niedziela, 26 maja 2013

Elf 10




Skradaliśmy się na palcach, ocierając plecami o zimne ściany zamku. Panowała niezmierna cisza, wydawało się, że nasze przyspieszone oddechy słychać aż na wieży strażniczej. Dochodząc do następnych schodów, zatrzymaliśmy się i ponownie rozwinęliśmy mapę. Kiedy tak na nią patrzyliśmy, zastanawiając się co dalej, usłyszałem leciutki odgłos. Jakby dźwięk wysuwanego ostrza.

- Słyszałeś to? - zapytałem szeptem przyjaciela. Wydawało się, że mój głos odbił się echem po ścianach.

- Niby co? - odpowiedział ze zdziwieniem Ozzy.

- No, ten dźwięk.

- Jaki dźwięk?

- Jakby wysuwanego ostrza...

- Ostrza? Dobrze się czujesz? Niby kto o tej porze miałby wysuwać ostrze w uśpionym zamku? - odpowiedź sama się nasuwała, ale żadne z nas nie chciało tego mówić. - W każdym razie ja nic nie słyszałem.

Na tym skończyliśmy szeptaną rozmowę. Patrzyliśmy się znów tępo na mapę, próbując coś wymyślić.

Nagle do głowy wpadł mi pomysł.

- Hej, mam pomysł. Rozdzielmy się - zanim Ozzy zdążył zaprotestować, już mówiłem dalej. - Nie wiemy dokąd poszli ci czterej kolesie. Może też się rozdzielili. Będziemy mieli większe szanse, żeby zapobiec nieszczęściu na jakie się zapowiada. Ty pójdź do króla, a ja do Ligolisa i Haldira. Zgoda?

Mój przyjaciel otworzył usta, jednak po chwili je zamknął. Chyba dotarła do niego logika mojego pomysłu.

Ozzy westchnął.

- Zgoda. Tylko uważaj na siebie - szepnął zrezygnowany.

Kąciki moich ust uniosły się nieznacznie ku górze.

- Tak, ty też.

Po czym schowałem mapę i ruszyliśmy po schodach. Na ich szczycie uścisnęliśmy sobie dłonie, na dodanie otuchy, a następnie skierowaliśmy się w inne strony, tak, że idąc tworzyliśmy literę "V". Po chwili Ozzy zniknął mi z oczu, więc już się nie oglądałem. Szedłem przed siebie, starając się stąpać bezgłośnie i od razu zbliżyłem się do ściany. Poruszałem się pochylony, raz po raz ściskając rękojeść noża. Rozglądałem się na wszystkie strony, czasami stawałem, nasłuchując. Gdy żaden dźwięk, prócz mojego przyspieszonego oddechu i bicia serca, nie dotarł do mych uszu, ruszałem dalej.

W pewnym momencie posłyszałem głosy. Ciche i stłumione, zapewne przez jakiś materiał, nie wróżyły nic dobrego. Zwłaszcza, że byłem już blisko komnaty Ligolisa i Haldira.

Podszedłem bliżej i ukryłem się za filarem.

- Bierz to i nie gadaj! - usłyszałem czyjś rozkazujący głos.

- Ale po co? I co ja mam niby z tym zrobić? - rzekł ktoś inny.

- Żeby ich zabić ofermo!

Po tych słowach serce mi stanęło.

- Dobra, dobra. Już rozumiem. Ale jak się do nich dostaniemy?

Słyszałem ciężki oddech pierwszego głosu, w którym rozpoznałem Rabocka - przywódcę opryszków.

- Wejdziemy... przez... drzwi - wściekły mężczyzna cedził każde słowo. Odetchnął głęboko, po czym kontynuował. - A dokładniej to wy wejdziecie. Ja z Minfrydem pójdziemy od razu zabrać się za króla.

- Zgoda. Ale jak to przez drzwi? - drugi głos nie był chyba mózgiem grupy.

- Normalnie. Otworzycie je, wejdziecie i zamkniecie, a następnie wykonacie swoją robotę - z udawanym spokojem wytłumaczył Rabock. - Zapomniałeś już, że w tym zamku wszystkie drzwi są zawsze otwarte?

Inny mężczyzna zarechotał.

- Właśnie. I to jest ich błąd.

- Ale dlaczego niby są otwarte? - znów nie rozumiał drugi głos.

- Bo to ma symbolizować ich otwartość na wszystkich, Baldwin - rzekł cienkim głosem trzeci mężczyzna, jakby kogoś przedrzeźniał. Reszta zarechotała.

- Tak czy siak, bierzmy się już do roboty. Mieszkańcy nie będą czekać aż skończymy - przerwał te śmiechy Rabock. - Baldwin, Kubeck wy się zajmiecie synami króla, a Minfryd i ja samym władcą. Do roboty!

Po tych słowach wszyscy czterej ruszyli po schodach na górę. Odczekałem aż zniknął mi z oczu i poszedłem ich śladem. Przechodząc, zauważyłem nad schodami dziwny obraz. Był w kształcie zaokrąglonego, wysokiego trójkąta, odwróconego do góry nogami. W ciemnościach zauważyłem jedynie wilka i chyba gwiazdy. Na ten obraz (chociaż pomyślałem, że to raczej herb) nie padało akurat światło księżyca, wpadające do zamku przez wielkie okna. Stwierdziłem jednak, że później nad tym pomyślę, bo teraz mam inne zajęcie - ratowanie Ligolisa i Haldira.

