FILI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!THORIN!!!!!!!!!!!!!!!!! BARD!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! GANDALF!!!!!!!!!!!!!!! WSZYSCY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Uffffffff. Trochę mi lepiej. :D
axdcgbncyuewgkasnsdcuivgjyshbcjksdbvyueaabasvbhnvhx!!!!!!!!!!!!!!
Albo i jednak nie. :D
Haha, mniejsza. ^^


"If more people valued home above gold this world would be a merrier place."






Do napisania w przyszłym roku kochani! ;********    <3333333333

sobota, 27 grudnia 2014

Elf 16

Hejka hej!
Pewnie większość z Was dostawała prezenty 24, 25, niektórzy może jeszcze wczoraj, bo widzieli się z rodziną, a dzisiaj... macie prezencik ode mnie. ^^ Zwyczajowo. ;* Kocham Was moi drodzy! <3




Robiłem właśnie chyba trzydzieste kółko, gdy Ligolis kazał mi się zatrzymać. Ściągnąłem wodze i spojrzałem na niego.
- Dziś krótko. Tylko tak dorywczo, ale zawsze to dodatkowy trening.
Kiwnąłem głową.
- Chociaż wiesz… - Ligolis uśmiechnął się chytrze. – Za dobrą jazdę masz bonus – to mówiąc, klepnął z całej siły w zad konia.
Laudil przestraszony ruszył przed siebie galopem. Kurczowo złapałem za wodze, jednak czułem, że spadam. W pewnym momencie przechyliłem się mocno na lewą stronę i w następnej chwili zaliczyłem porządne spotkanie z gruntem. Słyszałem oddalającego się Laudila, ale także inny dźwięk… Podniosłem się powoli na łokciu i zamglonym z lekka wzrokiem spojrzałem w stronę źródła odgłosu… I ujrzałem Ligolisa zalewającego się ze śmiechu. Spiorunowałem go spojrzeniem, jednak on chyba nawet tego nie zarejestrował. Jęknąłem z bólu próbując się podnieść. W końcu udała mi się ta sztuka i cały obolały ruszyłem w stronę mojego nauczyciela. Gdy wreszcie doczłapałem na miejsce, Ligolis spojrzał na mnie przez łzy.
- Śmieszy cię to? – warknąłem.
Książę, nadal się śmiejąc, pokiwał głową.
- Nie złość się – zdołał wykrztusić. – Pomogłem ci tylko – kaszlnął. – zaliczyć swój pierwszy upadek.
- Wielkie dzięki – syknąłem.
Ligolis spojrzał na mnie rozbawiony, po czym odchylił głowę do tyłu i znów się zaśmiał.
- Oj, no rozchmurz się. Tylko zafundowałem ci galop – mówiąc to, mrugnął do mnie.
Mi jednak wcale nie było do śmiechu. Wszystko mnie bolało, a że spadłem na lewą stronę, to biodro było szczególnie zranione. Odwróciłem się, by poszukać Laudila. Na szczęście zlitował się nade mną oraz nie kazał za dużo chodzić, bo stał niedaleko i spoglądał na mnie z zaciekawieniem, przechylając głowę.
- Chodź tu, Laudil – powiedziałem zmęczony, wyciągając do niego dłoń. Koń ruszył powoli w moją stronę, a ja uśmiechnąłem się pod nosem na widok jego majestatycznego chodu. Gdy był już przy mnie, pogłaskałem go po szyi i zwróciłem się w stronę Ligolisa, który patrzył na mnie z zadowoleniem, już opanowany.
- On nie jest zły – zauważył niewinnie.
Spiorunowałem go spojrzeniem, jednak nie potrafiłem długo się na niego gniewać, więc na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Chodź, wracamy.
Po tych słowach skierowaliśmy się stronę zamku.

