sobota, 29 września 2012

Ślubowanie

   Hejka! To znowu ja. ;) Wybaczcie, że długo nie pisałam, ale wiecie: szkoła. ;/ A teraz jestem w 1. gimnazjum to jeszcze gorzej. Pani od polaka zapowiedziała nam 3 kartkówki! Jedna we wtorek, druga w piątek, a trzecia w poniedziałek następny. Mówiliśmy, żeby nam dwie następne zrobiła w środę i czwartek, bo wtedy nie mamy polskiego. XD Ale jakoś nie chciała na to przystać. XD No, i jak każde klasy pierwsze mamy ślubowanie. Chyba każdy wie co to, prawda? Bo w pierwszej podstawówki też było. ;) Ale jeśli ktoś nie wie lub zapomniał to mu wytłumaczę. Z każdej klasy wychodzą po dwie, wybrane wcześniej przez wychowawcę, osoby. Chłopak i dziewczyna. Wyciągają przed siebie rękę (pozostali unoszą dłoń) z dwoma palcami i powtarzają tekst. Ślubujemy... Innymi słowy ślubujemy, ślubujemy i jeszcze raz ślubujemy. XD Potem inne lub te same wybrane osoby idą po pamiątki. My mamy to ślubowanie właśnie w poniedziałek. Ten. ;) Na razie to już wszystko, ale wkrótce postaram się znowu coś napisać! Żegnajcie! XD

niedziela, 23 września 2012

Elf 3

   - Nie chcielibyście przeżyć tego samego co ja - powiedziałem cicho. Nie wiedziałem czemu mówiłem do koni, ale czułem, że mnie rozumieją.

   Po pół godzinie, lub całej, bracia się obudzili, niemal równocześnie. Od razu, oczywiście, zwróciło ich uwagę to, że siedzę na ziemi trzęsąc się i obejmując rękami, jakby mi było zimno. Ligolis podszedł do mnie, Haldir jak zwykle trzymał się z tyłu.

   - Co się stało? -zapytał.

   Trzęsącym się z emocji głosem, opowiedziałem im o zdarzeniach, które miały miejsce nad jeziorem. Haldir pozostał niewzruszony (a przynajmniej tego nie okazywał), a Ligolis pokiwał z namysłem głową.

   - Następnym razem powiedz, zanim gdzieś pójdziesz - powiedział tylko, ku mojemu zdziwieniu. Wstał i skinął głową Haldirowi po czym oboje zabrali się do składania obozowiska. Na śniadanie zjedliśmy kilka sucharów i popiliśmy zimną wodą z manierki. Potem spakowaliśmy już wszystko i wsiedliśmy na konie. Jechaliśmy obok miejsca gdzie zaatakował mnie potwór. Znowu usłyszałem śpiew syren i przez chwilę walczyłem z pokusą pójścia tam znowu. Ale wspomnienie okropnego potwora z wieloma mackami skutecznie odpędziło chęć ujrzenia syren.

   Przyspieszyłem trochę. Bracia spojrzeli na mnie zdziwieni.

   - Mówiłeś, że nigdy nie jeździłeś szybciej - odezwał się Ligolis.

   Spojrzałem na niego obojętnie.

   - Bo nie jeździłem.

   Bracia wymienili porozumiewawcze spojrzenia i również przyspieszyli. Haldir został bardziej z tyłu, natomiast jego brat wyprzedził mnie trochę.

   - Masz rodzeństwo? - zapytał.

   - Mam.

   - Brata czy siostrę?

   - Siostrę.

   - Starszą czy młodszą?

   - Młodszą.

   - O ile?

   - O pięć lat. Powiesz mi po co ci ta wiedza?

   Ligolis westchnął.

   - Bo ja jestem młodszym bratem.

   Spojrzałem na niego zdziwiony.

   - Młodszym?

   Teraz, z kolei, obejrzałem się na Haldira, który skinął głową. Spojrzałem znowu na jego brata.

   - Młodszym? - powtórzyłem.

   - Tak, młodszym - Ligolis odwrócił się w siodle. - A co, myślałeś, że starszym?

   Pokiwałem głową, nadal zdziwiony.

   Mój rozmówca odwrócił się do przodu.

   - Wiesz, prawie wszyscy tak myślą. No, ale pozory mylą - tu spojrzał na mnie.

   - On jest po prostu bardziej gadatliwy - wtrącił kąśliwie Haldir.