Ruszyłem w górę po schodach, starając się stąpać bezgłośnie. Wytężałem słuch, by wiedzieć gdzie są opryszkowie.
Nagle usłyszałem mrożący krew w żyłach rechot. Przestraszyłem się i przyspieszyłem kroku. Na górze ukryłem się za najbliższym filarem i nasłuchiwałem. Doszły mnie stłumione tym razem, głosy:

- Dobra, my idziemy na górę - rozpoznałem głos Rabocka.

Przesunąłem się lekko w lewo, tak, aby żaden z mężczyzn mnie nie zauważył. Słyszałem oddalające się kroki na schodach, a gdy umilkły, wyjrzałem ostrożnie zza słupa. Ujrzałem jak dwie postaci otwierają cicho drzwi i wchodzą do pomieszczenia. Serce zabiło mi mocniej. Ruszyłem za nimi, idąc na palcach. Zatrzymałem sie przy drzwiach i ostrożnie zajrzałem do środka. Moim oczom ukazały sie dwie, jakby czarne zjawy, buszujące po komnacie. W słabym świetle księżyca, wpadającym do niej przez wielkie okno po prawej stronie, zdołałem ujrzeć tylko biurko, stojące na środku i jakieś meble.

Widziałem, że postaci sa odwrócone do mnie tyłem, więc postanowiłem wejść. Tak naprawdę słowo 'postanowiłem', nie było zbyt adekwatne do zaistniałej sytuacji. Poczułem jakby moim ciałem zawładnęła jakaś dziwna siła (zazwyczaj nazywana 'strach') i pod jej wpływem, wszedłem cicho do środka pomieszczenia. Zachowywałem się jak w transie. Ścisnąłem mocniej nóż, trzymany w ręce i przyciszonym głosem, powiedziałem:

- Wyjdźcie stąd.

Obaj mężczyźni obrócili sie w moją stronę. Na ich twarzach malowało się wielkie zdumienie.

A ja zbytnio nie wiedziałem co robię ani czemu to robię.

Jedna z postaci (zapewne Kubeck) uśmiechnęła się okrutnie i zaśmiała gardłowo.

- Czy ty naprawdę myślisz, dziecinko, ze zdołasz nas powstrzymać?

- Tak - odpowiedziałem. - Tak właśnie myślę.

- A na jakiej to podstawie, jeśli wolno spytać?

- Bo trzymam nóż.

Mężczyzna o mało co nie pękł ze śmiechu, który musiał powstrzymywać, żeby nie obudzić lokatorów. Po opanowaniu tego, zaczął zbliżać się w moją stronę, w jego potężnej dłoni lśnił nóż, od którego odbijało się mdłe światło księżyca.

A ja nawet się nie cofnąłem.

- Radziłbym ci na przyszlość nie wtrącać się w nie swoje sprawy, mały - rzekł mężczyzna nieubłaganie sie zbliżając. - Chociaż twoja przyszlość nie jest za długa.

Patrzyłem na niego, lecz w moich oczach widać było strach, co bardzo podobało się przeciwnikowi.

- Zabij ich - rzucił Kubeck do swego towarzysza (zapewne Baldwina). Ten posłusznie skinął głową i zaczął iść w stronę kolejnych drzwi.

Mężczyzna z nożem, tymczasem, zbliżył się już do mnie i wykorzystując moją chwilową nieuwagę, dźgnął ostrzem. Uchyliłem się. Przeszedłem tym samym w prawą stronę, co było moją zguba, gdyż trafiłem na ścianę. Kubeck patrzył na mnie z pogardą wypisaną na twarzy. Zbliżył sie do mej osoby tak, że miedzy nami była odleglość zaledwie paru centymetrów. Widziałem w jego oczach, że szykuje się do następnego dźgnięcia.

Jednak ja byłem pierwszy.

Wbiłem swój nóż w jego lewą część brzucha, czułem jak ostrze zanurza się w ciele. Wyraz twarzy Kubecka diametralnie się zmienił: jeszcze przed chwilą patrzył na mnie z pogardą, lecz teraz ze zdziwieniem pomieszanym ze strachem. Widziałem jak jego oczy tracą blask. W następnej chwili bezwładne ciało Kubecka runęło na podłogę.

Patrzyłem na nie przez chwilę, po czym dotarło do mnie co zrobiłem.

Zabiłem.

Tak, zabiłem człowieka.