***

Znajdowałem się w pokoju, który do złudzenia przypominał moją komnatę. Jednak zamiast ścian widać było czerń. Po prostu czerń. W miejscu, gdzie kończyła się podłoga zaczynała się czerń. Zamiast sufitu również była czerń.
Rozejrzałem się z przestrachem.
- Jest tu kto? – zawołałem. Aż drgnąłem, bo mój głos okazał się dziwnie przestrzenny.
„W sumie to głupie pytanie…” – pomyślałem. – „Zwłaszcza w filmach. Co, jakiś zabójca, który jest w domu i usłyszy takie wołanie miałby odpowiedzieć: Jestem w kuchni, zrobić ci kanapkę? Żenujące.”
- Chociaż mam nadzieję, że w tej czerni nie kryje się zabójca… - wyszeptałem.
- Nie byłbym tego taki pewien.
O mało serce mi nie stanęło, gdy usłyszałem za sobą jakiś głos. A już tym bardziej, gdy zobaczyłem jak wygląda jego właściciel.
Przede mną stał mężczyzna, podobny do elfa, jednak z kilkoma różnicami. Cały był ubrany na czarno, włosy również miał tego koloru. Jego cera była dość normalna. Najstraszniejsze były jednak jego oczy. Nie można było zauważyć różnicy pomiędzy białkiem, a źrenicami, bo jej po prostu nie było. Jego oczy były głęboką czernią, z której wyzierała chłodna nienawiść.
Przerażony, aż się cofnąłem.
- K-Kim jesteś? – spytałem drżącym głosem.
Przybysz uśmiechnął się przerażająco.
- Och, nikim takim. Starym znajomym twoich kochanych przyjaciół… - po tych słowach odsunął krzesło przy stole i usiadł na nim. Następnie nalał sobie do kieliszka wina, a ja się zastanawiałem skąd ono się tam wzięło.
- A więc do rzeczy – zaczął przybysz. – nazywam się Xalit.
W tym momencie zamarłem i powoli zaczął oblewać mnie zimny pot. „To musi być sen, to musi być sen…”
- Tak, masz rację, to jest sen. Ale wywołany przeze mnie. A więc obowiązują tutaj moje prawa. Jak widzisz wybrałem twoją komnatę, byś poczuł się swobodniej – przy tych słowach zamaszystym ruchem pokazał mi pomieszczenie.
- Ty nie możesz być Xalit – wyjąkałem. – On wyglądał inaczej. Musiał…
Xalit uśmiechnął się cierpko. W następnej chwili rozległ się mrożący krew w żyłach śmiech. Po krótkim czasie umilkł.
- Och, widzisz, przez krótki czas udało mi się zmienić postać.
- Przez krótki czas? Ligolis opowiadał mi twoją historię, znaliście się od dziecka!
Xalit zacmokał.
- Ach, Ligolis. Ten biedny, naiwny, łatwowierny dzieciak. Naprawdę myślisz, że tak trudno było go oszukać? – elf nachylił się w moją stronę. – Wystarczyło użyć iluzji.
Otworzyłem buzię ze zdziwienia. Iluzji?
- Iluzji? – zapytałem na głos.
Xalit pokiwał głową.
- Tak, iluzji. Wystarczyło pomieszać w głowie biednemu księciu i jego najbliższym i załatwione. Reszta nie miała nic do gadania, przecież plebs nie będzie wtrącał nosa w sprawy królewskie, prawda? – odchylił się i upił łyk wina.
- Czemu mi to wszystko mówisz? – wydawało mi się nieprawdopodobne, by złoczyńca opowiadał mi o szczegółach swojej zbrodni.
Xalit uśmiechnął się przebiegle.
- Ach, widzisz, czas chyba, by wszyscy uświadomili sobie swoją głupotę.
- Ale czemu wybrałeś akurat mnie?
Xalit nie odpowiedział, tylko znów się uśmiechnął.  Aż zadrżałem.
- Nie jesteś elfem – stwierdziłem drżącym głosem.
Przybysz zatrzymał szklankę przy ustach, których kąciki podniosły się nieznacznie ku górze.
- Masz rację. Jestem Mrocznym Elfem.
- M-Mrocznym Elfem? Co to znaczy?
- Och, tę jakże ciekawą historię z pewnością będą chcieli ci opowiedzieć synowie królewscy… Nie będę im odbierał tej przyjemności – wypowiedziawszy te słowa upił trochę wina.
- Jesteś nienormalny.
Xalit zacmokał z dezaprobatą.
- A skąd wynika to stwierdzenie, jeśli mógłbym wiedzieć?
- Chcesz nas wszystkich pozabijać!- nie byłem w stanie zapanować nad emocjami.
Mroczny elf zastanowił się chwilę.
- Tak, to prawda – powiedział z wolna, a ja zbladłem. – ale to wcale nie oznacza, że jestem nienormalny.
Prychnąłem. I natychmiast tego pożałowałem, bo przenikliwe spojrzenie Xalita zwróciło się ku mnie. Poczułem ucisk w klatce piersiowej i zaczęło mi brakować powietrza.
- Radzę ci uważać na słowa, młody elfie. Bo może się okazać, że nie doceniasz przeciwnika.
W tym momencie ucisk zniknął, a ja zaczerpnąłem głośno powietrza. Xalit wstał od stołu, postawił na nim pustą szklankę i skierował się w stronę czerni.
- Stój, czekaj! – krzyknąłem za nim, nie bardzo wiedząc w jakim celu. Ku mojemu przerażeniu Xalit zatrzymał się. Zanim zdążyłem zareagować, rzucił w moją stronę nożem. Ostrze przecięło mi policzek, pozostawiając podłużny ślad. Ze strachem go dotknąłem, jednak nie leciała krew. Mroczny elf znów zaczął iść i już po chwili zniknął w czerni.