   Ligolis spojrzał na niego z ukosa.

   - Tak samo jak ty - odparował.

   Dalej jechaliśmy już w milczeniu, a ja próbowałem ułożyć myśli. Postój również przebiegł bez zbędnych rozmów. Następne także. Dopiero pod wieczór, w obozowisku, zaczęliśmy rozmawiać.

   Ja i Ligolis usiedliśmy na trawie popijając gorącą herbatę z ogniska, natomiast Haldir wziął łuk i poszedł do lasu. Długo patrzyłem w ślad za nim.

   - On mi nie ufa - stwierdziłem.

   Ligolis spojrzał na mnie.

    - Wiesz, on po prostu nie ufa obcym. Ja zawsze im ufam - tu się skrzywił. - I czasami to właśnie Haldir ratuje mnie z opresji - westchnął. - No, ale wiesz. Z tych osób co my spotykamy, a zresztą rzadko się to zdarza - połowa jest dobra, a połowa zła. Więc dobrze, że Haldir im nie ufa, a ja ufam.

   Przerwał na moment. Potem kontynuował.

   - Haldir zawsze prosi swojego konia, żeby go ostrzegał jak obcy zacznie coś robić, lub będzie chciał gdzieś pójść - spojrzał na mnie.

   - Tym razem też zarżał - odpowiedziałem nie zwracając uwagi na sarkastyczny ton jego głosu. Spojrzał na z zaciekawieniem.

   - Zarżał?

   Pokiwałem głową.

   - Tak. Zarżał, ale cicho.

   Tym razem to Ligolis pokiwał głową.

   - Tak. Bo koń cię lubi. Uważa tak samo jak ja. Ale będzie słuchał się Haldira. Chociaż, będzie go przekonywał, że z twojej strony nic nam nie grozi. Jeśli to prawda - spojrzał na mnie z ukosa.

   Zaśmiałem się.

   - Noo, raczej. Ale czy on kiedyś mi uwierzy? - pokręciłem głową zrezygnowany.

   - Tak. Będzie się do ciebie przekonywał, bo jego koń tak uważa - zaczął się podnosić. - Daj mu trochę czasu - dodał stojąc.

   Następnie oddalił się, a ja dopiłem herbatę rozmyślając nad jego słowami. Po jakichś pięciu minutach wrócił Haldir. Przyniósł dwa króliki. Ligolis zrobił z nich potrawkę. Kiedy ją zjedliśmy położyliśmy się spać.

   Rano wstaliśmy wszyscy razem. Na śniadanie było to samo co wczoraj. Ale ten dzień różnił się od poprzednich. O wiele.