Wpatrywałem się wytrzeszczonymi oczyma na kałużę krwi, rozlewającą się po podłodze. Jednak zaraz sie otrząsnąłem, wyjąłem z martwego ciała nóż, który nieopatrznie puściłem i poszedłem sztywno w stronę następnych drzwi, za którymi niedawno zniknął drugi mężczyzna. Uchyliłem je lekko i moim oczom ukazał się straszny widok: Baldwin trzymał sztylet nad gardłem Ligolisa. Nagle mnie zobaczył. Spojrzał na moj nóż, trzymany w ręce i jego oczy zrobiły się okrągłe ze zdziwienia i strachu, gdy zobaczył na nim krew. Domyślił się rozwoju wypadków i o mało co nie wypuścil swojego ostrza z dłoni. W tym samym momencie moim ciałem znów zawładnęła ta sama siła, co wcześniej i ruszyłem do przodu, wytrącając Baldwinowi nóż z ręki, a jego samego odpychając na bok. Broń z łoskotem upadła na ziemię.

Mężczyzna, zaskoczony nagłym uderzeniem, odsunął się na podłodze do tyłu, a następnie wstał. Cofnął się o krok, z niepokojem patrząc na mój zakrawawiony nóż. Zacząłem iść w jego stronę, a on przylgnął do ściany.

Nagle, poczułem czyjąś rękę na swym ramieniu. Obejrzałem się i zobaczyłem Ligolisa ubranego w płócienne spodnie i koszulę . Odetchnąłem z ulgą, a on, nie patrząc na mnie, podszedł dwa kroki do przodu. Kątem oka ujrzałem sylwetkę przymierzającą się do ciosu. Zamknąłem oczy. Nie zamierzałem znowu tego oglądać.

- Stój - uslyszałem głos Ligolisa. - Może być ich więcej, a jeśli go zabijesz nie dowiemy się tego.

Z lękiem otworzyłem oczy, lecz na szczęście nie ujrzałem żadnej przerażającej sceny.

- Jest - powiedziałem. Bracia spojrzeli na mnie równocześnie. - Dwaj są u waszego ojca - oznajmilłem trzęsącym się głosem.

Oczy obojga elfów rozszerzyły się. Haldir szybko podszedł do szafki nocnej, stojącej przy łóżku, otworzył szufladę i wyjął z niej kawałek liny, dwa długie rzemyki oraz knebel. Następnie wrócił do Baldwina, walnął go trzymanym już wcześniej mieczem w brzuch i rękami powalił na ziemię. Nadgarstki obwiązał z tyłu pleców mężczyzny jednym z rzemyków, po czym związał mu nogi liną, a na koniec drugim rzemykiem oplótł mu kostki i wsadził knebel do ust. Skończywszy wstał, skinął głową i podniósł swój miecz. Podszedł do drugiej szafki nocnej, wziął broń opartą o nią i skierował się w stronę wyjścia. Ligolis ruszył jego śladem, a ja wraz z nim.

Przechodząc przez pokój, bracia zatrzymali się na chwilę, wpatrując w martwe ciało, lecz nie zadawali zbędnych pytań, za co byłem im wdzięczny. Wyszliśmy na zewnątrz i ruszyliśmy w stronę schodów. Podczas marszu Haldir podał bratu jeden z mieczy. Wchodząc po schodach zauważyłem, że nie prowadzą one na następne piętro, lecz są kręcone i wiodą w górę. 
Spostrzegłem, że Ligolis i Haldir przyspieszyli i ledwie dotrzymywałem im kroku. Gdy znaleźliśmy się już na szerszej przestrzeni, zobaczyłem Ozzy'ego stojącego pod ścianą i przypatrującemu sie czemuś. Odetchnąłem z ulgą. Żył.

Kiedy mnie zobaczył od razu ruszył w moją stronę. Ligolis i Haldir nie zwrócili na niego uwagi, od razu podeszli do osób, wyglądających na strażników.

- Cieszę się, że żyjesz - rzekł Ozzy.

Spojrzałem na niego udręczonym wzrokiem.

- Nawzajem.

- Co ci? - zapytał niepewnie przyjaciel.

Obrzuciłem go naburmuszonym spojrzeniem.

-Och, nic takiego. Tylko przed chwilą musiałem powstrzymać dwóch wrednych typków, z czego jeden próbował mnie zabić. Ale nie przejmuj się, u mnie to normalka - powiedziałem z mocno wyczuwalną ironią w głosie. Ozzy wyszczerzył się do mnie w odpowiedzi. - Co tu się właściwie stało? - zapytałem.

- Przyszedłem wcześniej niż tamci, więc powiedziałem o tym strażnikom. Z początku nie chcieli mi uwierzyć, jednak gdy Rabock i ten drugi się tu znaleźli, zrobili co trzeba. Więc ja miałem łatwą robotę -  przyjaciel pokazał swoje białe zęby.

Zdobyłem się na uśmiech.

Spojrzałem w stronę braci i zobaczyłem wysokiego mężczyznę o długich, brązowych włosach, z którym rozmawiali. Miał na sobie ubranie do snu. Domyśliłem się, że to król. Następnie przeniosłem wzrok na strażnika pilnującego dwóch związanych mężczyzn, którzy patrzyli wokół z nienawiścią. Nagle, drugi wartownik, wcześniej przysłuchujący się rozmowie króla i jego synów, zasalutował i ruszył w stronę mnie i Ozzy'ego. Przesunęliśmy się w prawo, gdyż domyśliliśmy się, że chce zejść na dół. Tak też było. Wsłuchiwałem się w cichnący odgłos jego kroków. Nagle znów zaczęły narastać, więc odwróciłem się w stronę schodów, żeby zobaczyć o co chodzi. Jednak zamiast strażnika ujrzałem wysoką dziewczynę o długich, falowanych i ciemnobrązowych włosach. Rozpoznałem ją - to ją widziałem rano, rozmawiającą z Ligolisem i Haldirem. Dziewczyna nie zwróciła uwagi na mnie i Ozzy'ego. Bracia i król także ją zauważyli.