Obudziłem się cały zlany potem, ciężko oddychając. Przez moją głowę przelatywało tysiąc myśli naraz. Czy to był tylko sen? A może coś więcej? Dotknąłem policzka… i zamarłem. Była tam rana! „Spokojnie Leo, spokojnie” – uspokajałem sam siebie. – „Może zaliczyłeś ją gdzieś indziej?” Chociaż wiedziałem, że to nieprawda. Mimo że nie leciała krew, czułem, że była świeża. Przez chwilę nie wiedziałem co robić.

Idź do braci.
Świetny pomysł, Sean.

Wybiegłem z pokoju i pognałem przed siebie, pod bosymi stopami czułem chłodną posadzkę. Zziajany wpadłem do pokoju Ligolisa i Haldira. Odczekałem chwilkę, po czym przeszedłem szybko całą długość pomieszczenia i już po chwili byłem w sypialni. I wtedy się zatrzymałem. Wyraźnie widziałem sylwetki braci, równomiernie unoszące się pod kołdrami. „To chyba jednak nie jest dobry pomysł…” Fakt, byli moimi przyjaciółmi, ale to nie upoważniało mnie do budzenia ich w nocy z powodu byle koszmaru.

Tak, tyle że to nie jest byle koszmar.
Może i masz rację…
Ja na pewno mam rację.
Zgoda.

Podszedłem do śpiącego Ligolisa i przeżyłem ostatnią chwilę zawahania. Potem delikatnie nim potrząsnąłem.
- Ligolis. Ligolis, obudź się!
Książę leniwie uniósł powieki i spojrzał na mnie półprzytomnym wzrokiem.
- Leo? Co ty tu robisz?
- Miałem… – w ostatniej chwili ugryzłem się w język. O mało co nie powiedziałem, że miałem zły sen. – Ja… muszę wam coś powiedzieć.
- A musisz w środku nocy? – jęknął mój przyjaciel.
- Tak.
Ligolis westchnął.
- No dobra, obudź Haldira.
- Zgoda.
Po tych słowach zostawiłem go i poszedłem obudzić starszego z braci.
- Haldir! Obudź się!
Usłyszałem jęk, po czym ujrzałem zaspany wzrok Haldira.
- Leo? Co się dzieje?
- Muszę wam coś powiedzieć.
- A musisz w środku nocy?
- Tak.
- No, dobra, dobra, już wstaję. – jednak wbrew swoim słowom Haldir po prostu zamknął z powrotem oczy.
- No wstawaj. Ligolis już wstał – obejrzałem się na młodszego z braci i z lekką irytacją stwierdziłem, że Ligolis wcale nie wstał tylko naciągnął kołdrę na głowę.
Wtedy wpadłem na pewien pomysł. Stanąłem pomiędzy dwoma łóżkami i nieco głośniej powiedziałem:
- Chodzi o Xalita.
Nie musiałem dwa razy powtarzać. Efekt był natychmiastowy - bracia w tym samym momencie zerwali się z łóżek.
- Że co?! – spytał Ligolis, ciut za głośno.
Zaśmiałem się cicho z ich reakcji.
Haldir przyjrzał mi się uważnie.
- Leo, czy ty przypadkiem sobie z nas nie zażartowałeś?
Westchnąłem.
- Chciałbym Haldirze. Ale tu naprawdę chodzi o Xalita.
- W jakim sensie? – zapytał Ligolis.
- Bo… ja miałem sen… wiem, że to głupio brzmi, ale… on tam był… i ze mną rozmawiał… mówił, że kontroluje ten sen i chyba naprawdę tak było… - na koniec ciężko westchnąłem.
Bracia wymienili przerażone spojrzenia.
- Leo… - zaczął młodszy z nich. Spojrzałem na niego. – Idź do siebie i się ubierz. Zaraz po ciebie przyjdę.
Zdziwiłem się, ale nic nie powiedziałem i posłusznie poszedłem do siebie.