sobota, 8 września 2012

Francja 2

   Hejka! Dzisiaj chcę Wam opisać drugi dzień podróży do Francji. Więc tak. Wyruszyliśmy ok. 7 rano. Ale wcześnie. ;/ Jechaliśmy przez Niemcy. Mi co chwila zatykały się uszy, kiedy byliśmy bliżej gór. Widziałam nawet parę samochodów z Polski. XD Jeden samochód miał światła jakby fluorescencyjne, czyli takie jakby fioletowe trochę. I były jakby hipnotyzujące. Nawet zapisałam sobie jego rejestrację. XD Mieliśmy tam parę postojów, żeby się załatwić i rozprostować nogi. Ja tam ze dwie godziny przespałam, na początku. I napisałam do moich przyjaciółek wcześnie rano. Jak jeszcze byłam w Polsce. I napisałam, że przepraszam jeśli je obudziłam. I później dostałam od jednej SMS-a w odpowiedzi i ona tam napisała, że jej nie obudziłam. A ja się w duchu śmiałam, że ja jej nie, ale ona mnie tak. XD Bo se akurat spałam ze słuchawkami w uszami. XD I dlatego też wiem mniej więcej ile spałam, bop wiem jakie piosenki przespałam, bo dochodziły do mnie trochę przez sen. XD Ja tam akurat na tylnym siedzeniu miałam dobrze spać. XD Później przejeżdżaliśmy przez Szwajcarię. I mama mówiła, że wreszcie jakiś normalny język, bo ona umie francuski. A dla taty normalny był poprzednio, bo on umie niemiecki. ;) I tam były takie śmieszne znaki, na których były samochody, ale wyglądały jak jakieś ufa i my się śmialiśmy, że tam ufa mogą jeździć. XD I przejeżdżaliśmy przez wiele tuneli, krótszych i dłuższych, bo tam też dużo gór było. I też musiałam ciągle rzuć gumę, żeby mi się uszy nie zatykały, chociaż czasami to i tak nie działało. Przejeżdżaliśmy też przez Genewę, w której byliśmy 5 lat temu na ślubie mojej cioci. ;) Później już przejechaliśmy przez granicę do Francji. I jechaliśmy nad morze. Po drodze widzieliśmy znak, że można zjechać z autostrady i pojechać na farmę krokodyli. XD Ogólnie ze Zgorzelca mieliśmy do przejechania ponad 1500 km. A po drodze widzieliśmy piękne góry! Po prostu mi dech zaparło! Nie mogłam oderwać od nich wzroku. Były w niektórych miejscach skaliste, a w niektórych z lasami. Wtedy akurat czytałam książkę pt. "Tajemnice sióstr Sprite: Zaczarowane domostwo" i na ten moment przestawałam czytać, bo nie mogłam oderwać wzroku od tych gór. Po prostu piękne były. *.* A dojechaliśmy dopiero wieczorem i najpierw pojechaliśmy do miasteczka później zawróciliśmy, pojechaliśmy mniej więcej tak gdzie mieliśmy mieszkać, ale w końcu się zatrzymaliśmy,  niepewni, i zadzwoniliśmy do cioci, żeby wyjechała. Obok nas wtedy były jakieś krzaki i drzewa i my się śmialiśmy, że tam są krokodyle. XD Okazało się, że jeszcze metr i byśmy dojechaliśmy, a ciocia pojechała najpierw do miasteczka i zrobiła koło. XD Dojechaliśmy, rozpakowaliśmy samochód i poszliśmy się przywitać z rodziną mojego wujka, który jest Francuzem. I wtedy zjedliśmy kolację, a była jakaś 22. XD Później poznaliśmy nasze pokoje i poszliśmy spać. Na dzisiaj to już wszystko, ale wkrótce znowu napiszę! ;) ;D

czwartek, 6 września 2012

victor junior

   Hejka! Ten post będzie krótki, bo chcę tylko Wam coś napisać. Chodzi właśnie o stronkę www.victor-junior.pl Po pierwsze usunęli dział WASZE TEKSTY, a po drugie można wpisywać w wyszukiwarkę na górze strony nazwy opowiadania i w nie wchodzić! Wolałam tego nie pisać w komentarzu na stronce, bo jeszcze i to by usunęli. Tylko, że trzeba znać tytuł opowiadania lub autora. ;/ Ale jak ktoś zna chociaż część tego lub tego, to nie ma problemu! Serio! Noo, przynajmniej na razie. ;/ Ale cieszmy się tym póki jeszcze jest. ;) Na dzisiaj to tyle. Papa i do napisania wkrótce! ;)

wtorek, 4 września 2012

Elf 2

   Od razu otworzyłem oczy. Ciężko oddychałem. I ogarnęło mnie przerażenie. Nie byłem w domu! Leżałem na trawie na niewielkiej polance! Podniosłem się do pozycji siedzącej drżąc. Zacząłem powoli rozglądać się wokoło. I nagle usłyszałem czyjeś głosy. Od razu ogarnęło mnie jeszcze większe przerażenie.

   - Jak myślisz, co to było? - zapytał pierwszy głos.

   - Ne wiem skąd, skąd mam wiedzieć!? Jasnowidzem nie jestem, wszystko wiedzącym zresztą też nie, przykro mi. - odparł z irytacją drugi głos.

  - No dobra, dobra, tylko zapytałem - odpowiedział urażonym tonem ten pierwszy.

   - To następnym razem nie pytaj.

   W tej chwili dwa konie wyjechały na polankę. Na widok ich jeźdźców zapomniałem o całym strachu i ogarnęło mnie zdziwienie. To byli dwaj mężczyźni o... długich białych włosach! Takich samych jak ja! Jednak kiedy pierwsze zdziwienie minęło znowu ogarnął mnie strach. Dwie postacie znowu zaczęły rozmawiać, ale tym razem jakimś niezrozumiałym dla mnie językiem. W końcu zsiedli. Podeszli bliżej. Jeden ukucnął przy mnie.

   - Jak się nazywasz? - zapytał.

   - L-L-Leo - odpowiedziałem trzęsącym się ze strachu głosem.