- Liliami - odezwał się Ligolis.

Dziewczyna spojrzała w jego stronę i natychmiast tam podeszła. Znów zaczęli rozmawiać, a ja podziwiałem z nudów ciemnie sklepienie nad moją głową. Przez brak poważnego zajęcia powróciły wspomnienia. I to bynajmniej nie te dobre.

Przed oczami stanął mi obraz Kubecka zbliżającego się w moją stronę z nożem w ręce. Potem zobaczyłem jego oczy tracące blask, a następnie martwe ciało w kałuży krwi.

Otrząsnąłem się z tego, jednak teraz przyszła kolej na moją rodzinę. Zobaczyłem przed sobą Pauline i oczy zaszły mi łzami. Przełknąłem je, a następnym obrazem przed moimi oczami byli rodzice. Przypomniało mi się ich czułe pożegnanie przed snem. A może to nie było pożegnanie przed snem tylko przed... Właśnie przed czym? Przed końcem? Ale jeśli tak to końcem czego? Świata? Tamtego świata? Mojego dawnego? Czy to miało by oznaczać, że Polski już nie ma? A ja jako ostatni człowiek z niej pochodzący, zostałem przeniesiony do innego świata, gdzie sprawianie, że ludzie mdleją to rutyna? Czy to znaczy, że już nigdy nie zobaczę mojej rodziny? Czy to znaczy, że mojej rodziny już... Nie ma?

Z okropnych rozmyślań wyrwały mnie kroki zbliżające się w moją stronę. Obróciłem się i zobaczyłem dziewczynę, Ligolisa i Haldira idących do mnie, z królem na czele. Pochód zatrzymał się tuż przede mną i Ozzym. Król popatrzył na nas.

- Dziękuję wam - rzekł. - Gdyby nie wy, bylibyśmy teraz martwi.

- N-Nie ma za co wasza wysokość - powiedział mój przyjaciel, speszony. Cieszyłem się, że to on zaczął mówić. Ja byłem zbyt zmęczony. - To był dla nas zaszczyt.

Czułem na sobie uważny wzrok Ligolisa.

- A zaszczytem dla mnie będzie uścisnąć wam dłonie w podziękowaniu - po tych słowach król wyciągnął rękę w stronę Ozzy'ego, a ten odwzajemnił uścisk i oblał się rumieńcem. Mężczyzna po uściśnięciu także mojej dłoni, zapytał. - A co mógłbym jeszcze dla was zrobić?

- Nic, wasza wysokość. Sama pomoc to było dla nas wynagrodzenie - rzekł uroczyście mój przyjaciel.

Król przyjrzał mu się uważnie, a następnie mi. Widząc moją zmęczoną minę, zaśmiał się.

- Ach, no tak. Zapomniałem. Jest środek nocy, więc na pewno jesteście zmęczeni. Haldir, Liliami zaprowadźcie ich proszę do jakichś luksusowych komnat. Ligolis ty zostaniesz.

- A-Ależ wasza wysokość, naprawdę nie trzeba - zaczął protestować Ozzy, jednak król tylko machnął ręką.

- Ach tak, a gdzie będziesz spał? Chyba nie myślisz, że pozwolę  ci o tej porze wrócić do domu - powiedział, po czym odwrócił się i wraz z Ligolisem odeszli.

- Chodźcie - rzekła Liliami i zaczęła schodzić po schodach. Razem z Ozzym ruszyliśmy jej śladem, Haldir szedł za nami.

Zeszliśmy aż na pierwsze piętro, gdzie się rozdzieliliśmy: Ozzy poszedł z Liliami, a ja z Haldirem. Powiedzieliśmy sobie jeszcze dobranoc po czym udaliśmy się w dwie różne strony.

Szliśmy z Haldirem w całkowitym milczeniu. Słychać było tylko stukot naszych butów o posadzkę. Gdy doszliśmy do mojej komnaty, brat Ligolisa powiedział:

- Dobranoc Leo. Trzymaj się.

- Dzięki i nawzajem - odpowiedziałem.

Haldir kiwnął głową w podziękowaniu, poczekał aż wejdę do środka, po czym odszedł.

Przeszedłem przez pokój i pchnąłem drzwi do sypialni. W środku było chłodno. Przebrałem się w strój do spania i wślizgnąłem pod kołdrę. Skuliłem się, gdyż była zimna, jednak po krótkim czasie ogrzałem ją własnym ciałem.

Było mi miło, że Haldir życzył mi dobrej nocy. Problem w tym, że ona wcale taka nie była.