***

Siedziałem sztywno na krześle i z nerwów bawiłem się dłońmi. Byliśmy w komnacie króla. Siedzieliśmy w półokręgu przed biurkiem. Po mojej prawej siedziała Liliami, a po lewej Haldir. Obok niego z kolei siedział Ligolis. W pewnym momencie pojawił się król i usiadł za biurkiem. Westchnął, potarł oczy, i uniósł wzrok na nas.
- A więc? Co się dzieje?
- Leo miał sen… - zaczął Haldir. – Najprawdopodobniej kontrolowany.
Król zrobił wielkie oczy.
- Kontrolowany? Ale kto…
- Xalit – odpowiedzieli w tym samym momencie bracia.
Liliami gwałtownie zwróciła głowę w ich stronę.
- Że co? – spytała niedowierzając. Po raz pierwszy usłyszałem jej głos. Był wyrazisty, ale gdy się wsłuchać, jasne było, że nie zawsze jest tak poważna.
Ligolis spojrzał w jej stronę.
- Xalit – powiedział dobitnie. – Leo z nim rozmawiał.
W tym momencie wszystkie spojrzenia zwróciły się ku mnie, co mnie ogromnie speszyło.
- Opowiadaj – zażądał król.
Przełknąłem ślinę.
- A więc tak… to było… on… ja – oczywiście zacząłem się jąkać. Wziąłem głęboki wdech i kontynuowałem. – Miałem sen, że byłem w swojej komnacie, ale wyglądała trochę inaczej, zamiast ścian i sufitu była czerń. Wiem trochę to dziwnie brzmi, ale… Zresztą nieważne. W każdym razie w pewnym momencie pojawił się tam on. Wyglądał przerażająco. Był prawie cały czarny i…
- Czekaj – przerwał mi Ligolis. – Jak to czarny? Przecież elfy tak nie wyglądają.
Zawahałem się. Musiałem powiedzieć wszystko, ale na pewno nie powtórzę mu słów Xalita, że jest głupi, naiwny i łatwowierny.
- No…
Nie wiedziałem co teraz powiedzieć, ale na szczęście z opresji wyciągnął mnie Haldir.
- Spokojnie Ligolisie. Daj mu powiedzieć wszystko od początku.
Popatrzyłem na niego z wdzięcznością i kontynuowałem:
- No i on powiedział, że nazywa się Xalit i że kontroluje ten sen – wszyscy słuchali mnie uważnie. – I ja mu powiedziałem, że nie może być Xalitem, bo przecież elfy tak nie wyglądają, a on… a on powiedział, że przez krótki czas udało mu się zmienić postać…
- Czekaj – tym razem to Hadir mi przerwał. – Przez krótki czas? Przecież… Przecież Ligolis i on znali się niemalże od dziecka.
- To też mu powiedziałem. A on… on powiedział, że użył iluzji – naturalnie pominąłem moment z przymiotnikami.
- Iluzji?! – wykrzyknęła cała czwórka, zrywając się z miejsc.
- No… tak – bąknąłem.
- Iluzji, iluzji – król pokręcił głową, niedowierzając.
Po chwili wszyscy z powrotem usiedli, a ja kontynuowałem swoją opowieść:
- I ja go spytałem, czemu mi to wszystko mówi, a on powiedział, że… - urwałem. Nie wiedziałem czy wypada powtórzyć im słowa Xalita.
- Mów dalej, Leo – zachęcił spokojnym głosem Haldir.
Odetchnąłem głęboko.
- A on powiedział, że uważa, że już czas by wszyscy uświadomili sobie swoją głupotę – dokończyłem cicho.
Pozostali spojrzeli po sobie.
- Co było dalej Leo? – spytał Ligolis.
- Zapytałem go, czemu mówi to wszystko akurat mnie, ale on nie odpowiedział… Wtedy… wtedy powiedziałem, że nie jest elfem, a on potwierdził i… i powiedział, że jest mrocznym elfem.
W tym momencie nie mogłem mówić dalej, bo wszyscy wydali z siebie dosyć głośne okrzyki zdziwienia i strachu. Cała czwórka zerwała się z miejsc i zbladła. Ligolis opadł z powrotem na krzesło i ukrył twarz w dłoniach, król zastygł w bezruchu, a Haldir i Liliami patrzyli na siebie z przerażeniem. Ja nie bardzo wiedziałem co teraz zrobić. Spojrzałem na Ligolisa. Musiał być zdruzgotany. Tyle wiadomości… a to jeszcze nie wszystkie.