   - A skąd jesteś? - zapytał znowu.

   - Z P-P-Polski - mój głos ciągle się trząsł. Mężczyźni wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

   - Jak się tu znalazłeś? - drążył dalej ten pierwszy.

   - N-N-Nie wiem. P-P-P-Po prostu s-s-spałem i-i-i m-m-m-miałem dzi-dzi-dziwny s-s-sen. Ż-Ż-Że wszy-wszy-wszystko wi-wi-wi-wiruje i-i-i z-z-znika. A po-po-potem się-się-się o-o-o-budziłem i-i-i z-z-z-znalazłem się t-tutaj. - wydukałem. Mężczyźni znowu wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

   - Chodź z nami - powiedział ten co zadawał mi pytania, wstając.

   Nadal niepewny podniosłem się wciąż się trzęsąc.

   - No chodź. Nic ci nie zrobimy - powiedział ten sam mężczyzna widząc moje wahanie. Wykonał przy tym przywołujący gest ręką.

   W końcu, nadal niepewny, podszedłem do nieznanego mężczyzny, który się przyjaźnie uśmiechał. Ten drugi, nie odzywając się ani słowem, podszedł do jucznego konika, którego zauważyłem dopiero teraz. Wyróżniał się tym, że był brązowy, a nie biały, tak jak dwa pozostałe. Mężczyzna odczepił parę juków i przyczepił, dzieląc, do dwóch koni. Patrzyłem na niego bardziej nieufnie. W końcu odezwał się ten pierwszy.

   - Jestem Ligolis, a to mój brat Haldir. - tu wskazał na drugiego mężczyznę.

   Skinąłem głową. Ligolis poprowadził mnie do brązowego konia. Przypomniał mi się mój i zrobiło mi się smutno. Mężczyzna chyba tego nie zauważył.

   - Jeździłeś już kiedyś na koniu? - zapytał.

   - Eee... Można powiedzieć, że tak - odpowiedziałem z wahaniem.

   Ligolis uniósł brwi.

   - Można powiedzieć, że tak? - powtórzył. - To znaczy tak czy nie?

   Zawahałem się.

   - No tak, ale... Tylko stępa. I tylko raz w życiu, półtorej godziny - wyjaśniłem szybko.

   - No więc to będzie twój drugi raz - powiedział Ligolis odwracając się. Sprawdził popręg siodła po czym odwrócił się znowu do mnie.

   - Możesz wsiadać - oznajmił wskazując kciukiem konia.

   Wsiadłem znów bez niczyjej pomocy. Ligolis pokiwał z uznaniem głową.

   - Doskonale - powiedział po czym odwrócił się i wsiadł na swojego konia. Jego brat uczynił to samo.

   - No to ruszamy - powiedział Ligolis.

   Uderzyłem niepewnie piętami w żebra mojego konia. Ruszył posłusznie.

   Wyjechaliśmy z polanki na żwirową drogę. Po paru minutach odezwał się Haldir tym samym nieznanym mi językiem. Po tonie jego głosu poznałem, że zadał pytanie o coś czego nie był pewien. Odpowiedź jego brata wyraźnie go usatysfakcjonowała. Jechaliśmy tak do końca dnia, a wieczorem Ligolis zarządził postój. Wjechaliśmy w las, na polanę. Ta była już większa od poprzedniej. Zsiadając z konia poczułem moje jeszcze bardziej obolałe mięśnie ud. Jęknąłem. Ligolis spojrzał na mnie.

   - Boli? - zapytał uśmiechając się współczująco.

   Pokiwałem głową. Haldir w tym czasie przygotowywał obozowisko. Jego brat poszedł rozpalać ogień, a ja usiadłem na ziemi. Zastanawiałem się jak się tu znalazłem i gdzie jest moja rodzina. Przypomniało mi się wczorajsze dziwne zachowanie rodziców. Nadal się zastanawiałem co ono mogło znaczyć. Czyżby wiedzieli? Czyżby wiedzieli, że się tutaj znajdę?

   Moje rozmyślania przerwał Haldir.

   - Chodź tu Leo - przywołał mnie.

   Wstałem i podszedłem do niego. Kiedy ujrzałem go z bliska zobaczyłem, że ma niebieskie oczy. Uśmiechnął się i podał mi kubek z gorącą herbatą.

   - Masz. Wypij.