Wybaczcie, że wyśrodkowane, ale były małe problemu. ;) Mój spóźniony prezent urodzinowy dla Was z okazji moich urodzin. ^^ Mam nadzieję, że się podoba. ;D
Pozdrawiam. ;*


Moja własna przeróbka. XD :D

sobota, 18 maja 2013

18 maja - moje urodziny.

Każdy z nas zawsze będzie dzieckiem. Kiedyś trzeba dorosnąć, ale zawsze będziemy mieli gdzieś w sobie coś z dziecka. Kocham być dzieckiem. Będę się starała nigdy o tym nie zapominać. Nikt nie może. Jeśli ktoś zapomni o tym, że gdzieś w głębi jest dzieckiem nie będzie już potrafił odpowiednio cieszyć się wszystkim. Dzieci nie mają takich problemów jak dorośli. Dzieci bardziej przeżywają różne rzeczy, bardziej cieszą z różnych rzeczy, zwłaszcza pierwsze rzeczy, które zobaczą, przeżyją po raz pierwszy. Kocham być dzieckiem. Nie chcę za szybko dorosnąć. Nigdy nie dorastajmy do końca. Zawsze miejmy, i będziemy mieć w sobie coś z dziecka. Czyli z siebie.

Moje urodziny. :) I moje przemyślenia. :D Mam nadzieję, że Wam się podobają. ;D

Pozdrawiam. ;*

sobota, 11 maja 2013

Wszystkie chwyty dozwolone

Heja. Dzisiaj postaram się napisać Wam recenzję. :D

A więc tak. Tytuł książki w tytule posta. :D

   Książka ta została napisana przez Janette Rallinson. Opowiada o nastoletniej Samancie uczęszczającej do liceum. Zawaliła maturę, więc kandyduje na przewodniczącą samorządu, żeby chociaż trochę się poprawić. zresztą jej były chłopak Logan wplątał ją w zakład: zero złośliwości adresowanych do kogokolwiek przez 14 dni. Zresztą niedawno rzucił ją chłopak i nie ma z kim iść na bal maturalny. Podczas tych dwóch tygodni Samantha mocno się zmieniła. I za wszelką cenę chce osiągnąć swoje cele: wygrać w wyborach, wygrać zakład i znaleźć chłopaka. Czy jej się uda? Przeczytajcie sami!

Najważniejsze postaci: Samantha, Logan Hansen, Chelsea, Aubrie, Rachel, Cassidy Woodruff, Josh Benson.

Przypadkowe cytaty: "Następnego dnia rano zamiast plotkować, uznałyśmy z dziewczynami, że trzeba punkt po punkcie omówić strategię kampanii wyborczej."
"-Mam nadzieję, że poszłaś do dyrektorki i złożyłaś skargę.
Wzięłam grzankę z tostera i przełożyłam na talerz, choć całkiem straciłam apetyt.
-Kto w ten sposób prowadzi kampanię wyborczą, powinien zostać skreślony z listy kandydatów."

Moja ocena: Książka wielce wciągająca i ciekawa. ;D Gorąco polecam. ^^ Dla mnie 10/10. ;D

Mam nadzieję, że się podoba. ;D

Jeśli ktoś ma ochotę na czytanie to pewnie jeszcze dzisiaj wstawię opowiadanie na manytalies.blogspot.com  Gorąco pozdrawiam! ;*

niedziela, 28 kwietnia 2013

Zambezia

   Hej.

   Przepraszam, że już od tak dawna nie dodałam żadnego posta, chociaż miałam wolne.

   Ostatnio miałam wolne bo były testy gimnazjalne. :D W czwartek (ostatni dzień testów) poszłam z mamą na zakupy. :D W H&M kupiłyśmy dwie pary spodni na przecenie, jedne szare, drugie różowe w panterkę, kupiłyśmy jeszcze kurtki przeciwdeszczowe (dla mnie i brata) i dla mnie trzy bluzki. :) Fajnie było. :D Potem jeszcze poszłyśmy do Lidla. :)

   Dzisiaj chciałabym napisać o animowanym filmie pt. "Zambezia". Jak głosi tytuł posta. ;)))

   Ten film opowiada o młodym sokole imieniem Kai, który opuszcza domowe gniazdo i ojca (po małej jakby kłótni z nim) i leci do wielkiego, ptasiego miasta Zambezia. Jego ojciec (Tendai) wyrusza za nim, jednak zostaje porwany przez legwana Budzo. Ten zawarł układ z marabutami (padlinożernymi ptakami), żeby przejąć Zambezię. Kai próbuje się dowiedzieć czegoś na temat jego ojca od Gogo (przed odlotem Kaia od ojca przyleciała ona wraz z Małą i jajkami, które zabierały do Zambezii. Wtedy przybyły marabuty, które je goniły i Tendai ich uratował, jednak jeden padlinożerca zginął. Okazało się również, że wszyscy, którzy przybyli znali ojca, a młody sokół nie wiedział skąd. Wszyscy odlecieli, Kai zaś się zorientował, że Tendai wiedział o Zambezii. Ten mu jednak powiedział, że on nigdy tam nie wróci, więc Kai poleciał sam). Ona jednak nie chce nic powiedzieć. Wtedy przylatują marabuty i porywają wszystkie wikłacze (małe, żółte ptaszki, które umieją wszystko świetnie tkać) w tym Małą. Zabierają je do Budzo, który każe im tkać most, po którym dostanie się do Zambezii. Mała mówi, że tego nie zrobią jednak legwan ją zmusza grożąc, że zje Tendaia.