- Mogę mówić dalej? – spytałem cicho.
Pozostali spojrzeli na mnie, pokiwali głowami na znak zgody i usiedli.
- Powiedziałem mu, że jest nienormalny, a on zapytał mnie dlaczego tak myślę. Powiedziałem mu, że chce nas wszystkich pozabijać, a on… przytaknął. Powiedział jednak, że to wcale nie oznacza, że jest nienormalny, a gdy prychnąłem on… spojrzał na mnie. I wtedy poczułem taki ucisk w klatce piersiowej i nie mogłem prawie oddychać. A on wtedy powiedział, żebym uważał na słowa, bo mogę nie docenić przeciwnika. Wtedy ucisk ustąpił, a on wstał i zaczął iść w stronę czerni. Zawołałem, żeby zaczekał, nie wiem nawet po co, ale on to zrobił i… i rzucił we mnie nożem. Ten nóż na szczęście prawie mnie nie dotknął… tylko lekko policzka. I wtedy Xalit zniknął w czerni, a ja się obudziłem – wzruszyłem ramionami. – I to koniec. Potem stwierdziłem, że pójdę do Ligolisa i Haldira, i tak zrobiłem.
Na jakiś czas zapadła cisza. Przerwał ją król.
- To wcale nie musiał być sen kontrolowany – pozostali spojrzeli na niego ze szczerym zdziwieniem. – Choć jednak dużo rzeczy by na to wskazywało – kontynuował.
Wtedy zaczęli dyskutować na ten temat, gdy w końcu Ligolis zwrócił ich uwagę na siebie:
- Ojcze… jest jeszcze jeden szczegół – zaczął cicho ze wzrokiem utkwionym we mnie. – Spójrz na jego policzek.
W tym momencie pozostali poszli za tą radą, a ja zastygłem w miejscu. Oczy rodziny królewskiej się rozszerzyły, gdy ujrzeli rozcięcie.
- Leo – zaczął blady Haldir. – Skąd to masz?
- Ja… nie wiem. Ale wydaje mi się… że ta rana… jest dosyć… dosyć świeża.
Wszyscy na chwilę zamilkli.
- No dobrze… - we czwórkę spojrzeliśmy na króla. – A teraz proszę, wyjaśnijcie mi… skąd Leo wie tyle o Xalicie – zakończył twardo.
Ligolis i Haldir jednocześnie spuścili wzrok, zmieszani. Pierwszy raz ich takich widziałem.
- Słucham – warknął król.
- Ja mu powiedziałem – wymamrotał młodszy z braci.
- Och doprawdy? Zupełnie się nie spodziewałem Ligolisie - w głosie władcy wyraźnie wyczuwało się sarkazm. – A czemóż to?
Ligolis drgnął.
- Tak wyszło.
- Tak wyszło? Tak wyszło? – głos króla stawał się niebezpiecznie głośniejszy. – Tak wyszło?! A nie sądzisz, że nie powinno wyjść?!
- Ale wyszło – Ligolis wreszcie spojrzał na ojca. – I nie zmienisz tego.
Król zaśmiał się.
- Och, no jasne. I tylko dlatego, miałbym to tak zostawić? O nie, nie, mój drogi. Nie ma tak łatwo. Czy ty w ogóle myślisz czasem?
Ligolis zerwał się z krzesła i krzyknął:
- Myślę, w przeciwieństwie do ciebie!
- Nie mów tak do mnie – wycedził jego ojciec.
- I wzajemnie.
- Myślisz, że możesz mi rozkazywać?
- Ależ ja przecież nie myślę, ojcze.
- Ligolis! Nie odwracaj kota ogonem.
- Ależ nie odwracam. Widzisz tu w ogóle jakiegoś? Bo ja tu widzę tylko bezmyślną małpę bez ogona, siedzącą za biurkiem.
- Ligolis!!! – wściekły król zerwał się z miejsca. – Przegiąłeś!! Idź do siebie, natychmiast!!
- Z wielką chęcią – wycedził młodszy książę przez zaciśnięte zęby, po czym energicznie odwrócił się na pięcie i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Nie wiedziałem jak mam się teraz zachować. Spojrzałem na Haldira i Liliami. Oboje, speszeni, patrzyli w ziemię. Król odetchnął głęboko.
- Haldirze, odprowadź, proszę, Leonarda. Liliami, ty też idź już spać.
Oboje kiwnęli głowami i coś wymamrotali. Potem wstali i skierowali się w stronę wyjścia, więc poszedłem ich śladem. Następnie Haldir odprowadził mnie bez słowa do komnaty.