   Zdziwiła mnie zmiana w jego zachowaniu, ale nie dałem nic po sobie poznać. Wziąłem kubek i skinąłem głową w podziękowaniu. Haldir odwrócił się, a ja zrobiłem to samo. Jednak zdążyłem zauważyć jak Ligolis popatrzył na brata z uśmiechem i skinął głową. Domyśliłem się, że pewnie zmiana w zachowaniu Haldira to jego zasługa. Powróciłem na moje miejsce na trawie i popijałem wolno herbatę. Usłyszałem jak bracia rozmawiają cicho w nieznanym języku. Później jeszcze zjedliśmy skromny posiłek w postaci mięsa lekko podgrzanego na małym ognisku. Potem położyliśmy się na ziemi i zasnęliśmy.

   Kiedy się obudziłem dopiero świtało. Cicho wstałem, żeby nie obudzić moich kompanów nadal pogrążonych we śnie, i podszedłem do linii lasu. Niestety konie się obudziły i jeden zarżał. Rozpoznałem, że to koń Haldira. "Dziwne" -pomyślałem. - "Haldir mi nie ufa, ale również jego koń". Obejrzałem się przez ramię, żeby sprawdzić czy nikt się nie obudził. Na szczęście bracia spali jak kamień. Tylko Haldir przewrócił się na drugi bok. Na ten moment wstrzymałem oddech. Po chwili już go wypuściłem. Przeszedłem przez las i wyszedłem na drogę. Rozejrzałem się. Była lekka mgła. Nikt nie jechał. Postanowiłem się przejść za nim tamci się obudzą.

   Szedłem powoli, rozglądając się na boki. Szedłem w stronę, w którą mieliśmy jechać. Nagle usłyszałem piękny śpiew po mojej lewej stronie i poszedłem sprawdzić skąd dochodzi. Przeszedłem przez kępę drzew i moim oczom ukazało się rozległe jezioro. Gdy znalazłem się bliżej zaparło mi dech w piersiach. W tym jeziorze pływały żywe istoty, które wyglądały jak syreny! I właściwie pewnie nimi były. Miały syreni ogon i falowane, blond włosy. Niektóre miały jeszcze jakiś kwiat morski lub perłę we włosach. To one tak pięknie śpiewały. Oczarowany zacząłem powoli przybliżać się w stronę skraju jeziora. Jeszcze chwila i bym do niego wpadł.

   Ale na szczęście (lub nie) nagle woda pośrodku jeziora zaczęła falować, najpierw powoli, potem coraz bardziej i bardziej aż w końcu coś zaczęło się z tego miejsca wynurzać. Woda zlewała się w dół i zaczęła pokazywać się straszna sylwetka potwora. Wyglądał jak wielka ośmiornica (albo kałamarnica), ale miał więcej niż jedną mackę. Miał ich chyba z dwadzieścia. Był bordowy z pomarszczoną skórą. Zaczął wymachiwać nimi jak opętany. Syreny rozpierzchły się. Pochowały się pod powierzchnią tafli jeziora i po chwili zniknęły mi z oczu. To coś skierowało swoje małe żółto-czerwone oczy na mnie. Zasyczało przy tym groźnie. Zacząłem cofać się przerażony i otworzyłem buzię patrząc na wynurzającego się potwora. Serce na moment przestało mi bić. A potem zaczęło walić jak oszalałe. Rzuciłem się do ucieczki. Potwór zasyczał posyłając za mną z dziesięć tych swoich obrzydliwych oślizgłych macek. Kiedy byłem już przy linii lasu poczułem jak jedna z nich oplata się wokół mojej prawej kostki. Wydałem stłumiony okrzyk. Pod wpływem szarpnięcia przewróciłem się. Wielka ośmiornica zaczęła przyciągać mnie ku sobie. Kurczowo próbowałem złapać się ziemi lub czegoś wystającego. Niestety na próżno. Jednak wziąłem jakiś ostry kamień leżacy blisko i zacząłem desperacko walić nim w ciągnącą mnie mackę. W końcu udało mi się "odkroić" jej górę. Szybko zdjąłem pozostałą część z mojej kostki po czym podniosłem się i zacząłem biec ile sił w nogach. Tym razem udało mi się uciec. Wybiegłem, zdyszany, na drogę i nie oglądając się popędziłem do naszego obozowiska. Pomyślałem, że już nigdy nie wybiorę się sam na przechadzkę. Zrozumiałem również, że to nie jest nasz świat. Tam nie ma syren ani takich potworów.