   Kai wraz z przyjaciółmi musi uratować wikłacze, a następnie całą Zambezię.

   Film ma piękną fabułę. W wielu momentach prawie, że się rozpłakałam, w tym na początku, kiedy Kai odlatuje od ojca. Dla mnie ŚWIETNY. :D Kocham. <3 *.* Mogłabym oglądać ciągle. ;D Nie brak w nim smutnych momentów, jednak z pewnością nie cierpi na niedostatek humoru. ;DDD

   Przykładowa sytuacja:

   Mała (do Budzo): Jesteś potworem!
   Budzo: Dziękuję. Staram się jak mogę.

XD Albo:

   Ptak: A więc będziemy mieli uszy szeroko otwarte, a oczy... A nie, przepraszam. Oczy szeroko otwarte, a uszy...uszy... A uszy będą tam, gdzie mają być.

XD Wiem, że to trochę przekręciłam, więc się nie obraźcie. ;D

   A więc podsumowując ogromnie polecam ten cudowny film. ;D

   Przepraszam, że ta recenzja jest tak dziwnie napisana. ;/

   Na podstawie tego filmu piszę opowiadanie pt. jeszcze nie wiem jakim, ale chyba Apolitania. XD Tak wstępnie. ;D Wyczekujcie go na manytalies.blogspot.com ;DDD

   P.S. Chciałam o tym już dawno dawno temu napisać, ale ciągle zapominałam. XD Napisałam do Johna Flanagana! :D (autora serii "Zwiadowcy" i "Drużyna") Ale najlepsze jest wiecie co? To:

Yes. I've just written the 12th and final book in the series. I'm not sure when it will be released in Poland. You'd have to ask the local publisher.
John Flanagan



Jego odpowiedź. ^^

To na razie papa! ;***

P.P.S. Miałam dzisiaj jechać na działkę, ale leje. :C A wczoraj na obiad zamówiliśmy sobie pizzę. :D Smaczna była. ^.^











 

Nawet nie chce mi się liczyć ile razy zastanawiałam się jak przy tym nie płakać. :) Muzyka z Zambezii. ^.^

czwartek, 11 kwietnia 2013

Filmy

Hejo.
Jestem chora i się nudzę. Znacie jakieś dobre filmy? Polecajcie w komentarzach, błagam. Nie chce mi się ostatnio czytać. ;_; Jak już wezmę książkę to czytam ją z przyjemnością, ale ostatnio nie chce mi się brać. ;_; Polecam filmy "Zambezia" i "Jutro kiedy zaczęła wojna". Zambezia mimo, że animowana ma świetną fabułę. :) Myślałam, że będzie większą bajką dla małych dzieci, jednak polecam ją dla ludzi w każdym wieku. A Jutro to ekranizacja książki o tym samym tytule. Też świetny, ale dla małych dzieci nie polecam wcale. :) Kto oglądał "Atlas chmur", "Hotel Transylwania" lub "Małpy w kosmosie"? Ja oglądałam wszystkie te filmy i są świetne. :D Gorąco polecam. ;) Błagam, polecajcie jakieś fajne filmy.
To papa. ;*

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

5 miejsce

Hej.

Tak mnie ostatnio natchnęło.

Co byście zrobili gdybyście na jakichś zawodach zajęli słabe miejsce? (zwłaszcza jeśli wcześniej zajmowaliście wysokie) Jaka byłaby Wasza reakcja? Rozpłakalibyście się? Zdenerwowali? Czy może wcale nie przejęli?

Ja sądzę, że takie upadki są potrzebne. Płacz może i wyniku nie zmieni, ale zrobi się wtedy lżej. :D Raz się jest nisko a raz wysoko. Czasami trzeba przejść się dołem, żeby później znów się wspiąć wysoko. Należy iść dalej i żyć tym co jest tu i teraz. Nie należy jednak całkowicie zapominać o upadkach, trzeba pamiętać, że czasem jednak jest się w dole mimo, że zazwyczaj się góruje.

Mamy nauczkę.
Na zajęciach się trochę nie staraliśmy. W Białych Błotach jeszcze pierwsze miejsce było, ale wtedy to nam się upiekło. (i tak się zdziwiłam, że druga grupa ma drugie)

5 miejsce na Mistrzostwach Polski. Na 16 zespołów. Do finału przeszliśmy, Cherriesy również. (druga grupa z tej samej szkoły) Zatańczyliśmy najmocniej i najlepiej jak mogliśmy wszyscy dali z siebie wszystko. To i tak dobry wynik, trenerka powiedziała nam, że poziom był strasznie wysoki, widziała tylko dwa słabe zespoły, reszta tańczyła na tym samym poziomie. Cherriesy 3. My 5. Gratulacje Cherriesom jadą na Mistrzostwa Świata do Kopenhagi do Danii. A my zamiast do Danii jedziemy do Amsterdamu do Holandii na Mistrzostwa Europy. :D

Kto uważa, że Amsterdam ładniejszy od Kopenhagi łapka w górę. :D Pisać w komentarzach tylko szczerze, nie obrażę się przecież. :D

Nasza reakcja: płacz.