***

Haldir otworzył drzwi do sypialni i zobaczył brata siedzącego na łóżku tyłem do niego.
- Nie powinieneś był tego robić – zaczął.
- Och, jasne  - odparł naburmuszony Ligolis.
Haldir westchnął. Jego brat był strasznie uparty i Haldir, jako jeden z nielicznych, wiedział, po kim to ma.
- Posłuchaj, on…
- … mnie kocha, po prostu ma taki charakter, taki czasem bywa, jest królem, muszę to zrozumieć, blablabla, blablabla, wiem – dokończył młodszy książę.
Haldir uśmiechnął się nieznacznie.
- Leggy… - Ligolis drgnął na dźwięk zdrobnienia. – Zrozum, wina leży po obu stronach.
- Przecież wiem – burknął w odpowiedzi młodszy książę.
Haldir westchnął i usiadł obok brata.
- Skoro wiesz, to czemu nadal to robisz?
Ligolis łypnął na niego spode łba.
- Wina leży po  o b u  stronach, nie tylko po mojej. Sam to przed chwilą powiedziałeś.
- Zaiste – kąciki ust Haldira uniosły się lekko ku górze.
Chwilę milczeli, po czym starszy książę stwierdził:
- Chyba nie da się tego uniknąć, co?
Ligolis pokręcił głową.
- Wątpię.
Haldir po raz kolejny westchnął.
- No cóż… Ale zawsze można spróbować cię jakoś rozweselić – to mówiąc, zepchnął brata z łóżka.
- Ej!
Ligolis leżał na ziemi i łypał groźnie na brata, który nie wytrzymał i zaczął się śmiać.
- Jak ja ci zaraz… - wycedził młodszy książę. Zaraz wpadł na pomysł. Szybko zerwał się na równe nogi i bezpardonowo zepchnął brata na ziemię. Śmiech gwałtownie się urwał, a Ligolis patrzył na członka rodziny z wyższością.
- Ja ci dam… - w tym momencie Haldir złapał poduszkę i rzucił nią w rodzeństwo. Ligolis zatoczył się tyłu, zdziwiony uderzeniem. Potem podniósł poduszkę i w charakterze obronnym, rzucił nią w przeciwnika. Tak zaczęła się trwająca pół godziny wojna na poduszki. Haldir uśmiechnął się nieznacznie. „Niby dorośli, a ciągle jeszcze dzieci”.






No. Dzisiaj nasi kochani bracia dali się poznać z nieco innej strony. ;) Jak Wam się podoba? Proszę o opinie! :)