   Bałem się, że nie odnajdę miejsca, w którym jest obozowisko. Na szczęście jednak od razu je rozpoznałem chociaż nie wiem jakim cudem. Wbiegłem między drzewa i dopiero tam zwolniłem. Jeszcze przed wejściem na polanę przystanąłem i oparłem ręce na kolanach, ciężko dysząc. Kiedy już się trochę uspokoiłem, dopiero na nią wszedłem.

   Usiadłem na ziemi w miejscu, w którym spałem. Nadal się trzęsłem. Bracia jeszcze spali. Tylko konie patrzyły na mnie z zaciekawieniem.

   - Nie chcielibyście przeżyć tego samego co ja - powiedziałem cicho. Nie wiedziałem czemu mówiłem do koni, ale czułem, że mnie rozumieją.

Tęsknota

   Hejka! Pewnie zastanawiacie się dlaczego jest taki tytuł posta. Więc uprzejmie Wam to wyjaśnię. ;) Jak pewnie niektórzy z Was wiedzą teraz poszłam do klasy 1 gimnazjum. Jest to klasa 1e. Miałam dzisiaj matmę, fizykę, polski i WDŻ, czyli (dla tych, którzy nie wiedzą) wychowanie do życia w rodzinie. I nie piszę tych lekcji w odpowiedniej kolejności. ;) U nas z techniką jest tak, że są zajęcia komunikacyjne i krawieckie. Krawieckie są dopiero w drugim półroczu, a ja się na nie zapisałam więc teraz we wtorki kończę dwie godziny wcześniej. ;) A teraz do rzeczy. Przez te wszystkie lekcje myślałam o podstawówce. Jak ja bardzo bym chciała tam wrócić! Do tych wszystkich nauczycieli i nawet do klasy! A to jest trochę dziwne. ;) Nie mogę doczekać się połowy września, kiedy z przyjaciółkami pójdziemy odwiedzić  tą szkołę. Cieszcie się, że jesteście w podstawówce, bo jeszcze za nią zatęsknicie. Uwierzcie mi. Jeszcze nawet w kwietniu i chyba nawet w maju, nie wiedziałam i nie wierzyłam,że będę tak bardzo za tym wszystkim tęsknić! i pamiętajcie, już nigdy nie będziecie w 4, 5 ani 6 klasie! Cieszcie się podstawówką póki jeszcze ją macie. Chociaż wiem, że ciężko. ;) A teraz muszę już kończyć, ale wkrótce znowu napiszę! ;) ;*

niedziela, 2 września 2012

Francja

   Witajcie! ;) Dzisiaj chciałabym Wam opisać mniej więcej moją podróż do Francji [wybacz Apsik, ale od Ciebie trochę ściągnęłam ;) ]. A więc, jeszcze w czerwcu, wyjechałam na wakacje. ;) Pojechałam tam z moimi rodzicami, dziadkami i bratem. Mieliśmy jeden samochód, bo mój dziadek ma sharana, który ma siedem miejsc. Jednak tym razem było ich tylko sześć, ponieważ bagaże musiały się zmieścić, a uwierzcie mi było ich dużo. ;) Ja siedziałam właśnie z tyłu. Dla mnie tam było najlepiej. Miałam oparcie w postaci bagaży, które ledwo co się zmieściły. XD Ale do rzeczy. Wyjechaliśmy 15 czerwca i cały dzień jechaliśmy przez Polskę (Ja mieszkam w Białymstoku, a jechaliśmy do granicy niemieckiej, która jest dla nas na drugim końcu). Zatrzymaliśmy się w Zgorzelcu (teraz to już jest Zgorzelec-Goerlitz), u mojej prababci. Jednak nie zmieścilibyśmy się wszyscy u niej, dlatego też, tam zostali tylko dziadkowie, a reszta pojechała do przyjaciół babci (gdzie są dwa słodkie koty :D). Ja z moim bratem siedzieliśmy, on na komputerze, a ja na netbooku. Okazało się, że mama nie wzięła ładowarki do netbooka. ;D A dorośli siedzieli i oglądali mecz, gdyż wtedy było jeszcze Euro. ;) To na dzisiaj tyle, ale niedługo opiszę kolejny dni! ;) I jeszcze raz, wybacz Apsik, że od Ciebie ściągnęłam. ;)