Ale i tak 5. miejsce git, trener Cherriesów nam powiedział, że zmieniłby wynik i nas dał na 2. :D My reprezentujemy swój własny styl jako grupa. Jesteśmy jedyną taką grupą w Szale (nasza szkoła tańca). :D

Dwa pierwsze miejsca UDS z Lublina.

No to papa na razie. ;***

P.S. Nie to, że akurat my powinniśmy być na drugim miejscu, ale moim zdaniem drugi UDS na drugie miejsce nie zasługiwał. Pierwszy na pierwsze tak, drugi nie. Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, ale to moje zdanie i nie tylko. ;)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Elf 9

Będąc już na zewnątrz Ozzy powiedział:
- T-To co robimy?
- N-N-Nie wiem. Jednak wiem jedno. Musimy coś zrobić! - wypowiedziałem to z naciskiem na pierwsze słowo w ostatnim zdaniu.
- Tak, tak, to pewne.
- Chodź - mówiąc to wykonałem przywołujący gest ręką.
Ruszyłem. Blondyn posłusznie poszedł za mną. Szliśmy tak, aż w końcu natrafiliśmy na znajome miejsce. Znaleźliśmy się na dziedzińcu, na którym "poskromiłem" bliźniaków.
- Co chcesz tutaj zrobić? - zapytał Ozzy.
- Szczerze? Nie wiem - odpowiedziałem. - Ale tutaj jest dużo osób, więc mniejsze szanse, że ktoś nas podsłucha.
W oczach mojego przyjaciela pojawił się błysk zrozumienia.
- Posłuchaj. Ty znasz to miejsce o wiele lepiej niż ja. ja dopiero wczoraj tu przyjechałem - powiedziałem stłumionym głosem.
- Ale i tak całkiem nieźle się tu orientujesz - zażartował Ozzy.
- Przynajmniej lepiej niż ty. Jeszcze niedawno nie wiedziałeś gdzie jesteśmy - odparowałem.
- Hahaha, a ty to może tak? - spytał kąśliwie blondyn. Zaraz jednak spoważniał. - To co proponujesz?
- Proponuję, żebyś mi powiedział gdzie oni mieszkają - odpowiedziałem.
- W zamku.
- No co ty nie powiesz? A ja myślałem, że na wiosce w starym, rozwalającym się, drewnianym domku.
Ozzy zrozumiał.
- Prawie na samej górze, piętro niżej niż król.
- Czyli ich ojciec - mruknąłem zamyślony.
Blondyn przytaknął.
- Specjalnie tak zrobiono. Zresztą ich siostra też mieszka gdzieś tam. Tylko nie wiem, gdzie dokładnie...
- Dobra, to nam na razie nie potrzebne. Wiemy, że gdzieś tam i tyle wystarczy. Jeśli uda nam się powstrzymać opryszków już przy komnacie Ligolisa i Haldira to wtedy nie musimy wiedzieć gdzie mieszka ich siostra.
- Tak, tylko co jeśli nam się nie uda? - zapytał Ozzy z niepokojem.
Spojrzałem mu prosto w oczy.
- No to wtedy mamy problem.

Wieczorem spotkaliśmy się przed drzwiami bazy, bo do niej akurat umiałem trafić. Gdybyśmy spotkali się o tej porze na wielkim placu to by to było dosyć podejrzane.
Na szczęście Ozzy przyniósł to o co go prosiłem, czyli ciemne peleryny, mapę zamku i jakąś broń. Ja takich rzeczy nie miałem, bo, nie sądzę, żeby gościom dawali do pokoju noże albo jakiegokolwiek innego rodzaju narzędzia do walki. Za to
mój przyjaciel przyniósł dwie saksy i jeden mały nożyk do rzucania. Ozzy podał mi jedną z peleryn i nóż.
- Nic innego nie udało mi się zdobyć. Wiesz, dziwne by było gdybym poprosił rodziców lub brata o jakąś broń - powiedział półgłosem.
- Racja, ale to też wystarczy. Daj mapę - zażądałem.
Ozzy spełnił polecenie i podał mi mały zwój. Kiedy go rozwinąłem ujrzałem narysowane piętra i rozmieszczenie pomieszczeń.  Każde było podpisane. W jednej z wież zobaczyłem duży pokój i napis "Król". Zamyśliłem się.
- Jeśli mamy ich powstrzymać to musimy już iść. Zaraz noc - mój przyjaciel wyrwał mnie ze stanu, w którym się znajdowałem.
- Tak, tak - odrzekłem rozkojarzony. - Idziemy, idziemy, już.
- Skoro już to może się rusz? - zapytał blondyn spokojnie. Jednak zaraz zachichotał. - Hihi, zrymowało się.
Ja także się zaśmiałem.
- Faktycznie.
- To co, możemy już iść?
- Okej.
Ozzy kiwnął głową.
Ruszyliśmy w stronę dziedzińca. Przemykaliśmy cicho i zatrzymaliśmy na końcu uliczki. Tam założyliśmy peleryny i dyskretnie się rozejrzeliśmy. Na szczęście w zasięgu wzroku nikogo nie było. "Dziwne - pomyślałem. - I trochę podejrzane." Jednak się nie odezwałem. Odniosłem zresztą wrażenie, że Ozzy pomyślał o tym samym.
Nie zważając na to wkroczyliśmy na dziedziniec i znowu zaczęliśmy przemykać od jednej kryjówki do drugiej. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się na chwilę aby zobaczyć czy to przypadkiem nie jest żadna pułapka. Nie doczekawszy się niczego ruszyliśmy dalej.
Rozsądnie wślizgnęliśmy się do stajni. Stwierdziliśmy, że głupio by było od razu iść do zamku skoro nie widzieliśmy czy bandyci już tam są czy nie. Wchodząc od razu rozpoznałem konie Ligolisa i Haldira oraz tego, na którym tu z nimi przyjechałem. Patrzyły na nas z zaciekawieniem. Pomyślałem, że jeśli Ozzy i ja zawiedziemy to ich właścicielom grozi śmierć. Wyobraziłem sobie ich ciała (plus króla, który nie wiedziałem jak wygląda) leżące na zimnej posadzce, całe we krwi. Natychmiast jednak otrząsnąłem się z tych ponurych myśli. "Uda nam się - pomyślałem. - Musi się udać."
Podeszliśmy do uchylonych drzwi stajni i zaczęliśmy nasłuchiwać. Serce mi biło jak szalone, a oddech miałem przyśpieszony. Jednym słowem się stresowałem, Ozzy zresztą też.
Czekaliśmy tak przez parę minut aż w końcu coś zaczęło się dziać. Do zamku zbliżały się cztery ubrane na czarno postaci. Ozzy i ja schowaliśmy się jeszcze bardziej za drzwiami stajni. Widzieliśmy jak te osoby weszły do środka. Odczekaliśmy trochę i podążyliśmy ich śladem. Wślizgnęliśmy się do zamku i schowaliśmy za pierwszą napotkaną ścianą.
Nasłuchiwaliśmy, jednak kiedy nic nie usłyszeliśmy ostrożnie wyjrzałem z ukrycia. Zobaczyłem cztery postaci znikające na schodach. Dałem znaki Ozzy'emu i cicho ruszyliśmy za nimi. Idąc słyszeliśmy oddalone kroki strażników. Szedłem z przodu. Na schodach trochę zwolniliśmy i zatrzymaliśmy przed zakrętem, a ja ostrożnie zza niego wyjrzałem. Zobaczyłem cztery osoby na ostatnich stopniach, przyciśnięte do ściany. Szybko się schowałem. Nagle Ozzy szepnął mi do ucha:
- Strażnicy się zbliżają!
Przeraziłem się. Nagle zdałem sobie sprawę z tego, że znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia. Na końcu schodów nadal stały cztery postaci, a strażnicy zaraz się spotkają, spojrzą w górę i nas zobaczą. "W co ja nas wpakowałem? - pomyślałem." Usłyszałem na górze oddalające się kroki. Z początku myślałem, że to czterej intruzi, jednak okazało się, że nie ruszyli się z miejsca. Uświadomiłem sobie, że to byli strażnicy na piętrze. Pomyślałem, że to jest nasza szansa.
- Na moją komendę idziemy cicho na górę - szepnąłem Ozzy'emu.
Kiwnął głową.
Odczekałem jeszcze chwilę aż strażnicy na górze się rozejdą, wskutek czego cztery postaci ruszyły dalej, i dałem przyjacielowi znak ręką. Oboje przeszliśmy wyżej, tak, że strażnicy na dole nie mogli nas już zobaczyć. Ale opryszkowie tak. Ozzy i ja przycisnęliśmy się mocno do ściany i wstrzymaliśmy oddech. Na szczęście nic się nie wydarzyło, więc albo się nie obejrzeli albo nie zauważyli nas dzięki czarnym pelerynom. Kiedy wszelkie kroki ucichły ruszyliśmy cicho na górę. Gdy znaleźliśmy się u szczytu schodów rozejrzeliśmy się. Paradoksalnie, ku naszemu przerażeniu nikogo nie zauważyliśmy. Nikogo, czyli również opryszków. Bezszelestnie wyciągnąłem mapę z kieszeni i ją rozłożyłem. Ozzy zajrzał mi przez ramię. Szybko odnaleźliśmy nasze położenie i poszukaliśmy wzrokiem napisu "Król". Już po chwili go zobaczyliśmy. Popatrzyłem na odległość między nim, a naszym położeniem, a następnie znalazłem pokój Ligolisa i Haldira. Znajdował się nieco poniżej wieży z komnatą ich ojca. Postanowiłem, że najpierw spróbujemy dostać się tam.
Schowałem z powrotem mapę i dałem znak Ozzy'emu, że ruszamy dalej.

Wybaczcie, że tak krótko i że nie mam zbytnio czasu na bloga. :C Przepraszam.
Pamiętacie jak macie oceniać? ;*